Dominik Furman: Nemanji Nikoliciowi wystarczy podać, a on już zrobi swoje [ROZMOWA]

- Nikolić jest w świetnej formie. Jodłowiec popisał się trzema asystami. Do kluczowych postaci dzisiejszego meczu zaliczyłbym jeszcze Michała Pazdana - powiedział po wygranym meczu z Cracovią (3:1) Dominik Furman.


Paweł Korzeniowski: Pierwszy mecz z nowym trenerem na ławce i pewna wygrana z Cracovią - jedną z mocniejszych drużyn w lidze.

Dominik Furman: Tak, i ten wynik bardzo cieszy. Nie pozwoliliśmy naszym rywalom na wiele. Zagraliśmy zgodnie z przedmeczowymi założeniami. Dobrze weszliśmy w to spotkanie, graliśmy wysoko, agresywnie, nękaliśmy rywala pressingiem. To się opłaciło.

I to bardzo szybko. Już w 5. minucie objęliście prowadzenie.

- Tak, pierwsza bramka była właśnie wynikiem złożonego pressingu. Odebraliśmy piłkę, szybko zagraliśmy wsteczne podanie, po czym prostopadłą piłką do Nemanji Nikolicia popisał się Tomasz Jodłowiec. Drugi gol bardzo podobny - znowu zwrotne podanie i prostopadła piłka. Przy trzecim trafieniu znów dobrze podłączył się Jodłowiec i wyłożył do "Niko".

Ten mecz miał dwóch bohaterów: Jodłowca oraz Nikolicia, który zdobył hat tricka.

- Nikolić jest w takim gazie, że nie marnuje takich sytuacji, jakie miał w meczu z Cracovią. Właściwie to wystarczy mu dać piłkę i on robi swoje. Jest w świetnej formie. Jodłowiec popisał się trzema asystami. Do kluczowych postaci dzisiejszego meczu zaliczyłbym jeszcze Michała Pazdana, który dobrze prezentował się w defensywie.

Nie ustrzegliście się jednak błędów.

- To fakt, już na samym początku meczu Denis Rakels mógł zachować się lepiej i zostawić piłkę Bartłomiejowi Kapustce. Gdyby goście to wykorzystali, byłoby zdecydowanie gorzej. Wiemy przecież, jak ciężko grać i odrabiać, gdy już po pięciu czy dziesięciu minutach przegrywa się tutaj przy Łazienkowskiej.

Sporo mówiło się o morderczych treningach Stanisława Czerczesowa. Czy była obawa, że będziecie zmęczeni, czy to dziennikarski wymysł?

- Nie byliśmy zmęczeni, co było w niedzielę widać. To jest trochę tak, że wmawiacie nam strach przed ciężkimi treningami. My chcemy ciężko pracować, wykonywać polecenia trenera. Fakt, jeden szkoleniowiec aplikuje lżejsze treningi, inny cięższe. Ale to normalne. Tak musimy trenować i nie wyobrażam sobie jakiegoś sprzeciwu.

Tempo niedzielnego meczu było w mocne od samego początku.

- Skoczyliśmy sobie do gardeł. Założyliśmy, że to my mamy dominować, bo jesteśmy Legią i tak musi być na naszym terenie. Ale trudno wyciągać więcej wniosków po pierwszym meczu z nowym trenerem. Zobaczymy, jak będziemy reagować na kolejne etapy w sezonie. Przed nami długa droga, aby osiągnąć założone cele.

Jak tobie grało się w nowym ustawieniu z Michałem Pazdanem i Tomaszem Jodłowcem?

- Moje bieganie było nieco inne niż wcześniej. Miałem w tym spotkaniu więcej pojedynczych zrywów i przyspieszeń. Ja sprinterem nie jestem, ale myślę, że w środku pola wyglądało to nieźle. Dobrze współpracowało mi się z Pazdanem i Jodłowcem i jak już powiedziałem, to postacie, które były kluczowe w zdobywaniu dzisiejszych trzech punktów.

Czeka was meczowy maraton. Już w środę gracie z Club Brugge w LE, w niedzielę z Lechem Poznań.

- Tak, to będzie trudny okres, ale nie możemy narzekać. Nasi kolejni rywale to klasowe zespoły. Wiele razy jednak powtarzałem, że w Polsce trzeba nauczyć się grać co trzy dni. Jeśli chcesz być dobry, to w dzisiejszym futbolu musisz posiadać tę umiejętność. Takie są wymagania, by mierzyć się z mocnymi rywalami.