Ivica Vrdoljak tłumaczy się z wywiadu: Dość miałem pytań o symulowanie kontuzji. Chciałem to skończyć

- To była bardzo rzadka kontuzja, dlatego zwlekałem z operacją. Gdyby zerwane były krzyżowe [więzadła - przyp. red.], to na stół położyłbym się następnego dnia - przyznał Ivica Vrdoljak. - Ja bym wolał, żebyś już żadnych kontuzji więcej nie miał - odpowiedział mu Bogusław Leśnodorski jako współprowadzący program ?TOK Gra Legia?, do którego zaproszony został chorwacki pomocnik.


"Jak zdrowie?" - zaczął rozmowę z Vrdoljakiem prowadzący "TOK Gra Legia" Przemysław Iwańczyk. - Jak na razie, odpukać w niemalowane drzewo, bardzo dobrze. W przyszłym tygodniu już zaczynam biegać na bieżni grawitacyjnej - odpowiedział Chorwat i po chwili już tłumaczył się ze swoich słów, które kilka dni temu powiedział w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego".

"Kłamstwa, że wymyślam urazy bolały. Ludzie pracujący w klubie gadali takie głupoty, że kiedy mijamy się na korytarzu, nie patrzą mi w oczy. Oskarżali, że symuluję i chcę wcześniej skończyć sezon i wyjechać do Chin. Nie wiedzieli jakie były podstawy o przełożeniu zabiegu" - powiedział gazecie Vrdoljak.

- No właśnie, kto to był? Ja bym też chciał coś wiedzieć - zaczepił chorwackiego pomocnika Leśnodorski, który współprowadzi program. - Nie chciałem, żeby o tym było głośno, zrobić aż takiego zamieszania - zaczął odpowiadać Vrdoljak i dalej wyjaśniał: - Po prostu od maja dosyć miałem pytań na temat tego, że symuluję kontuzję. Najbardziej bolało to, że pytanie padało niemal w każdym wywiadzie, i to w kontekście mojego transferu do Chin.

- Zawierzyłem się na swoje dzieci, że nigdy nie symulowałem kontuzji. Chciałem raz na zawsze zamknąć ten temat, by już nikt w przyszłości nie pytał mnie, ani o Chiny, ani nie oskarżał o symulowanie kontuzji, co akurat zaczęło się od jednej osoby z klubu, ale nie takiej, która zasiada w zarządzie - dodał kapitan Legii.

- To dobrze, bo już myślałem, że to ja - zaśmiał się prezes i kontynuował: - Ale już tak całkiem poważnie, to uważam, że zaplecze takich historii - co nie dotyczy tylko przypadku Ivicy - jest inne. Generalnie wszyscy zawodnicy wolą grać, niż nie grać. Problem w takich przypadkach jest taki, że nie można kogoś zmusić do operacji.

- Wiosną nasi lekarze mówili, że bez operacji się nie obędzie, ale zdaję sobie sprawę, że dla Ivicy była to ciężka decyzja. Tak jak każdy normalny człowiek, starał się robić wszystko, by ją odwlec. Liczył na cud, medycynę niekonwencjonalną, co akurat w przypadku piłkarzy jest dość częstą praktyką - dodał Leśnodorski.

- To była bardzo rzadka kontuzja, dlatego zwlekałem z operacją. Gdyby zerwane były krzyżowe [więzadła - przyp. red.], to na stół położyłbym się następnego dnia - przyznał Vrdoljak. Leśnodorski się uśmiechnął: - Ja bym wolał, żebyś już żadnych kontuzji więcej nie miał. - Ja też nie - wtrącił zaraz Vrdoljak.

Kapitan Legii operację kontuzjowanego kolana przeszedł w sierpniu. - W tym roku już nie zagram, nie warto ryzykować, treningi wznowię pewnie w grudniu, ale dopiero w styczniu, w trakcie obozów, będę do dyspozycji trenera - stwierdził.