Liga Europy. W Midtjylland nie wierzą oczom. Starają się zrewolucjonizować futbol

"Nie wierz swoim oczom, ufaj statystykom". "Nigdy nie zwolnimy trenera na podstawie pozycji w tabeli, bo tabela kłamie". Takimi zasadami kierują się władze Midtjylland, mistrza Danii. Pokazują one, że rywal Legii Warszawa w fazie grupowej Ligi Europy nie jest zwykłą drużyną. To pionierzy w świecie futbolu.


Statystyki upowszechniły się w piłce dzięki takim stronom, jak WhoScored.com czy StatsZone FourFourTwo. Każdy kibic może zajrzeć na tę i wiele innych stron nawet w trakcie meczu, by sprawdzić, ile kilometrów przebiegł lewy obrońca jego ulubionej drużyny, ile miał przechwytów czy jak wiele jego podań w ofensywnej tercji boiska było dokładnych. Statystyki odgrywają coraz większą rolę, ale piłka nożna wciąż uczy się z nich korzystać. Na razie to jedynie dodatek. Najważniejsza jest naoczna obserwacja. Bo futbol uznawany jest za najmniej "statystyczny" z najpopularniejszych sportów. To nie baseball, tu "moneyball" (system analizy danych) nie ma zastosowania. Tam gra nie jest tak płynna jak w piłce, składa się z większej liczby stałych elementów, a te najłatwiej rozgryźć, bo składają się ze schematów. Większa jest też liczba ważnych akcji.

Wygraliśmy, ale mieliśmy szczęście

W Midtjylland rolę prezesa i trenera odgrywa model statystyczny. To najpilniej strzeżony sekret mistrza Danii, nie wiadomo zbyt wiele o zasadach jego działania. Pokazuje, który piłkarz jest dobry i spełnia swoje zadania, a który nie powinien grać. Dzięki niemu wiadomo też, jaki powinien być "prawdziwy" wynik spotkania. - Raz wygraliśmy ze słabym zespołem 2:1. Nasz model pokazał, że mieliśmy wiele szczęścia. Wielu nas chwaliło, ale to był fatalny występ. Nikt nie chce przyznać, że wygrał, bo miał szczęście. Ale w futbolu sukces zmienia szczęście w geniusz - tłumaczy podejście Duńczyków Rasmus Ankersen, prezes FC Midtjylland. Ma dopiero 32 lata, ale w seniorskim debiucie w Midtjylland doznał kontuzji, która zakończyła jego karierę. Dzięki temu mógł się skupić na innych zadaniach. To autor książki "Kopalnie talentów". Jeździł po całym świecie, by przekonać się, jak się rodzi talent, dlaczego niektórych geniuszy nikt nie zauważa, dlaczego z Korei Południowej pochodzi 35 proc. najlepszych golfistek na świecie.

"Mamy 42,3 proc. szans na awans"

Ankersen to twarz tego projektu. Pieniądze wykłada Matthew Benham, właściciel duńskiego klubu oraz angielskiego Brentfordu. To "siostrzane" zespoły, wiele osób pracuje w obu zespołach jednocześnie. Benham to były zarządca funduszu hedgingowego i zawodowy hazardzista. Dorobił się majątku na zakładach bukmacherskich dzięki zaawansowanym modelom matematycznym przewidującym wyniki spotkań i zauważającym luki w kursach bukmacherów. Posiada firmę SmartOdds. Gdy spotkał się z Ankersenem po raz pierwszy, powiedział mu, że jego Brentford ma 42,3 proc. szans na awans z trzeciej do drugiej ligi. To Duńczyk przekonał go do przejęcia Midtjylland.

