Sport.pl

Legia Cup 2015. "Historia uczy szacunku. Nasi chłopcy już wiedzą kim jest Kazimierz Deyna"

W weekend przy Łazienkowskiej odbyła się 11. edycja turnieju Legia Cup. Zwycięzcami zostali 10-latkowie z Manchesteru United, Legia zajęła dziewiąte miejsce.


- Wyjeżdżamy z pucharem, ale nie przyjechaliśmy tu tylko ze względów sportowych. Byliśmy z drużyną na krótkiej wycieczce po Warszawie, zwiedziliśmy m.in. Stare Miasto, stadion, pokazaliśmy naszym chłopcom pomnik Kazimierza Deyny. Dlaczego to wszystko? Bo rozwój młodych piłkarzy nie jest związany tylko z treningiem i boiskiem. Znajomość i rozumienie historii są równie ważne, bo uczą szacunku dla innych krajów i kultur - powiedział Eamon Mulvey, trener piłkarzy Manchesteru United z rocznika 2005, którzy wygrali tegoroczny Legia Cup.

Tak jak dobrze słuchało się mądrych słów trenera, tak równie przyjemnie patrzyło się na grę małych "Czerwonych Diabłów". Szybkość w podejmowaniu decyzji, boiskowa inteligencja, technika, drybling, polot, spryt, skuteczność - to pierwsze, co przychodziło do głowy, gdy obserwowało się graczy Mulveya. A lista atutów młodszych i mniejszych kopii Wayne'a Rooneya, Juana Maty czy Andera Herrery jest dłuższa.

Równie przyjemnie patrzyło się na biegające dzieciaki, w których widać było pasję, ambicję i już bardzo duże umiejętności jak na swój wiek. Szczególnie duży zachwyt wzbudzała gra Ajaksu Amsterdam słynącego z jednej z najlepszych na świecie szkółek piłkarskich. - Jak oni grają! Jak oni biegają! Są szybsi nawet od Juventusu! - komentowali z uznaniem polscy kibice. Na Manchester to jednak nie wystarczyło.

- Cieszy to, że nasi chłopcy pokazali się z dobrej strony. Walczyli do samego końca i gra sprawiała im radość. Było jednak trudniej, niż się spodziewaliśmy - dodał trener zwycięskiej drużyny. Kurtuazji w tym było niewiele, bo tegoroczny zestaw zespołów występujących w Legia Cup robił wrażenie.

- Takie zespoły jak Ajax, Juventus, Chelsea, Benfika czy Hertha to czołowe europejskie kluby, które w dodatku mają imponująco rozwinięty system szkolenia. Legia Cup daje możliwość podglądania najlepszych i weryfikacji osiągniętego przez nas poziomu - powiedział Jacek Mazurek, dyrektor sportowy Akademii Piłkarskiej Legii. - Mam nadzieję, że w podobnym gronie spotkamy się za rok i nasi zawodnicy będą prezentować się jeszcze lepiej, bo progres jest dostrzegalny - dodał.

Poziom zarówno całego turnieju, jak i organizacji stał na bardzo wysokim poziomie. - W ciągu roku bywamy na wielu tego typu imprezach, ale to, co widzimy w Warszawie, to absolutny top - zachwycał się Pedro Faria, trener Benfiki. Organizatorzy mogą być więc z siebie zadowoleni. W podobnym tonie do trenera Benfiki wypowiadali się inni, a także kibice i rodzice, którzy weekend postanowili spędzić przy Łazienkowskiej. Poza emocjonującymi meczami - które można było oglądać ze specjalnie postawionych na tę okazję trybun - na uczestników i gości imprezy czekało wiele atrakcji - konsole do gier, specjalna bramka mierząca siłę strzału (wystawiona przez firmę Adidas), a nawet stare poczciwe piłkarzyki. Dlatego frajdę mieli nie tylko mali zawodnicy, ale też ich opiekunowie.

