Legia - Zoria. Berg gra o historyczny awans

W czwartkowy wieczór, po rewanżu z Zorią Ługańsk Legia dowie się, o co będzie walczyć w tym sezonie. O prestiż i pieniądze w europejskich pucharach czy tylko o punkty w ekstraklasie.


Po świetnym ligowym początku Legia się zacięła. Porażka z Piastem, przegrana przy Łazienkowskiej z Koroną Kielce, wcześniej remis z Wisłą. Do zespołu Henninga Berga wróciły stare grzechy - brak koncentracji, nieskuteczność i indywidualne błędy. Jednak Legia ma też swoją drugą, europejską twarz. Twarz, której wyraz nadał Norweg: wyrachowaną, zimną i bezwzględną. Stołeczny klub pod wodzą Berga nauczył się w Europie grać i wygrywać w starciu z mocniejszymi lub równymi sobie przeciwnikami. Wykorzystywać najmniejszy błąd rywala, samemu grając konsekwentnie i cierpliwie. W meczu IV rundy eliminacyjnej Ligi Europy przeciwko Zorii legioniści znowu muszą udowodnić, że są drużyną dojrzałą i już doświadczoną.

Berg się asekuruje

Nieważne jak, nieważne, czy po 90 minutach, po dogrywce, czy po rzutach karnych. Legia musi awansować do fazy grupowej LE i wydaje się, że każdy inny scenariusz byłby odebrany jako klęska. Po przegranym meczu z Koroną (1:2) pomocnik Legii Guilherme zapytany o możliwość powtórzenia takiego wyniku z Zorią odpowiedział krótko: - Nie chcę nawet o tym myśleć. Taki scenariusz jest niemożliwy. W nieco innym tonie wypowiada się Berg, który na wczorajszej konferencji prasowej przed rewanżowym meczem mówił: - Biorę pod uwagę to, że możemy nie awansować. Gramy z mocnym rywalem, który sezon ligowy zakończył wyżej niż Dnipro Dniepropietrowsk, finalista Ligi Europy. Już po losowaniu wiedzieliśmy, jak trudne zadanie przed nami. Oczywiście jesteśmy po pierwszym meczu w lepszej pozycji, jednak wszystko się może zdarzyć - mówił asekuracyjnie trener Legii.

Jak niepewny spokojnego awansu jest Norweg, pokazał ostatni mecz ligowy z Koroną. Nie zagrali w nim od początku Michał Pazdan (lider obrony), Tomasz Jodłowiec (podstawowy defensywny pomocnik), Guilherme (motor napędowy od początku sezonu) ani Michał Kucharczyk (strzelec zwycięskiej bramki z Zorią). Legia te zmiany przypłaciła trzema punktami, jednak trener wolał oszczędzić najlepszych zawodników, nawet kosztem ligowej porażki. - Być może te zmiany były błędem, jednak musieliśmy oszczędzić tych graczy przed rewanżem w Lidze Europy. Bardzo nam zależy na awansie, dlatego ryzyko kontuzji musieliśmy zmniejszyć do minimum - tłumaczył wczoraj Berg powrót do rotowania składem. W tym sezonie Norweg tylko raz wprowadził tak wiele zmian - w Pucharze Polski z Górnikiem Łęczna, jednak tamten mecz Legia wygrała (2:0).

O pieniądze i prestiż

Wiadomo, co czeka warszawian w przypadku awansu do fazy grupowej LE. Przede wszystkim niezłe pieniądze. Oczywiście do kwot płaconych za występ w Lidze Mistrzów Ligę Europy dzieli przepaść, jednak jak na polskie warunki wciąż są to sumy imponujące. Za sam awans Legia może zainkasować 2,4 mln euro. Do tego dochodzi dochód z dni meczowych, praw transmisyjnych, ewentualnych zwycięstw i remisów, za które płaci UEFA. Jeśli więc władze Legii myślą o spokojnym dopięciu budżetu na ten rok, Berg musi awansować.

Warszawianie w spotkaniu z Zorią grają też o prestiż, budowanie swojej marki. Trzeci awans z rzędu do Ligi Europy byłby pierwszym takim osiągnięciem w historii polskiej piłki. Możliwość rozgrywania meczów z ciekawymi, atrakcyjnymi medialnie rywalami sprawia, że Legia staje się bardziej rozpoznawalna, a co za tym idzie - jej piłkarze zwracają na siebie uwagę zagranicznych skautów. Sześć dobrych występów Ondreja Dudy w Europie bardziej podnosi jego cenę niż 30 udanych gier w ekstraklasie. Działa to jednak też w drugą stronę. Zespół regularnie grający nawet w Lidze Europy szybciej skusi nowego zawodnika do podpisania kontraktu niż ten, który takich perspektyw nie posiada.

Powtórzyć mecz w Kijowie

Są to jednak optymistyczne scenariusze. Choć Berg w Europie osiąga świetne wyniki (15 zwycięstw w 19 meczach), nie jest powiedziane, że ma abonament na wygrywanie. Porażka z Zorią byłaby ciosem dla klubu, który zwolniłby rozwój Legii - piłkarski, finansowy, marketingowy. Trudno prorokować, jak zachowaliby się właściciele Legii, jednak wydaje się, że przy Łazienkowskiej mogłoby dojść do małego trzęsienia ziemi. Norweg stara się jednak oddalać od siebie presję związaną z rewanżem. - Czy to mój najważniejszy mecz, odkąd jestem w Legii? Nie sądzę. Każdy mecz jest tak samo ważny. Podobną presję odczuwałem, gdy graliśmy w finale Pucharu Polski, podobną, gdy walczyliśmy z Celtikiem o Ligę Mistrzów. Spotkanie z Zorią będzie po prostu kolejnym ważnym meczem, który postaramy się wygrać - mówił na konferencji Berg.

Jak więc Legia musi zagrać, by cieszyć się z awansu? Wydaje się, że dokładnie tak samo jak tydzień temu w Kijowie, gdzie wygrała 1:0. Legioniści muszą zachować dyscyplinę taktyczną, zagrać bezbłędnie w obronie i zdominować środek pola. - To będzie kluczowe. Zdaję sobie sprawę, że Zoria musi odrobić stratę jednej bramki, więc wyjdzie na boisko bardzo zmobilizowana i zagra agresywnie. A my musimy być czujni. W każdej fazie tego meczu, nie tylko na samym początku, ale też w końcówce spotkania - dodał Norweg, nawiązując raz jeszcze do niedzielnej porażki z Koroną.

Przypuszczalny skład Legii: Duszan Kuciak - Bartosz Bereszyński, Jakub Rzeźniczak, Michał Pazdan, Tomasz Brzyski - Dominik Furman, Tomasz Jodłowiec - Guilherme, Ondrej Duda, Michał Kucharczyk - Nemanja Nikolić.

Początek meczu o 21. Transmisja w TVP2, relacja na żywo w legia.sport.pl.





Że(L)azna jedenastka, czyli podsumowanie tygodnia (31): Doskonały mecz z Zorią, Rzeźniczak bez głowy i 12:0 z Wisłą