Bartosz Bereszyński: Po pierwszych treningach z Czerczesowem marzyłem tylko o tym, by wrócić do domu i się położyć

- Przez blisko dwa lata, czyli cały okres pracy z Henningiem Bergiem, nie było tak ciężkich treningów jak teraz przez tydzień ze Stanisławem Czerczesowem - mówi Bartosz Bereszyński, 23-letni obrońca Legii Warszawa.


Bartłomiej Kubiak: Najpierw asysta, potem gol w wygranym 6:0 sparingu ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki. Rozegrałeś w niedzielę dobry mecz na prawej pomocy - trener Stanisław Czerczesow szykuje dla ciebie zmianę pozycji?

Bartosz Bereszyński: Nie sądzę. Prawe skrzydło to nie jest dla mnie obca pozycja, ale zagrałem na niej dlatego, że trener nie za bardzo miał w kim wybierać. Wielu naszych zawodników przebywało na zgrupowaniach reprezentacji. W Nowym Dworze udało mi się strzelić gola, asystować i - jak sam wspomniałeś - rozegrać dobry mecz, dlatego nie narzekam. Pokazałem, że coś tam jeszcze pamiętam i potrafię grać na prawej pomocy. Może taktycznie nie było idealnie, ale i tak jestem z siebie zadowolony, bo pokazałem trenerowi, że w razie co ma alternatywę.

Pamiętasz, kiedy ostatni raz zagrałeś mecz na prawym skrzydle?

- Chyba w 2012 roku w reprezentacji Polski do lat 20. Podejmowaliśmy wówczas w Gliwicach Niemcy, z którymi po moim golu w drugiej połowie wygraliśmy 2:1.

Rozmawiałeś po meczu ze Świtem z Czerczesowem, pochwalił cię za twój występ?

- Indywidualnej rozmowy i oceniania sparingu nie było. Wszyscy usłyszeliśmy od trenera to samo, czyli że wykonaliśmy dobrze swoją robotę.

Jakie widzisz różnice między grą na boku obrony a na boku pomocy?

- To zupełnie inna praca. Już pomijam niuanse taktyczne, ale tak najprościej mówiąc - w pomocy biega się sporo krótkich sprintów na wysokiej intensywności, a w obronie z reguły są to biegi na długich dystansach. Bo jeśli jako boczny obrońca podłączasz się do akcji ofensywnej ze swojej strefy, to na pełnym gazie musisz przebiec 60-70 metrów. Różnica jest taka, że za chwilę wrócisz pod własną bramkę i masz więcej czasu, by się zregenerować. W pomocy tego czasu na regenerację po wykonaniu sprintu aż tak dużo nie masz, bo zaraz musisz wykonać kolejny.

Gdzie wolałbyś grać w Legii?

- Na prawej obronie. Ta pozycja jest dla mnie optymalna i nie będę tego ukrywał. Ale to trener decyduje o wszystkim. Ja jestem jedynie od tego, by wykonywać jego polecenia i grać. Jeśli trener stwierdzi, że w Legii mam teraz być skrzydłowym, to ja narzekać nie będę. Najważniejsza jest dla mnie regularna gra.

Za wami już cały tydzień treningów i jeden sparing pod wodzą Czerczesowa. Chyba już możesz powiedzieć, jak wygląda filozofia gry nowego trenera i czym różni się od tej Henninga Berga?

- Już po tych kilku dniach widać, że bardziej niż Henningowi Bergowi zależy mu, by nasza gra opierała się na sile fizycznej. Trener Czerczesow od początku stara się nam wpoić to, byśmy byli bardziej agresywni i dynamiczni. Ale biegać u niego mamy mądrze. Po stracie piłki przede wszystkim działać jak zespół, czyli razem się przesuwać, razem podchodzić do rywala, wiedzieć, kiedy go zaatakować, a kiedy odpuścić.

Jakie widzisz różnice, jeśli chodzi o same treningi u Czerczesowa i Berga?