Zupełnie niezainteresowani pozaboiskowymi atrakcjami byli właściwie jedynie rodzice - kibice Sparty Praga. Ubrani w klubowe barwy - z pomalowanymi twarzami, flagami - bardzo żywiołowo reagowali na poczynania swoich dzieci. Słowem, było kolorowo. Ale również nerwowo, bo Czesi też krzyczeli na swoje pociechy. Często po nieudanych zagraniach zdarzało im się rzucać uwagi w kierunku arbitra, lecz i wyzłośliwiać się na małych piłkarzach Sparty.

- Nie może być tak, że rodzice krzyczą na dzieci, denerwują się przy linii, wytykają im błędy. Popieramy pozytywny doping - nie ma w tym nic złego. My, podobnie jak inne portugalskie czołowe kluby, mamy ściśle określone reguły współpracy z rodzicami. Jeśli ktoś nie chce tych zasad przestrzegać, może wybrać inny zespół, w którym jego dziecko będzie trenowało - komentował Faria trener Benfiki którego współpracownicy w trakcie pierwszego dnia Legia Cup aż pukali się w czoło, widząc to, co wyprawiają kibice Sparty.

Jak wypadła Legia? Dwa remisy, dwie porażki pierwszego dnia, trzy porażki i wygrana z Team Europa (czesko-niemiecki zespół) drugiego. Drużyna Jakuba Zapaśnika zajęła - tak jak przed rokiem - dziewiąte, przedostatnie miejsce w turnieju. W porównaniu ze swoimi rywalami zespół z legijnej akademii przekonał się, że wola walki, ambicja i chęci to jeszcze trochę za mało. Jednak tylko popełniając błędy, można je zacząć stopniowo eliminować. Dlatego z lekcji, którą młodzi gracze Legii dostali od Herthy, Tottenhamu czy Juventusu, powinni przy pomocy opiekunów wyciągnąć pozytywne wnioski. Bo nie ma na co się obrażać. Nie jest sztuką wygrywać ze słabszymi, ale podjąć rywalizację z mocniejszymi, co w pokazowym meczu zaprezentował dream team - zespół wybrany z najlepszych graczy turnieju, który zmierzył się z seniorską Legią.

Warszawian reprezentowali m.in. Aleksandar Prijović, Guilherme, Dominik Furman oraz Pablo Dyego. I trzeba przyznać, że dobrze odnaleźli się w tej formule. Furman w ramach kary za faul robił pompki, a Dyego wyrwał arbitrowi czerwoną kartkę i nakazał mu opuścić boisko. Mecz ostatecznie zakończył się remisem 1:1, choć sędzia kilkakrotnie nakazywał ponowne wykonanie rzutu karnego przeciwnikom Legii. Arkadiusz Malarz się starał, ale piłka nie chciała wpaść do bramki.

Legia Cup zakończył się ceremonią wręczenia nagród indywidualnych i pucharów za zajęte miejsca. Choć młodzi legioniści turniej skończyli na przedostatnim miejscu, to szybko odzyskali dobre humory. Zarówno im, jak i pozostałym uczestnikom turnieju gratulował większościowy udziałowiec Legii Dariusz Mioduski. - Wszyscy byliście wspaniali. Wierzę, że w przyszłości zostaniecie gwiazdami światowego futbolu. Do zobaczenia za rok na kolejnej edycji Legia Cup, drodzy przyjaciele - powiedział Mioduski.







Więcej o:
Komentarze (1)
Legia Cup 2015. "Historia uczy szacunku. Nasi chłopcy już wiedzą kim jest Kazimierz Deyna"
Zaloguj się
  • the-voice-of-reason

    0

    Są dużo gorsi od zachodnich rówieśników już teraz. Potem to już przepaść jeżeli chodzi o piłkarskie umiejętności. W komentarzu dostajemy to co zawsze: "Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało". Pewnie, że nic. Zachodnie kluby pokazały małolatom, gdzie jest ich miejsce w szeregu, czyli znów tęgie baty.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX