Sport.pl

Legia - Górnik. Był Nemanja Nikolić, był Ondrej Duda, ale były też nerwy

Węgierski napastnik strzelał jak zwykle, słowacki pomocnik podawał jak kiedyś. Legia miała kłopoty, ale udało jej się wygrać z Górnikiem 2:1 i zmniejszyć stratę do Piasta.


Po niedzielnym meczu w Bielsku-Białej, w którym legioniści tylko zremisowali 2:2 z grającym przez 50 minut w osłabieniu Podbeskidziem, nastroje w zespole wicemistrzów Polski - mimo wcześniejszych czterech zwycięstw z rzędu - znów były niewesołe. W środę też niewiele zabrakło, a nie byłoby się z czego cieszyć. W końcówce spotkania Górnik Łęczna przycisnął, strzelił kontaktowego gola i był naprawdę bliski remisu.

- Ciągle mnie pytacie o te ostatnie pięć minut meczu. Ja nie wiem, czy nikt z was nie widział wcześniejszych 85? - zagadywał po meczu dziennikarzy Stanisław Czerczesow. - Oczywiście, nie możemy w ten sposób oddawać rywalom inicjatywy, ale to nie jest temat na dziś. Więcej optymizmu. Przecież wcześniej było sporo dobrych momentów w naszej grze - dodawał.

Rosjanin w dobrym humorze był już dzień przed meczem na konferencji. A na pewno w lepszym niż kibice, którzy dopiero późnym wieczorem mogli trochę zapomnieć o słabej Legii z Bielska po tym, jak Piast niespodziewanie przegrał z ostatnim w tabeli Górnikiem Zabrze (2:5), co otworzyło przed Legią szansę, by odrobić do gliwiczan trzy punkty.

Czerczesow w meczu z Górnikiem wrócił do ustawienia z jednym napastnikiem i dwoma defensywnymi pomocnikami. Z przodu postawił na Nemanję Nikolicia, a w środku pola na Tomasza Jodłowca i Stojana Vranjesa. Ale to niejedyne zmiany, które zrobił. Do bramki wstawił też Duszana Kuciaka, a do środka obrony Michała Pazdana.

Te roszady się opłaciły i w zasadzie wypada zgodzić się z Czerczesowem, że Legia z Górnikiem - pomijając wspomnianą końcówkę spotkania - raczej dominowała, grała ofensywnie, szybko, na początku skutecznie i momentami efektownie.

Już w 4. minucie do siatki trafił Nikolić. Ale to, że strzelił, nikogo specjalnie nie zaskoczyło (Węgier z serbskim paszportem w tym sezonie strzela regularnie - uzbierał już w sumie 23 gole). Dużo bardziej zadziwiła niezła postawa Ondreja Dudy, bo jego dwie asysty przy trafieniach Nikolicia, do tego niezła gra, były w Warszawie czymś dawno niewidzianym. Co go tak obudziło? Trudno stwierdzić, ale może wpis na Twitterze prezesa Bogusława Leśnodorskiego, który po meczu z Podbeskidziem otwarcie skrytykował Dudę i Michała Kucharczyka, pisząc wprost, że obaj zagrali katastrofalnie.

- O to, co pisze prezes na Twitterze, proszę pytać jego, a nie mnie. Ja nawet nie mam Twittera - mówił po wczorajszym meczu Duda.

Wczoraj słowacki pomocnik wreszcie był sobą. Był Dudą, jakiego chce się oglądać i płacić za niego grube miliony. Wreszcie były efektowne (a przy tym efektywne) sztuczki, było kreowanie gry i szybkość w podejmowaniu decyzji.

Drugą bramkę Nikolić - przy asyście Dudy - zdobył w 30. minucie. Wydawało się, że Legia nie ma prawa tego meczu przegrać. Dopiero po bramce Grzegorza Bonina w 87. minucie coś piłkarzy Czerczesowa sparaliżowało. - Nie wiem, co się z nami stało, ale dzięki Bogu udało się wygrać, więc może tego teraz nie roztrząsajmy. Są trzy punkty i to się liczy - mówił po meczu Nikolić, którego nazwisko skandowali kibice na stadionie.

- To zdecydowanie moje najlepsze pół roku w karierze. Mój najbliższy cel to dogonić byłego legionistę Stanko Svitlicę, który został królem strzelców ekstraklasy z 24 golami. Jak uda mi się to osiągnąć, to postawię sobie kolejny. Jeszcze nie wiem jaki - dodawał Serb, który w lidze zdobył w środę swoją 18. i 19. bramkę.

Legia, co pokazał mecz z Górnikiem, jeszcze od początku do końca nie gra olśniewająco, ale punktuje dość regularnie. Z ostatnich sześciu meczów wygrała pięć i jeden zremisowała, a do tego w trzech zachowała czyste konto. I to się liczy. Siedem punktów straty do Piasta i w perspektywie mecz z nim u siebie (13 grudnia) daje nadzieję, że przed końcem roku przewaga lidera jeszcze stopnieje.





Więcej o: