Kozacy, przeciętniacy i słabeusze. Oceniamy legionistów po sezonie 2014/15

W czubie Orlando Sá, Jakub Rzeźniczak, Miroslav Radović, Duszan Kuciak i Tomasz Jodłowiec. Na szarym końcu Michał Masłowski, Bartosz Bereszyński i Marek Saganowski. Tak wynika z ocen, które wystawialiśmy legionistom przez ostatni sezon.


21 zwycięstw, siedem remisów i dziewięć porażek - 42 punkty w całym sezonie z uwzględnieniem podziału oczek po rundzie zasadniczej dało warszawianom drugie miejsce w ekstraklasie. Redakcja Legia.sport.pl po każdym spotkaniu oceniała legionistów w szkolnej skali 1-6. Zobacz, jak wypadła średnia każdego z nich. Kadrę wicemistrzów Polski podzieliliśmy na dwie grupy - jedną tworzą zawodnicy z co najmniej 10 występami ligowymi na koncie, w drugiej zaś znaleźli się piłkarze, którzy w ekstraklasie zagrali mniejszą liczbę meczów.

Piłkarze, którzy zagrali co najmniej 10 meczów w ekstraklasie

Orlando Sá - 3,62 (26 meczów, 13 goli, 2 asysty). Świetny początek i sam koniec sezonu. W pierwszych siedmiu meczach ligowych strzelił sześć goli. W rundzie mistrzowskiej zapewnił Legii zwycięstwa z Jagiellonią i Pogonią Szczecin, w sumie do siatki trafił 13 razy - najwięcej w zespole. Henning Berg postawił na niego dopiero wtedy, gdy zmusiła go do tego sytuacja, wcześniej dawał mu szanse incydentalnie. Oficjalnie z racji taktyki, do której Sa nie pasował, nieoficjalnie - z powodu podejścia Portugalczyka do zawodu. Mówi się, że napastnik leni się na treningach, nie integruje się z zespołem, a Norweg ma na niego alergię. Ale kiedy był na boisku, nie zawodził. Zacisnął zęby i na finiszu rozgrywek harował za dwóch. Był liderem, którego Legia szukała.

Jakub Rzeźniczak - 3,3 (31 meczów, 5 goli) "Obrońca z żelaza" - pisaliśmy o nim niedawno. Jeden z niewielu, który nie brał udziału w rotacji Berga, miejsce na boisku miał niemal zawsze. W tym sezonie wszedł na wyższy poziom. W obronie był skałą, zawodnikiem nie do przejścia, dyrygował całym blokiem. A w ataku grał coraz śmielej, zdobył pięć bramek, najwięcej w karierze. Pod koniec sezonu otrzymał opaskę kapitana i dwie pochwały cenniejsze od złota - od kibiców i trenera. Niegdyś skłócona z "Rzeźnikiem" "żyleta" teraz skandowała jego nazwisko. A szkoleniowiec przyznał w prasie, że Rzeźniczak powinien doczekać się powołania do kadry.

Miroslav Radović - 3,3 (10 meczów, 5 goli, 2 asysty). Jaka szkoda, że nie możemy podsumować pełnego sezonu, a jedynie pierwszą rundę. Na wiosnę, przed meczami 1/16 finału Ligi Europy "Rado" wyjechał bowiem dorabiać się w drugiej lidze chińskiej, a gra Legii całkiem się posypała. Wcześniej spoiwem był właśnie serbski pomocnik. Dawał wsparcie Ondrejowi Dudzie w środku pola, odciążał napastników, czasem błysnął akcją po skrzydle. Potrafił ciągnąć Legię za uszy, i to w sposób niesamowity, profesorski - jak w szalonym meczu ze Śląskiem Wrocław (4:3), kiedy strzelił dwa gole. Więcej dawał drużynie w Europie, ale i tak w ligowej rundzie rewanżowej najbardziej brakowało właśnie Radovicia.

