Dariusz Dziekanowski: Nie chwalmy Legii za szybko [ROZMOWA]

- Skuteczność z zespołami, które są słabe, to największy plus, jaki widzę w grze Legii - mówi Dariusz Dziekanowski.


Paweł Korzeniowski: Pod koniec poprzedniego sezonu krytykował pan Henninga Berga. Wielu domagało się jego zwolnienia. Ostatnie wyniki Legii pokazują, że chyba przedwcześnie.

Dariusz Dziekanowski: Fakty są takie, że w poprzednim sezonie Norweg nie panował nad sytuacją. Popełnił wiele błędów. Tłumaczył je tym, że cały czas się uczy. To trochę niepoważne, bo trener takiego klubu jak Legia nie może być uczniem z podstawówki. Może być studentem, który owszem, ma prawo popełnić błąd, ale nie aż tak prosty.

To znaczy?

- Choćby te niezrozumiałe rotacje, zmiany w składzie, które doprowadziły do tego, że Legia nie jest mistrzem i nie walczy o Ligę Mistrzów.

Berg chyba wyciąga wnioski - teraz nie rotuje już tak mocno składem jak w poprzednim sezonie.

- Mecz o Superpuchar pokazał [Legia na początku lipca przegrała z Lechem 1:3], że zmieniło się niewiele. Moim zdaniem Berg ma szczęście, że osoby, które decydują o posadzie trenera w Legii, są bardzo cierpliwe.

Czy ta krytyka nie jest zbyt przesadzona? Po porażce z Lechem Legia wygrała sześć meczów z rzędu.

- Na pewno nie jest bezpodstawna. Legia w Superpucharze zagrała bardzo źle. Przykład jej błędów? Choćby to, że Michał Pazdan zagrał jako defensywny pomocnik, a nie jako środkowy obrońca. Ta decyzja pokazała mi, że Berg nadal w niezrozumiały sposób zestawia skład. Superpuchar to wbrew opiniom wielu osób ważne trofeum, które Legia powinna zdobyć. Tym bardziej że walczyła o nie z największym rywalem, który odebrał jej mistrzostwo. Do takiego meczu trzeba było podejść bardzo poważnie, a Legia tego nie zrobiła. Teraz wygrywa, ale ja pytam z kim? Z Botosani, Śląskiem, Podbeskidziem, Górnikiem Łęczna. Nie chwalmy jej zbyt szybko.

W grze Legii nie widzi pan plusów?

- Największym jest jej skuteczność. Dodajmy, że z zespołami, które są słabe.

Nemanja Nikolić w sześciu meczach strzelił sześć goli [siódma bramka zdobyta z Kukesi została anulowana po przyznaniu walkowera]. Legia sprowadziła wybitnego jak na polskie warunki snajpera?

- Przyszedł do nas jako król strzelców ligi węgierskiej. Imponuje skutecznością, ale jeszcze wstrzymałbym się z jego indywidualną oceną. Na jego dobrą postawę wpływa to, że cały zespół Legii prezentuje się ostatnio lepiej. Ale powtórzę - wygrywa z drużynami, które nie powalają na kolana. Są to zespoły, z którymi po prostu wygrywać trzeba.

Orlando Sa czy Nikolić - który z nich jest lepszym napastnikiem?

- To są inni piłkarze. Trudno ich porównać. Łączy ich niezła skuteczność, ale Sa w Legii grał bardziej indywidualnie, momentami nawet egoistycznie. O Nikoliciu na razie zdania nie mam. Rozegrał tylko kilka meczów przeciwko zespołom, które nie są wartościowym wyznacznikiem, by dobrze ocenić jego jakość.

Nikolić, by zdobyć pięć bramek w lidze, potrzebował zaledwie dziewięciu uderzeń, trafia co 63 minuty. Nie przekonują pana te statystyki?

- Przekonują. Ale bardziej od statystyk dziwi to, że ani razu nie rozegrał meczu w pełnym wymiarze czasowym. Jeżeli nie ma poważnych powodów, choćby takich jak kontuzje, to zmiany w przerwie są dla mnie niezrozumiałe. Napastników, jeszcze tych regularnie strzelających, oszczędzać się nie powinno. Podobne zdanie mam, jeśli chodzi o Ondreja Dudę. To jeden z najlepszych piłkarzy Legii, który powinien grać więcej.

Duda gra mniej, bo latem nie przepracował z Legią normalnie obozu przygotowawczego. Nie grał np. w sparingach, szykowany był do transferu do Interu Mediolan.

- Pierwszy raz spotkałem się z tym, że zawodnik, który wciąż jest częścią zespołu, nie trenuje jak pełnoprawny piłkarz drużyny. Chęć kupna przez inny klub nie powinna tego powodować. Powinien być przygotowany tym bardziej, by być w najlepszej formie przed grą w takim klubie, jakim jest Inter.