Arkadiusz Malarz: Był we mnie żal o to, że nie grałem, ale zaciskałem zęby i robiłem swoje [ROZMOWA]

- O to, dlaczego nie grałem w ostatnich miesiącach, należałoby zapytać trenera Henninga Berga. Uważam, że zasługiwałem na grę przynajmniej w Pucharze Polski - powiedział po rewanżowym meczu z Chojniczanką Chojnice (4:1) bramkarz Legii Arkadiusz Malarz.


Konrad Ferszter: Niewiele pracy miałeś w meczu z Chojniczanką, ale po pięciu minutach było 0:1.

Arkadiusz Malarz: Nie ma co ukrywać, to był nasz błąd. Przysnęliśmy na samym początku i goście nas za to skarcili. Później jednak dominowaliśmy i możemy cieszyć się z awansu.

Stracona bramka was obudziła?

- Tak, ale to było kompletnie niepotrzebne, bo sami wprowadziliśmy sobie nerwową atmosferę. Szkoda też, że nie wygraliśmy wyżej, bo okazje do tego były znakomite.

W Chojnicach zagrałeś po raz pierwszy od marcowego meczu z Lechem w Poznaniu.

- To bardzo miłe uczucie. Każdy zawodnik niezależnie od pozycji cieszy się, kiedy wraca do składu i czuje, że jego codzienna praca jest dostrzegana i wynagradzana. Po to właśnie się trenuje.

Trudno jest wrócić do bramki po tak długim czasie?

- No nie jest łatwo. Kiedy gra się regularnie, to bramkę zna się na pamięć, automatycznie wiesz, jak się ustawiać, poruszać. Teraz bramkę musiałem odkrywać na nowo. Nie grałem ponad pół roku. Myślę jednak, że nie było źle i dałem sobie radę.

O gola straconego w Chojnicach było jednak sporo pretensji właśnie do ciebie.

- Po meczu przypomniałem sobie, że większość piszących o piłce, zna się na niej lepiej, niż my - zawodnicy i trenerzy. Przeczytałem, że to był straszny błąd Malarza... Uśmiałem się z tego. Cóż, w takim razie dzisiaj bramkarz Chojniczanki też popełnił błąd przy uderzeniu Tomka Brzyskiego. Mnie rozlicza trener i tylko jego zdanie się dla mnie liczy.

Jak więc tę sytuację ocenił trener?

- Usłyszałem, że Patrykowi Mikicie wyszedł strzał życia i że czasami nie jesteśmy w stanie odpowiednio zareagować.

Hennning Berg nie dawał ci szans nawet w Pucharze Polski. Czułeś się niedoceniany?

- O to, dlaczego nie grałem, należałoby zapytać trenera Berga. Uważam, że zasługiwałem na grę przynajmniej w Pucharze Polski. Moją rolą jest codzienna, ciężka praca, dlatego tym bardziej cieszę się, że teraz - od czasu do czasu - pojawiam się w bramce.

Na Twitterze, w swoich wpisach, dawałeś jednak do zrozumienia, że masz duży żal do Berga o to, że nie grasz.

- Bo tego żalu we mnie trochę było, ale nie jestem człowiekiem, który się obraża. Wciąż robiłem swoje. Chciałem dokładać swoje cegiełki do naszych osiągnięć, ale tak się nie działo, więc zaciskałem zęby i ciężko pracowałem. Cieszę się, że teraz zostało mi to wynagrodzone.

Nie myślałeś o odejściu z Legii?

- Przeszło mi to przez myśl, bo każdy ambitny zawodnik chce regularnie grać w pierwszym składzie. Gdzieś przeczytałem, że Malarz przychodząc do Legii, powinien był wiedzieć na co się pisze, i powinien być świadom tego, że będzie zmiennikiem Duszana Kuciaka. Nikt mi nic takiego nie powiedział przy podpisywaniu kontraktu.

Szanuję Duszana, bo on tu był numerem jeden, kiedy przychodziłem do klubu. Dostałem szansę u trenera Berga i sam utrudniłem swoją sytuację poprzez złą decyzję w Poznaniu, ale po tym meczu trener Berg nie powiedział mi, że będę numerem dwa. Usłyszałem od niego tylko, że czasem tak bywa, że błędy są częścią naszej pracy. Że nie popełnia ich tylko ten, kto siedzi przed telewizorem i nic nie robi. To był ułamek sekundy, podjąłem decyzję, która osłabiła zespół. Przegraliśmy, ale ja czekałem na kolejną szansę. Nie dostałem jej, czasu już nie cofnę. Cieszę się z tego, co jest teraz.

Dużo zmieniło się w waszym treningu po tym jak do sztabu dołączył Gintaras Stauce, który teoretycznie jest asystentem Czerczesowa, ale w praktyce często pracuje z bramkarzami?

- Treningi są inne, cięższe. Po jednej z moich ostatnich wypowiedzi ktoś wysnuł wniosek, że wcześniej mi się nie podobało i uderzam w trenera Krzysztofa Dowhania... Totalna bzdura. Pokazałem nawet ten wywiad trenerowi i ten powiedział mi, żebym się nie przejmował, bo ludzie często szukają problemów tam, gdzie ich nie ma. Teraz jest inaczej, ciężej, ale mimo to, wszyscy z treningu schodzą uśmiechnięci.

Za sobą masz trzy mecze, w których pokazałeś się trenerowi. Jak teraz wyglądać będzie twoja rywalizacja z Kuciakiem?

- Tak samo. To trener będzie decydował, czy zagram w kolejnym meczu PP, czy może da mi szansę wcześniej. Ja nie mogę zrobić nic więcej poza ciężką i sumienną pracą.