Legia - Club Brugge. Chaos, prymitywizm i lepszy "plan B" [SPOSTRZEŻENIA]

W pierwszej połowie wicemistrzowie Polski byli chaotyczni w obronie i prymitywni w ataku. Spokojny Stanisław Czerczesow miał jednak w zanadrzu skuteczny "plan B". Spostrzeżeniami po meczu Legia - Club Brugge w Lidze Europy dzieli się Konrad Ferszter z Legia.sport.pl.
Defensywa chaotyczna

O ile gra obronna była najsilniejszą stroną Legii w LE za kadencji Henninga Berga, tak postawa defensywna warszawian w pierwszej połowie meczu z Club Brugge pozostawiała wiele do życzenia. Chaotycznie - tak delikatnie i w dużym skrócie można opisać to, jak legioniści prezentowali się pod własną bramką przed przerwą.

Z pressingiem nie nadążali środkowi pomocnicy, Łukasz Broź przegrywał pojedynki z Jose Izquierdo, a skutecznej komunikacji brakowało natomiast między Igorem Lewczukiem i Jakubem Rzeźniczakiem, którzy często wchodzili sobie w drogę przy próbach interwencji. Szwankowała też asekuracja - tak jak w 39 min, kiedy przez spóźnienie Michała Kucharczyka gola dla gości strzelił Davy De Fauw.

Ofensywa prymitywna

Jednak nawet mimo wielu słabości to nie obrona, a gra w ataku była najsłabszym punktem legionistów w pierwszej połowie. Pomysł warszawian na zagrożenie Belgom był banalny, wręcz prymitywny. Drużyna Czerczesowa swoich szans szukała w błędach rywala w rozegraniu, przechwytach i, podobnie jak w meczu z Cracovią, w bezpośrednich, prostopadłych podaniach do Nemanji Nikolicia.

Club Brugge na taki sposób gry Legii był jednak gotowy. Drużyna Michela Preud'homme'a bardzo mądrze i skutecznie się przesuwała oraz przecinała większość piłek adresowanych do napastnika reprezentacji Węgier. Trzeba też podkreślić, że para stoperów wicemistrza Belgii często była dla snajpera po prostu zbyt szybka.

A Czerczesow spokojny

Mimo bardzo słabej postawy wicemistrzów Polski na boisku Czerczesow przy linii bocznej był niezwykle spokojny. Rosjanin, w przeciwieństwie do meczu z Cracovią, nie wdawał się w dyskusje z sędzią bocznym. Rzadko też podchodził do ławki rezerwowych. Trener warszawian z rękoma w kieszeni obserwował jedynie, jak jego zawodnicy radzą, a raczej nie radzą sobie w starciu z Club Brugge.

Nie oznacza to jednak, że Rosjanin był zadowolony z postawy swojej drużyny. Czerczesow już w przerwie dokonał bowiem dwóch zmian. Z szatni na murawę nie wyszli już Dominik Furman i Guilherme, a ich miejsce zajęli Iwan Triczkowski oraz Ondrej Duda.

Lepszy "plan B"

Roszady przeprowadzone przez Czerczesowa pozytywnie wpłynęły na grę legionistów. Ci co prawda meczu ostatecznie nie wygrali, ale po przerwie zaprezentowali się znacznie lepiej i uratowali przynajmniej jeden punkt. Zaraz po wejściu na boisko Duda mógł zanotować asystę, ale jego podanie fatalnie zmarnował Kucharczyk. 24-letni skrzydłowy skuteczniejszy był za to kilka minut później, kiedy wykończył zagranie drugiego ze zmienników.

Chociaż Triczkowski mecz z Club Brugge zakończył z asystą, to większe znaczenie dla lepszej postawy warszawian po przerwie miało wprowadzenie Dudy. Słowak często pokazywał się do gry i - w przeciwieństwie do kolegów z zespołu - starał się szukać innych rozwiązań niż tylko długie podania w kierunku Nikolicia. Biorąc pod uwagę słaby rok w wykonaniu 20-latka, progres w jego grze w starciu z Belgami był aż nadto widoczny.

Zastrzeżony numer do zmiany

- Proszę państwa, zmiana w Legii - w 76. min anonsował spiker na stadionie przy ul. Łazienkowskiej. - Boisko opuszcza numer - Dariusz Urbanowicz w jednej chwili zamilkł. Na tablicy świetlnej trzymanej przez sędziego technicznego do zmiany wyświetlił się bowiem nr 10 - zastrzeżony w klubie dla legendarnego, byłego zawodnika Legii Kazimierza Deyny.

Ponad pół minuty trwała narada arbitra z kierownikiem drużyny Konradem Paśniewskim mająca na celu określenie, kogo zmienić ma wchodzący na boisko Aleksandar Prijović. Ostatecznie stanęło na Nikoliciu. Zamieszanie związane z decyzją Czerczesowa wprowadziło jednak niemałą konsternację wśród zasiadających na trybunach kibiców.

Czy Legia wyjdzie z grupy w Lidze Europy?