Strzały i wewnętrzna gierka, czyli niedzielny poranek na Legii po meczu ze Śląskiem

Niespełna półtorej godziny trwał niedzielny trening wicemistrzów Polski po sobotniej wygranej ze Śląskiem Wrocław (1:0) w 16 kolejce ekstraklasy.


Zajęcia zaczęły się zgodnie z planem, czyli o 11.30 i w całości otwarte były dla przedstawicieli mediów. Na samym początku, drużyna tradycyjnie podzielona została na dwie grupy. W pierwszej znaleźli się piłkarze, którzy z wrocławianami zagrali od początku, w drugiej trenowała zaś reszta zespołu. Podstawowi zawodnicy przez kilkanaście minut biegali wokół bocznego boiska przy Łazienkowskiej. Było ich jednak zaledwie siedmiu - brakowało narzekających na przeziębienia Michała Pazdana, Tomasza Jodłowca i Ondreja Dudy.

Druga grupa pracowała pod okiem asystentów Stanisława Czerczesowa - Władimira Panikowa i Mirosława Romaszczenki. Zmiennicy i rezerwowi trening zaczęli sprintów między słupkami i pachołkami, a później przez kilka minut grali w "dziadka". Kolejnym elementem zajęć były zaś strzały na bramkę Arkadiusza Malarza, Artura Halucha i Jakuba Szumskiego.

Wszystko zakończone zostało wewnętrzną mini gierką czterech na czterech na małe bramki. Podział drużyn w spotkaniu, które zwyciężyli "pomarańczowi" był następujący:

Czarni: Bartosz Bereszyński, Branimir Galić, Michał Żyro, Iwan Triczkowski.

Pomarańczowi: Pablo Dyego, Marek Saganowski, Aleksandar Prijović, Arkadiusz Piech.

W treningu, poza wspomnianymi Pazdanem, Jodłowcem i Dudą, udziału nie wzięli Dominik Furman, Jakub Rzeźniczak, Ivica Vrdoljak, Mateusz Szwoch, Michał Masłowski i Duszan Kuciak. Wszyscy narzekają na mniejsze lub większe urazy.