"Modelowi" piłkarze

- Na początku myślałem, że to g...o prawda. W piłce chodzi o pasję - przyznał kapitan Kristian Bach Bak. Futbol jest bardzo konserwatywny, takie eksperymenty często nie są zbyt popularne. Mało który kibic chce postrzegać piłkę przez pryzmat liczb i zaawansowanych algorytmów; to pasja, zaangażowanie. Zresztą jak tu ufać modelowi statystycznemu, który pokazuje, że niemiecki drugoligowiec Greuther Fürth poradziłby sobie w angielskiej Premier League? Model tworzy ranking klubów z 60 lig europejskich, jak gdyby grały w jednej lidze. Greuther grał z HSV, który grał z Bayernem, który grał z Manchesterem City w Lidze Mistrzów, który gra w Premier League. W ten sposób można porównywać zespoły z różnych państw, nawet jeśli ze sobą nie grały. Na tej podstawie model wydedukował, że Greuther radzi sobie znacznie lepiej, niż powinien. W Midtjylland stwierdzono więc, że muszą się tam znajdować nadspodziewanie dobrzy i tani zawodnicy. Wyróżniał się tam Tim Sparv, defensywny pomocnik z Finlandii, więc został ściągnięty. To on strzelił gola na wyjeździe z Southampton w el. LE. W podobny sposób do mistrza Danii sprowadzono chociażby Krisa Olssona (Arsenal) czy Marco Urenę (Kubań Krasnodar).

Ankersen swego czasu wybrał się do pewnego drugoligowego klubu z Hiszpanii. Według modelu powinien sobie poradzić w Primera Division, choć tabela zupełnie temu przeczyła. Ankersen namawiał wyróżniającego się piłkarza na transfer. Żaden z obserwatorów nie oglądał go na żywo; skoro model stwierdził, że jest potrzebny klubowi, to musi być potrzebny, nie ma dyskusji. Zdaniem Ankersena obserwacja tego piłkarza mogłaby wprowadzić jego scoutów w błąd. Ci oglądają piłkarzy wyłącznie po to, by zobaczyć to, czego nie ujmą statystyki. Jego charakter, to, jak może wpasować się do zespołu. Obserwatorzy oglądają wiele spotkań na wideo, zamiast zobaczyć na żywo piłkarza w kilku spotkaniach. Bo parę meczów to za mała próbka, może jedynie wprowadzić w błąd.

Królowie wolnych i rożnych

Prawdziwe szaleństwo? Jeszcze ciekawiej jest w przypadku stałych fragmentów gry. W minionym sezonie Midtjylland strzelało w ten sposób prawie gola na mecz! Zdarzało im się zdobywać w ten sposób po cztery bramki w jednym spotkaniu. W ten sposób Duńczycy strzelali prawie połowę goli, równać z nimi się mogło wyłącznie Atletico Madryt. W połowie marca jeden z duńskich serwisów przygotował kompilację wszystkich 22 goli strzelonych z rzutów wolnych, rożnych oraz karnych. "Wilki" miały wtedy na koncie łącznie 43 trafienia.

Do stałych fragmentów przywiązuje się szczególną wagę, bo to element, który najłatwiej rozpracować. Piłka jest nieruchoma, zawodnicy mogą się ustawić, jak chcą, łatwiej zaplanować schematy. Zajmujący się stałymi fragmentami gry Brian Priske potrafi wstawać z ławki rezerwowych w trakcie meczów, by pokazać piłkarzom, jak powinni się ustawić albo rozegrać dany rzut wolny czy rożny. W piłce nożnej to zupełna nowość.

Co miesiąc odbywają się spotkania poświęcone temu tematowi. Obecny jest na nich Ankersen, trenerzy oraz trzech piłkarzy. Czasami zdarzają się inni eksperci, swego czasu był to zawodnik z NFL. Tam metodyczne podejście do stałych fragmentów to nic dziwnego. Przez Skype'a udziela się też Matthew Benham. - Raz pokazał nam na YouTubie rzut rożny sprzed 20 lat i zastanawiał się, czy można coś takiego powtórzyć - opowiadał Sparv.

