O życie, bez życia. Legia po porażce z Club Brugge potrzebuje cudu

Teraz pozostało tylko wierzyć w cud. Porażka 0:1 z Club Brugge sprawia, że Legia już praktycznie nie liczy się w walce o awans do 1/16 finału Ligi Europy.


Po czterech kolejkach wicemistrz Polski z jednym punktem na swoim koncie zamyka tabelę grupy D. Patrząc na jego grę, trudno zakładać, że nagle się przebudzi i w najbliższych tygodniach wygra, i to różnicą dwóch bramek, z FC Midtjylland (26 listopada), a później poradzi sobie z SSC Napoli (10 grudnia). Tylko zwycięstwa w tych meczach, a do tego porażka Brugge z Włochami i remis na koniec z Duńczykami sprawiłyby, że zespół Stanisława Czerczesowa wiosną nadal grałby w pucharach.

Taki scenariusz wydaje się niemożliwy. Musiałby stać się cud, ale po czwartkowym meczu trudno jednak w to wierzyć. Zresztą tak samo, jak trudno napisać, że Brugge zasłużyło na wygraną dużo bardziej od Legii. Zespół Czerczesowa specjalnie nie odstawał od swoich przeciwników, ale też nie zrobił zbyt wiele (praktycznie nic), by chociaż spróbować postawić się słabo dysponowanym Belgom.

To w ogóle nie był mecz, który dobrze się oglądało. W pierwszej połowie obie drużyny na boisku zachowywały się tak, jakby nie miały świadomości, że jedynie wygrana, zdobycie trzech punktów sprawi, że któraś z nich zachowa realne szanse na awans z grupy. - Wydaje mi się, że rozegraliśmy niezły mecz. Wyglądało to lepiej niż dwa tygodnie temu w Warszawie [Legia zremisowała wówczas z Brugge 1:1 - przyp. red.]. Nie zasłużyliśmy na porażkę - powiedział po spotkaniu Czerczesow.

5-2-3 w obronie, 4-3-3 w ataku. Legia zaczęła wysoko, agresywnie, nawet obiecująco. Ale im dłużej, a właściwie bliżej podchodziła z piłką pod pole karne Brugge, tym było gorzej: statycznie, niemrawo i niekonkretnie. Do przerwy, nie licząc prób po stałych fragmentach gry, legioniści nie mieli żadnego innego pomysłu, by zagrozić bramce Sébastiena Bruzzese'a. A i ten nie był jakiś efektowny, porażająco skuteczny.

Ot, trwał sobie taki zwykły mecz, bez życia i stawki. Pozbawiony wszelkich emocji, bo Belgowie też nie zachwycali. Niby na własnej połowie dobrze ustawiali zasieki, ale po odbiorze piłki nie spieszyli się, by posłać ją do przodu. Pierwsza połowa była słaba i wolna w wykonaniu obu zespołów. Słowem, nie dało się jej oglądać. Bo napisać, że rywale mieli jedną groźną akcję, po której strzelili gola, to nic nie napisać. Prawda jest taka, że Legia sama dała sobie go strzelić. W 38. minucie Jakub Rzeźniczak, Michał Pazdan i Jodłowiec nie upilnowali Thomasa Meuniera. Ten przebiegł pół boiska, minął ich, wpadł w pole karne i czubkiem buta uderzył piłkę obok Duszana Kuciaka.

Ten gol wszystkich zaskoczył. Podobnie jak brak w składzie Legii Nemanji Nikolicia. Zwłaszcza że węgierski napastnik serbskiego pochodzenia dzień przed meczem pojawił się razem z Czerczesowem na konferencji prasowej. Po niej co prawda na treningu - otwartym dla mediów przez pierwsze 20 minut - już go nie było, ale to i tak nie wzbudziło wielu podejrzeń dziennikarzy, którzy polecieli z Legią do Brugii.

Dopiero w dniu meczu, a właściwie półtorej godziny przed, kiedy klub - jak ma w zwyczaju - ogłosił skład Legii, okazało się, że Nikolicia nie ma nawet na ławce rezerwowych. Wtedy wyszło na jaw, że piłkarz od kilkunastu godzin zmaga się z infekcją, zatruciem pokarmowym.

Nikolicia w składzie zastąpił Marek Saganowski. Dla doświadczonego napastnika był to piąty mecz w tym sezonie, który zaczął w podstawowym składzie, a przy tym dopiero pierwszy w europejskich pucharach. "Sagan" niczym nie zachwycił - grał tak jak cała Legia, czyli nijak. Zmieniony został w 59. minucie przez Aleksandara Prijovicia, którego Czerczesow na początku tygodnia przywrócił do składu po tym, jak wcześniej odesłał go do rezerw po scysji z Igorem Lewczukiem.

Szwajcar kilka minut po wejściu oddał drugi celny strzał dla Legii w tym meczu. I choć nie było to groźne uderzenie, to wydawało się, że coś drgnęło w grze wicemistrzów Polski. Może i tak, ale kilkanaście minut w Belgii na przyzwoitym poziomie to było jednak zdecydowanie za mało, by myśleć o korzystnym wyniku, wyszarpaniu choćby punktu.

Czy Legia awansuje do 1/16 finału Ligi Europy?