Piorunująca końcówka meczu z Wisłą. Nemanja Nikolić uratował skórę Legii

Węgierski napastnik strzelił swojego 20. gola w ekstraklasie. To po jego trafieniu wicemistrz Polski otrząsnął się w samej końcówce i pokonał Wisłę 2:0.


Długo wydawało się, że Legia w Krakowie gola nie strzeli. Do 85. minuty to Biała Gwiazda była bliżej zwycięstwa, więcej strzelała i biegała, dłużej utrzymywała się przy piłce. Ale nie ustrzegła się błędu, który skończył się bramką Nemanji Nikolicia. W doliczonym czasie gry do siatki trafił też Aleksandar Prijović.

- Gra nam się nie układała, ale zachowaliśmy cierpliwość, spokój, co się opłaciło. Sztuki piłkarskiej w tym spotkaniu było niewiele, ale była walka, jest zwycięstwo - mówił po meczu trener Stanisław Czerczesow.

Ale tak naprawdę ten mecz do bramki Nikolicia był z cyklu takich do zapomnienia. Legia praktycznie w ogóle nie zagrażała bramce Wisły. Do 85. minuty ani przez moment nie grała tak, by można było napisać, że zasłużyła na coś więcej niż punkt. Jednak wygrała i - co najważniejsze - odrobiła stratę do Piasta (w sobotę zremisował 1:1 z Cracovią). Od lidera ekstraklasy dzieli ją w tabeli już tylko pięć punktów. Za chwilę mogą dzielić tylko dwa, i to zależne jest już tylko od Legii, która w niedzielę podejmie Piasta na własnym stadionie.

- Gramy co trzy dni i trudno jest odbyć normalny cykl treningowy. Wygląda to, jak wygląda. Nie było jeszcze meczu, który mógłbym nazwać najlepszym czy najgorszym. W każdym spotkaniu były bardzo dobre momenty, ale też słabsze. Przy takim natężeniu nie możemy osiągnąć stabilnego poziomu - mówił Czerczesow przed niedzielnym meczem.

Rosjanin wciąż szuka optymalnego ustawienia, i to w warunkach frontowych. W Krakowie zdecydował się na grę z jednym napastnikiem. Nie przemeblował składu w porównaniu z ostatnim meczem z Górnikiem Łęczna (2:1). Zrobił dwie zmiany, obie z prawej strony boiska (Iwan Triczkowski zastąpił na skrzydle Guilherme, a Bartosz Bereszyński w obronie Łukasza Brozia).

Ale to Wisła lepiej zaczęła ten mecz. Legia słabo wyglądała przede wszystkim w środku pola, gdzie Stojan Vranjes i Tomasz Jodłowiec byli bezproduktywni, o co Czerczesow miał do nich pretensje już po kwadransie spotkania. Po raz pierwszy Rosjanin z aprobatą klasnął w dłonie dopiero około 25. minuty. Jodłowiec do spółki z Vranjesem przechwycili wtedy piłkę na połowie Wisły, po chwili dostał ją Ondrej Duda, ale podał niecelnie.

Trzy minuty później Słowak już nie podawał, tylko strzelał. Sam zabrał piłkę rywalom, minął trzech wiślaków i uderzył obok słupka. To była pierwsza groźna akcja Legii w tym meczu. Jeśli w ogóle można ją za taką uznać. Kolejną niezłą legioniści stworzyli sobie tuż przed przerwą. Radosława Cierzniaka strzałem z rzutu wolnego próbował zaskoczyć Tomasz Brzyski. Lewy obrońca uderzył nad murem, jego strzał był celny, dość mocny, ale golkiper Wisły wybił piłkę na rzut rożny.

W szatni Czerczesow drużyny nie odmienił. W drugiej połowie to wciąż mająca problemy kadrowe Wisła (nie zagrali Michał Sadlok i Paweł Brożek) była lepszą drużyną. Legioniści nadal byli w defensywie. Kontratakowali bardzo rzadko. Gdyby w 73. minucie Brzyski nie przyblokował w polu karnym piłki po strzale Macieja Jankowskiego, to kto wie, jak by się potoczył ten mecz.

Legia grała słabo, ale Rosjanin w drugiej połowie rzadziej wściekał się na swoich piłkarzy. Ze spuszczoną głową i rękami w kieszeni wędrował sobie przy bocznej linii, aż w końcu obmyślił sposób na Wisłę. Zrobił dwie ofensywne zmiany - wpuścił na boisko Arkadiusza Piecha (za Vranjesa) i Aleksandara Prijovicia (za Kucharczyka).

To właśnie po podaniu Piecha swoją 20. bramkę w ekstraklasie zdobył Nikolić. W lidze 28-letni napastnik nie trafił do siatki już tylko trzem zespołom - Lechowi, Pogoni i Jagiellonii. W doliczonym czasie gry mógł dołożyć kolejną bramkę, ale wolał sprezentować ją Prijoviciovi, który trafił do pustej bramki.

W czwartek legionistów czeka trudny i prawdopodobnie ostatni mecz w tej edycji Ligi Europy. Jeśli jednak wicemistrzom Polski udałoby się na wyjeździe pokonać Napoli, a w toczącym się równolegle spotkaniu Midtjylland - Brugge padłby remis, to powtórzą sukces sprzed roku i awansują do 1/16 finału.