Skromne, ale pewne. Legia wygrywa z Pogonią i zostaje wicemistrzem jesieni

W niedzielę Legia Warszawa, w meczu 15. kolejki T-Mobile Ekstraklasy, pokonała Pogoń Szczecin 1:0. Zwycięstwo w tym meczu sprawiło, że drużyna z Łazienkowskiej utrzymała ośmiopunktową stratę do pierwszego w tabeli Piasta Gliwice, ale też wyprzedziła Cracovię i została wicemistrzem jesieni.


W obronie blisko, ostrożnie, często agresywnie, podwajając krycie. W ataku szybko, po ziemi (na jeden, dwa kontakty), a przy tym starając się zmieniać strony gry. Legia próbowała tak grać - od początku widać było jej przewagę - i na efekty nie musiała czekać zbyt długo.

W 11. minucie na mocny strzał zza pola karnego zdecydował się Tomasz Jodłowiec. Piłka po jego uderzeniu leciała w bramkę, ale Jakub Słowik zdołał ją wybić nad poprzeczkę. Ten strzał się jednak opłacił, bo chwilę później rzut rożny dał Legii bramkę. Piłkę dokręcaną z prawego narożnika przez Tomasza Brzyskiego z kilku metrów do siatki wpakował Jodłowiec. Dla defensywnego pomocnika był to trzeci gol w tym sezonie, a dla Brzyskiego trzecia asysta w ekstraklasie.

Po tym golu było spokojnie, momentami sennie, ale trzeba oddać, że dawno nie było takiego spotkania, w którym Legia po bramce miała aż tak dużą kontrolę. Arkadiusz Malarz, który zastępował w bramce kontuzjowanego Duszana Kuciaka, nie miał zbyt wiele pracy. Do przerwy właściwie nie miał jej wcale, bo koledzy z pola nie pozwalali szczecinianom swobodnie rozgrywać piłki na własnej połowie. Nawet przy stałych fragmentach gry, po których Pogoń strzeliła większość swoich goli w tym sezonie ekstraklasy, golkiper Legii nie musiał interweniować, bo obrońcy nie tylko dobrze kryli, ale też przechwytywali piłkę i błyskawicznie wybijali ją za pole karne.

Po przerwie zmieniło się niewiele, by nie napisać, że nic. Pogoń co prawda odważniej ruszyła do przodu, ale nadal nie miała dobrego pomysłu jak zaatakować Legię. Długie piłki w kierunku Władimira Dwaliszwiliego nie działały, podobnie jak stałe fragmenty gry, przy których Legia nadal broniła się mądrze, skutecznie. A do tego też starała się atakować, podwyższyć prowadzenie, i to w podobny sposób jak w pierwszej połowie, czyli szukając strzałów z dystansu i szans po stałych fragmentach gry.

W 55. minucie uderzenie zza pola karnego zdecydował się Michał Kucharczyk, które Słowik wypiąstkował na rzut rożny. Trzy minuty po tej próbie wicemistrzowie Polski popełnili największy błąd w tym meczu, ale na ich szczęście, rywal go nie wykorzystał. Konkretnie nie zrobił tego Dwaliszwili. Bo choć gruziński napastnik urwał się w polu karnym Igorowi Lewczukowi, tam przejął piłkę, którą dostał z głębi pola, to w sytuacji sam na sam z Malarzem nie potrafił trafić w światło bramki. Słowem, fatalnie spudłował.

To było pierwsze, ale jak się później okazało, nie ostatnie ostrzeżenie, które wysłała Pogoń. Było jeszcze jedno - w 73. minucie głową Malarza próbował pokonać Dwaliszwili, ale golkiper Legii w ostatniej chwili wybił lecącą w okienko piłkę na rzut rożny. Więcej okazji już goście nie mieli. A Legia, choć częściej utrzymywała się przy piłce, starała się grać atakiem pozycyjnym, oddawać strzały, to nie zdołała podwyższyć rezultatu. Dowiozła skromne, ale dość pewne zwycięstwo 1:0 nad Pogonią do końca.

Teraz ekstraklasę czeka przerwa na mecze reprezentacji. Drużyna Czerczesowa do gry wróci 18 listopada, kiedy w rewanżowym spotkaniu Pucharu Polski podejmie Chojniczankę. W pierwszym spotkaniu legioniści pokonali na wyjeździe pierwszoligowca 2:1.







Czy Legia awansuje do 1/16 finału Ligi Europy?