- Jest ich sporo, a nawet mnóstwo. Właściwie te treningi są zupełnie inne. W ostatnich dniach pracowaliśmy mocniej, dużo mocniej. I tego nikt nie ukrywa. Nawet nasz prezes na Twitterze pisał kilka dni temu, że tak ciężkich treningów jeszcze nie widział. Ja mogę tylko potwierdzić i dodać, że przez blisko dwa lata, czyli cały okres pracy z Bergiem, nie było tak ciężkich treningów jak przez tydzień z Czerczesowem.

Rosjanin daje wam wycisk?

- Co tu dużo mówić... Po każdym treningu do szatni schodzimy zmęczeni. W tych pierwszych dniach było naprawdę ciężko. Jedyne, o czym marzyłem po treningu, to jak najszybciej wrócić do domu i położyć się na kanapie. Odpoczywałem, ale i tak rano kolejnego dnia miałem problem, by podnieść się z łóżka. Teraz już jest lepiej, bo choć wciąż ciężko trenujemy, to nasze organizmy coraz lepiej na to reagują. Z treningów co prawda wciąż schodzimy zmęczeni, ale właśnie tak powinno być. To normalna rzecz. Mi przynajmniej taki styl pracy nie przeszkadza, a nawet odpowiada, bo po tych kilku dniach wytężonej pracy czuję się coraz lepiej.

To oznacza, że wcześniej byliście źle przygotowani fizycznie?

- Nie jestem od tego, by to oceniać. Po prostu nie czuję się kompetentny. Nowy trener widział jednak nasze poprzednie mecze i widocznie uznał, że musimy popracować nad przygotowaniem kondycyjnym, by na boisku zacząć grać według jego wizji, czyli - jak już mówiłem - dynamicznie i agresywnie.

Kiedy i w jaki sposób pożegnał się z wami Berg?

- W szatni od razu po meczu z Górnikiem w Zabrzu. Podszedł do każdego z nas, podał rękę, zamienił kilka słów. Tak to mniej więcej wyglądało.

Do Lecha, twojego byłego klubu, przyszedł właśnie Jan Urban, który kilka lat temu ściągnął cię z Poznania do Warszawy. Jak myślisz, co Urban w najbliższych tygodniach może zdołać poprawić w grze Lecha?

- Radość i przyjemność z gry. Jak go znam, to pewnie od razu wprowadził na treningi Lecha dużo zajęć z piłkami. Pojawiły się pewnie małe gierki, czyli tak naprawdę to, co piłkarze lubią najbardziej. Do tego Urban jest takim człowiekiem, przy którym ciężko się nie uśmiechać. Zawsze u niego czekałem na kolejny trening. Jego współpracownicy, Cesar Sanjuan i Kibu Vicunia, też wprowadzają fajną atmosferę.

Urban chyba nie jest pod tym względem podobny do Czerczesowa, można ich w ogóle ze sobą porównać?

- Na pewno Urbanowi bliżej do trenera Czerczesowa niż Bergowi. Pracując z Urbanem, też mieliśmy cięższe treningi. Zamiast piłek pojawiały się sztangi, gumy czy interwały. U Berga w zasadzie ani razu przez te dwa lata nie biegaliśmy po murawie bez piłki. Biorąc pod uwagę ostatni tydzień, powiedziałbym nawet, że zajęcia trenera Czerczesowa są bardzo zbliżone do tych, które pojawiały się za czasów Urbana.

Twoja umowa z Legią wygasa w czerwcu przyszłego roku. Rozmawiałeś już o jej przedłużeniu?

- Tak, usiedliśmy do rozmów, mamy jeszcze sporo czasu, by się dogadać, ale już teraz chcę podkreślić, że czuję się w Legii szczęśliwy.

Słyszałeś o tym, że interesuje się tobą Olympiakos Pireus?

- Wiem, że skauci pojawiają się na meczach, ale mój menedżer mnie o tym nie informuje. Oczywiście myślę o swojej przyszłości, dochodzą mnie różne informacje, też ta o Olympiakosie, ale na razie koncentruję się na grze w Legii.