Koniec rundy dla Michała Masłowskiego. Jaka przyszłość czeka pomocnika w Legii?

Kontuzja pleców wykluczyła go z gry do końca roku. Zimowe obozy w Turcji będą dla 26-letniego pomocnika trzecią szansą, by zaistnieć w Legii.


Pod koniec stycznia minie rok odkąd Michał Masłowski trafił na Łazienkowską. Nie zaliczy go jednak do udanych, Legia zresztą też nie, bo wydając na piłkarza 800 tys. euro, oczekiwania wobec niego były większe.

Na razie Masłowski na boisku pojawił się w 24 z 56 meczów rozegranych przez Legię spotkań. Nie jest źle, ale jeśli pod uwagę weźmiemy minuty spędzone na murawie, to wygląda to już dość mizernie. Tych Masłowski nazbierał zaledwie 1034 z 5031 możliwych, co stanowi zaledwie 21 proc. całości.

W najbliższych tygodniach Masłowski swoich statystyk nie poprawi. W tej rundzie nie wybiegnie już na boisko. Jest w trakcie rehabilitacji po operacji przepukliny kręgosłupa, którą przeszedł w sierpniu. Sztab medyczny Legii jest zadowolony z jej przebiegu. Chciałby, żeby piłkarz wrócił do treningów z zespołem w grudniu, ale nawet jeśli tak się stanie, to zajęcia z pełnym obciążeniem zacznie dopiero na początku przyszłego roku.

Początki Masłowskiego przy Łazienkowskiej nie wskazywały na to, że w Warszawie czeka go aż tak trudny czas. Przeciwnie, w lutym, zaraz po transferze, wydawało się, że będzie ważnym piłkarzem w drużynie Berga. Norweski trener podczas zimowego zgrupowania w Hiszpanii właśnie w Masłowskim widział zastępcę kontuzjowanego Ondreja Dudy. Na treningach wystawiał go regularnie w mocniejszym składzie

Tak też było po powrocie ze zgrupowania w Hiszpanii, kiedy rundę wiosenną, w tym oba spotkania z Ajaksem w 1/16 Ligi Europy, Masłowski zaczął w podstawowej jedenastce. Choć Legia w pierwszym meczu z mistrzem Holandii przegrała 0:1, to do występu 26-latka mało kto miał zastrzeżenia. Z każdym kolejnym tygodniem tych było jednak coraz więcej. Do zdrowia po kontuzji kostki wrócił Duda, a Masłowski momentalnie z zawodnika ważnego stał się rezerwowym, który wchodził na boisko głównie w końcówkach.

- Zewsząd chłonąłem różne wskazówki niezbędne do odnalezienia się w Legii. Pomagali mi koledzy z drużyny, swoje uwagi mieli także trenerzy. Miałem wiele zadań na boisku, które chciałem wykonywać bezbłędnie. A do tego jestem typem zawodnika, który lubi pomagać chłopakom na murawie. W efekcie te wszystkie rzeczy mnie przerosły. Było tego za dużo. To było słabe pół roku - mówił Masłowski w lipcu po 18 meczach i jednym strzelonym golu w Legii.

Latem, w trakcie zgrupowania w austriackim Leogang, wydawało się, że wszystko wraca do normy. Rola Masłowskiego w drużynie rosła. W klubie nie było już sprzedanego zimą do Chin Miroslava Radovicia, a do transferu do Interu Mediolan szykował się Duda. Na podstawie treningów można było znowu przewidywać, że Berg widzi w nim piłkarza do podstawowego składu. I to takiego kluczowego, który wraz ze sprowadzonym latem Nemanją Nikoliciem będzie stanowił o sile ofensywnej zespołu.

- Chciałbym brać na siebie więcej odpowiedzialności, po piłkarsku: "wziąć piłkę i jechać". Wiadomo, że trudno porównywać Legię do Zawiszy, ale wierzę, że jak w Bydgoszczy, tak i w Warszawie mogę być liderem zespołu. Muszę też poprawić statystyki - zapowiadał latem.

Rzeczywistość znowu dla Masłowskiego okazała się brutalna. W klubie ostatecznie został Duda, co nie mogło zwiastować dla niego nic dobrego. Już w inaugurującym sezon 2015/16 meczu o Superpuchar Polski z Lechem (1:3) ofensywny pomocnik usiadł na ławce. Berg w podstawowej jedenastce wolał postawić w tamtym spotkaniu na 18-letniego Adama Ryczkowskiego. Później, przez pierwszy miesiąc, wystawiał Masłowskiego od pierwszej minuty tylko w meczach ze Śląskiem (4:1) i Górnikiem Łęczna (2:0). W obu przypadkach nie na swojej nominalnej pozycji - we Wrocławiu jako skrzydłowego, a w Łęcznej jako defensywnego pomocnika.

Mimo że Masłowski nie dostawał szans, to sztab szkoleniowy go chwalił. - Takie mecze jak ten w Łęcznej pokazują nam, że warto być cierpliwym. Jeśli jego występ naprawdę kogoś nie przekonał, to zapraszam - możemy wspólnie obejrzeć powtórkę tego meczu, wskażę, na czym polegała piłkarska inteligencja Michała - bronił zawodnika w sierpniu Kazimierz Sokołowski.

Kilka dni po tych słowach okazało się jednak, że przyczyną bólu nogi, na który zawodnik uskarżał się od dłuższego czasu, jest kręgosłup, a dokładniej jego przepuklina. Po konsultacji w rzymskiej klinice Villa Stuart (wcześniej leczyli się tam m.in. Marek Saganowski, Dossa Junior i Michał Efir) lekarze zdecydowali się na operację.

Masłowski będzie gotowy do zajęć z pełnym obciążeniem na zimowe obozy (Legia przygotowywać się będzie w Turcji od 9 stycznia do 7 lutego). Na nich dostanie kolejną, trzecią, zapewne ostatnią szansę, by zaistnieć w Legii. Jeśli jej nie wykorzysta, to jego przyszłość przy Łazienkowskiej stanie pod dużym znakiem zapytania. Bo choć kontrakt Masłowskiego z Legią wygasa za trzy i pół roku, to Stanisław Czerczesow już teraz nie ukrywa, że zimowe przygotowania, jeśli chodzi o kształt drużyny, będą decydujące.