Mateusz Szwoch: Moje serce wytrzyma nawet treningi Stanisława Czerczesowa

- Po powrocie do treningów ogromną radość sprawiało mi nawet bieganie, nie mówiąc już o zajęciach z piłką. Przecież całe moje dotychczasowe życie było podporządkowane właśnie jej - mówi pomocnik Legii, Mateusz Szwoch


Mateusz Szwoch trafił na Łazienkowską latem zeszłego roku. W marcu u 22-letniego pomocnika zdiagnozowano arytmię serca w tętnie spoczynkowym i młodemu piłkarzowi groziło mu nawet zakończeniem kariery. Szwoch musiał przejść zabieg ablacji, który zakończył się sukcesem. W sierpniu pomocnik otrzymał pozytywną diagnozę od specjalistów i został dopuszczony przez lekarzy do treningów z pierwszą drużyną drużyną.

Paweł Jędrusik: W sierpniu wróciłeś do treningów z drużyną, jednak dopiero w przyszłym tygodniu będziesz brany pod uwagę przy ustalaniu meczowej osiemnastki.

Mateusz Szwoch: Tak, o ile sobotnie badania będą jeszcze lepsze niż ostatnie. Takie było założenie. Dwa miesiące temu wróciłem do zajęć na pełnych obrotach. Trenowałem, monitorowałem organizm, jednak z lekarzami dogadałem się tak, że dopiero po październikowych badaniach będę brany pod uwagę przy ustalaniu składu.

Czyli istniało jakieś ryzyko?

- Nie, absolutnie. To normalna kolej rzeczy. Wracałem do treningów jako w pełni zdrowy zawodnik. Po moim zabiegu trzeba było po prostu trochę poczekać. Nie mam jednak żadnych obaw, wszystko wróciło do normy i liczę, że sobotni rezonans pokaże, że serce bije jeszcze lepiej.

Emocje po powrocie do szatni już trochę opadły?

- Tak, ale pierwsze dwa, trzy tygodnie to było coś niesamowitego. Wejście do szatni, przywitanie przez kolegów. Nigdy tego nie zapomnę. A trening? Ogromną radość sprawiało mi nawet bieganie, nie mówiąc już o zajęciach z piłką. Przecież całe moje dotychczasowe życie opierało się na treningach i meczach. Wszystko było podporządkowane piłce.

Serce wytrzymuje treningi u Stanisława Czerczesowa?

- Oczywiście, jest dwa razy mocniejsze niż kiedyś. Szkoda tylko, że nie mogę grać w meczach. To dziwny stan - niby jestem, a jednak mnie nie ma. Trener Czerczesow zna jednak moją historię, więc spokojnie do tego podchodzę. Jestem pewny, że w sobotę moja sytuacja się zmieni i dostanę zgodę na bycie pełnoprawnym piłkarzem. Ciągnie mnie do meczu.

Widać to na treningach. Bywały dni, gdy każdy twój strzał wpadał do bramki.

- Sporo było ostatnio na zajęciach strzałów, więc mogę się tylko cieszyć ze skuteczności. A że czasami wszystko wpada? Bywają takie dni. Ostatnio nawet jak uderzałem piszczelem, to piłka i tak wpadała do siatki.

Czy jest duża różnica między treningami u Czerczesowa, a Henninga Berga?

- Moim zdaniem tak, ale nie będę wdawał się w szczegóły. Każdy trener ma swoją szkołę, swój pomysł na zespół i swoją wizję. Mogę powiedzieć tylko, że z trenerem Bergiem pracowało mi się na prawdę super. Można było z nim zawsze porozmawiać, to on wprowadzał mnie do zespołu, to za jego kadencji zadebiutowałem w Legii.

Pora na debiut u Czerczesowa.

- Bardzo na to liczę. Treningów jest wystarczająco dużo, by się pokazać z jak najlepszej strony. Jeśli będę się dobrze prezentował, to myślę że dostanę swoją szansę.