Tabela kłamie. Tylko model mówi prawdę

W Midtjylland przekonują, że tabele ligowe kłamią, tak samo jak serialowy dr House twierdził, że "wszyscy kłamią". I z tego powodu nigdy żaden trener nie zostanie zwolniony na podstawie miejsca w lidze. W ich "manifeście" zapisane jest, że model statystyczny zawsze, w każdym wypadku jest ważniejszy w ocenie występów od pozycji ligowej. Bo wyniki są wypadkową wielu czynników, bardzo często losowych - fatalny, niespodziewany błąd jakiegoś piłkarza, pomyłka sędziego itd. Model statystyczny chce odrzeć futbol z tej przypadkowości, znaleźć jakieś stałe i zajrzeć "pod powierzchnię". Tam, gdzie nie sięga wzrok. "Jesteśmy dobrzy, gdy nasz model mówi, że jesteśmy dobrzy".

Trenerzy korzystają ze statystyk już w przerwach meczów. Jeszcze przed spotkaniem z piłkarzami dostają SMS-y ze wskazówkami, by wiedzieli, na co zwrócić uwagę swoim podopiecznym. W takich SMS-ach znajdują się m.in. liczba szans i "półszans" oraz wynik, jaki powinien paść. Szczególną uwagę poświęca się liczbie stwarzanych "groźnych sytuacji". To strzały oddawane ze "strefy zagrożenia" - umiejscowiona jest od pola bramkowego aż do skraju pola karnego (strefa oznaczona jest na obrazku poniżej jako "dangerzone". To grafika e4talent, firmy analitycznej działającej w sporcie). W Premier League z tych pozycji strzelanych jest 77 proc. goli.



Specjaliści od każdego elementu

W Midtjylland oraz w Brentford, siostrzanym klubie, istnieje niesamowita specjalizacja. Polak Bartek Sylwestrzak to specjalista od... kopania piłki. To coś pozornie błahego, bardzo oczywistego. Ale jego klientami są również piłkarze z Premier League, , o czym opowiada w znakomitym tekście Michała Zachodnego. W Brentford pracuje Giovanni Vio, autor książki "Stałe fragmenty gry: napastnik dający 15 goli". Słynie z niestandardowych koncepcji rozgrywania stałych fragmentów, potrafi zalecić ustawienie drugiego muru albo... ściąganie spodenek, by rozproszyć rywala. W Anglii Flemming Pedersen zajmuje stanowisko szefa filozofii futbolowej i rozwoju piłkarzy (z angielskiego Head of Football Philosophy and Player Development).

Wszystko da się przewidzieć?

Duńczycy starają się obalać panujące w piłce dogmaty. - Ludzie widzą ogromną różnicę między Premier League i niższymi ligami w Anglii. Uważamy, że to nieprawda. Jest ogromna różnica między 7. a 10. zespołem w Premier League. Ale różnice między tym 10. zespołem a klubami z Championship (druga liga) czy League One (trzecia) jest znacznie mniejsza - tłumaczy Ankersen. Jego zdaniem najmądrzejsi ludzie w piłce nożnej wcale nie pracują w klubach, tylko w bukmacherce, tam gdzie Benham. Bo są dużo bardziej racjonalni.

Wszystko to dało wymarzony efekt. W maju Midtjylland świętowało swoje pierwsze mistrzostwo Danii w 16-letniej historii. "Wilki" miały dopiero trzeci, czwarty co do wielkości budżet w całej lidze. Ale do Ligi Mistrzów się nie dostali. To prawdziwa ironia losu, bo odpadli z APOEL-em przez bramki stracone po fatalnych, niewytłumaczalnych błędach własnych piłkarzy.



To pokazuje, że nie wszystko da się przewidzieć. Ale Midtjylland chce wyznaczać nowe granice tego, co możliwe. Bo statystyki tak naprawdę dopiero raczkują, jeszcze wiele jest do odkrycia. Dzięki takim klubom będą się rozwijały jeszcze szybciej. Kto wie, może w przyszłości najważniejszymi transferami nie będą nowi napastnicy, lecz najnowsze algorytmy.







Że(L)azna jedenastka, czyli podsumowanie tygodnia (31): Doskonały mecz z Zorią, Rzeźniczak bez głowy i 12:0 z Wisłą