Sport.pl

Abdoulay Diaby z Club Brugge. "Jedyny snajper z prawdziwego zdarzenia w drużynie"

Trzy gole w ostatnich trzech meczach. Jeżeli w czwartkowym meczu z Club Brugge piłkarze Legii będą musieli zwrócić szczególną uwagę na jednego zawodnika rywali, to bez wątpienia będzie nim skrzydłowy Abdoulay Diaby. Początek meczu o godz. 19, relacja na legia.sport.pl.


Przed dwoma tygodniami urodzony we Francji reprezentant Mali spotkanie z wicemistrzami Polski rozpoczął w wyjściowym składzie. Na boisku przebywał przez 70 minut, ale nie wyróżnił się niczym szczególnym. 24-latek wygrał 44 proc. pojedynków, podawał ze słabą skutecznością na poziomie 63 proc., oddał jeden celny strzał. W 18. minucie Diaby otrzymał zagranie ze środka pola, wyprzedził Jakuba Rzeźniczaka, ale nieczysto trafił w piłkę i nie sprawił Duszanowi Kuciakowi większych problemów. W 72 min. zmienił go Tuur Dierckx.

Chociaż trzy dni później Club Brugge przegrało 1:3 z Anderlechtem w lidze, a Diaby to prestiżowe starcie rozpoczął na ławce rezerwowych, to po meczu jako jedyny z zespołu Michela Preud'homme'a mógł schodzić z boiska z podniesioną głową. 24-latek na boisku pojawił się w 62. minucie przy stanie 0:3. Pięć minut później, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, reprezentant Mali wyprzedził rywali, uderzył z powietrza, a piłka po plecach Silvio Proto wpadła do siatki.

Ostatnie tygodnie to dla 24-latka moment przełomowy. W kolejnych dwóch meczach z Oud-Heverlee Leuven (2:0) i KVC Westerlo (2:0) Diaby wychodził w pierwszym składzie i strzelił łącznie trzy gole. Dobra gra skrzydłowego zapewniła Brugii dwa zwycięstwa z rzędu - po raz pierwszy od końcówki września.

- Diaby to jeden z najważniejszych piłkarzy w drużynie. W tym sezonie strzelił już osiem goli i jest w klubie jedynym snajperem z prawdziwego zdarzenia. Potrafi strzelać gole, jest szybki. Może drybling nie jest jego mocną stroną, ale zawsze wie, jak się ustawić w polu karnym i to jest najważniejsze. Jest środkowym napastnikiem, ale gra na pozycji skrzydłowego i widać, że dobrze czuje się w tej roli - opisuje piłkarza Guillaume Maebe, dziennikarz belgijskiej gazety "Het Nieuwsblad".

Chociaż Diaby w ostatnich tygodniach jest skuteczny, to w tym sezonie gra w kratkę. Piłkarz, za którego Club Brugge latem zapłaciło dwa mln euro francuskiemu OSC Lille, pierwszego gola w nowym klubie strzelił 1 sierpnia. 24-latek wpisał się na listę strzelców w ligowym meczu z Mechelen (3:0). Na kolejną bramkę czekał 29 dni. Reprezentant Mali był najlepszym zawodnikiem w spotkaniu ze Standardem Liege, który zespół Preud'homme'a wygrał aż 7:1. Diaby do siatki trafił wtedy aż czterokrotnie. Od tamtego popisu do kolejnego gola minęły jednak blisko dwa miesiące.

- Ostatnio miał gorszy okres, ale teraz wrócił do bardzo dobrej formy. Razem z Felipe Gedozem i Stefano Denswilem jest najlepszym zawodnikiem z drużynie - dodaje Maebe.

W Belgii Diaby nie jest zawodnikiem anonimowym. To właśnie tam najmocniej zapracował na swoje nazwisko. Po raz pierwszy do kraju przyjechał latem 2013 roku. Wtedy, zaraz po wykupieniu z Sedan, Lille zdecydowało się wypożyczyć skrzydłowego do drugoligowego Mouscron. Pierwszy sezon w Belgii nie był dla 24-latka specjalnie udany. Chociaż klub awansował do ekstraklasy, to reprezentant Mali w 20 meczach strzelił zaledwie cztery gole.

Mimo słabych statystyk, latem Mouscron zdecydowało się na ponowne wypożyczenie Diaby'ego, który w Jupiler League niespodziewanie odpalił. W rundzie jesiennej skrzydłowy zagrał w 21 spotkaniach, zdobył 12 bramek i dołożył sześć asyst. W styczniu Lille zdecydowało się sprowadzić zawodnika z powrotem do Francji. Przez pół roku w Ligue 1 na boisku przebywał raptem 26 minut. W maju odezwała się Brugia.

- Obserwowaliśmy Diaby'ego podczas jego pobytu w Mouscron, gdzie oczarował nas swoją grą. Chcieliśmy go już w styczniu, ale osiągnięcie porozumienia z Lille było niemożliwe. Teraz to się udało i jesteśmy bardzo szczęśliwi. Nie może być inaczej, kiedy do klubu trafia tak dobry piłkarz - komplementował w maju Malijczyka Preud'homme.

Początek meczu Club Brugge - Legia w czwartek o godz. 19, relacja na legia.sport.pl.





Więcej o: