Zapaść Legii również w Europie. Porażka z Midtjylland [RELACJA]

Fatalna forma z ekstraklasy przeniosła się też do Ligi Europy. Legia nie była gorsza od rywala, ale przegrała w pierwszym meczu fazy grupowej z duńskim FC Midtjylland 1:0. Bramkę samobójczą zdobył Michał Kucharczyk.


W ciągu ostatnich czterech tygodni legioniści zagrali sześć meczów i wygrali tylko raz - w III rundzie el. LE z Zorią Ługańsk 3:2. Tak nędzne statystyki ostatnio w Warszawie widziano za czasów Stefana Białasa w sezonie 2009/10. Legia w lidze i w europejskich pucharach do tej pory prezentowała dwa oblicza.

Henning Berg lubił grać w Lidze Europy. W pucharach nie jest zmuszony do ciągłych ataków. I miał na te spotkania sprawdzoną taktykę, polegającą na cofnięciu się, zagęszczaniu środka pola i niebezpiecznych kontrach.

Już pierwsze minuty meczu z Midtjylland pokazały, że Norweg i tym razem postanowił skorzystać z dobrze działającego wariantu. Warszawianie koncentrowali się na 35. metrze przed własną bramką i czekali na wyprowadzenie ataku. Na początku spotkania strzelali dwukrotnie. Najpierw w 1. minucie bombę Nemanji Nikolicia z boku pola karnego obronił Mikkel Andersen. Sześć minut później do uderzenia głową w dobrej pozycji składał się Aleksandar Prijović. Szwajcarowi zabrakło paru centymetrów lub lepszego ustawienia, by sięgnąć piłkę.

Jeśli w pierwszej połowie działo się coś pod bramkami, to głównie po stałych fragmentach gry. Duńczycy zagrażali Legii długimi wyrzutami z autu Kiana Hansena. W "szesnastce" było gęsto, ale Duszan Kuciak dobrze radził sobie na przedpolu i spokojnie łapał dośrodkowania. Po drugiej stronie raz groźnie strzelał Tomasz Brzyski, ale piłka minęła bramkę rywali o metr. Przed przerwą szansę miał ponownie Prijović. Szwajcar miał dużo miejsca, ale dał się dogonić obrońcom i ostatecznie stracił piłkę.

Midtjylland po przerwie starało się zaatakować bokami. Tam konsekwentnie szukali szans na kolejne stałe fragmenty gry. I tak cwaniacka gra się opłaciła. Co prawda nie po wyrzucie z autu, a po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. W 61. minucie mocno bitą centrę wybić próbował Michał Kucharczyk, ale zrobił to tak pechowo, że zmylił Kuciaka, który nie miał szans i tylko obserwował piłkę zmierzającą do bramki.

Odpowiedź Legii długo nie nadchodziła. Znowu słabo grał Stojan Vranjes. Bośniak był spięty, nie próbował nawet szukać podań, które miałyby uruchomić skrzydłowych. Czego brakowało Vranjesowi, to zrobił wprowadzony na boisko Iwan Triczkowski. W 77. minucie Macedończyk szybko wyszedł z defensywy i długim podaniem uruchomił kontrę, którą ze skrzydła kończył Guilherme. Jego płaskie uderzenie świetnie obronił Andersen.

W końcówce bliżej zdobycia kolejnej bramki byli gospodarze. Czerwoną kartkę za przerwanie groźnej kontry dostał Dominik Furman. Z rzutu wolnego w słupek trafił Jacob Poulsen.

Kolejny mecz w Lidze Europy Legia zagra 1 października. Na własnym boisku podejmie włoskie Napoli, które w drugim meczu w grupie D pokonało Club Brugge 5:0. W niedzielę legioniści zmierzą się w lidze na wyjeździe z Ruchem Chorzów.





Że(L)azna jedenastka, czyli podsumowanie tygodnia (33): Porażka w Eindhoven, porażki w Chorzowie, czas zacząć wygrywać