Guilherme - 3,2 (15 meczów, 1 gol, 2 asysty) Pierwszy mecz w sezonie zagrał dopiero w 12. kolejce. Kontuzji doznał Tomasz Brzyski, a ponieważ Legia nie miała zmiennika na jego pozycję - to właśnie Brazylijczyk go zastąpił. Pierwszy prawdziwy egzamin na lewej obronie, grający do tej pory w ofensywie Brazylijczyk zdał na piątkę. W meczu ligi Europy z Metalistem Charków czasami nie nadążał z powrotem na pozycję, ale nadrabiał szybkością i ambicją. Jesienią wrócił na pozycję, na którą był sprowadzany - prawego lub środkowego pomocnika - i również nie zawodził. Docenili to także właściciele, którzy wykupili go z Bragi i podpisali z nim trzyletni kontrakt. Legia będzie miała z Guilherme jeszcze wiele pożytku.

Tomasz Jodłowiec - 3,16 (31 meczów, 3 gole, 5 asyst). Solidny sezon w wykonaniu defensywnego pomocnika Legii. Dobrą postawą w lidze i europejskich pucharach zasłużył na kolejne powołania od selekcjonera Adama Nawałki i znajdował się nawet w wyjściowym składzie reprezentacji Polski. W trakcie całego roku zaprezentował się najrówniej, wykonując swoje defensywne zadania, jak i często angażując się w ofensywę.

Duszan Kuciak - 3,16 (31 meczów, 27 goli wpuszczonych). Jesienią słaby w lidze i znakomity w Lidze Europy. Nierówna forma Słowaka spowodowała, że zimą na Łazienkowską trafił Arkadiusz Malarz. Rywalizacja z doświadczonym Polakiem okazała się zbawienna dla Kuciaka, który po chwilowym zesłaniu na ławkę rezerwowych ponownie nawiązuje do swojej najlepszej formy.

Łukasz Broź - 3,13 (21 meczów, 4 asysty) Jeden z najpewniejszych punktów w drużynie Berga. Nieźle prezentował się jesienią, nie zawodził również wiosną. Broź jest nie tylko ważnym ogniwem na boisku, ale jego głos liczy się także w szatni Legii. Co ważne, do dobrej gry w defensywie dołożył także grę z przodu, czego efektem cztery asysty. Prawy obrońca jest wymieniany w gronie zawodników branych pod uwagę przy powołaniach selekcjonera. To też świadczy o jego ciągłym rozwoju.

Ondrej Duda - 3,02 (26 meczów, 5 bramek, 4 asysty) Duda z jesieni i Duda z wiosny to dwaj zupełnie inni piłkarze. Wiosną Duda czarował, strzelał, podawał i wprawiał w zachwyt kibiców i ekspertów. Jego kariera dramatycznie wyhamowała wiosną i można szukać przyczyn w dwóch aspektach. Pierwszym było odejście z klubu Miroslava Radovicia, z którym młody Słowak doskonale się rozumiał, jakby grali ze sobą przynajmniej kilka ładnych lat. Drugą, dość oczywistą była kontuzja stawu skokowego, której doznał w okresie przygotowawczym. Gdy Duda wrócił, był już innym piłkarzem. Brakowało mu błysku, polotu, radości z gry. Trzeba przyznać, że jeśli Legia faktycznie sprzeda go za 6-8 milionów euro, będą to świetne pieniądze. Szczególnie za Dudę w wiosennej formie.

Michał Kucharczyk - 2,99 (27 meczów, 6 goli, 3 asysty). Jeden z najbardziej nierównych legionistów w tym sezonie. Kucharczyk potrafił grać mecze znakomite, w których praktycznie w pojedynkę rozstrzygał ich losy, by za kilka dni być anonimowym piłkarzem marnującym stuprocentowe okazje. Mimo wszystko rok na plus, bo piłkarz w końcu ustabilizował swoją sytuację w zespole Berga, który mógł na 24-latku polegać.

Jakub Kosecki - 2,97 (20 meczów, 3 gole, 2 asysty). Czwarty skrzydłowy w hierarchii Berga latem najprawdopodobniej opuści klub z Łazienkowskiej. Kosecki w tym sezonie miewał przebłyski, głównie ze słabszymi rywalami. Sfrustrowany swoją sytuacją w drużynie 25-latek zapowiedział, że być może będzie zmuszony do szukania nowego pracodawcy - wiele wskazuje na to, że w Legii nikt problemów z odejściem robić mu nie będzie.

Ivica Vrdoljak - 2,94 (28 meczów, 4 gole, 1 asysta) Były momenty, w których grał zaskakująco dobrze - szybko i z pomysłem. Często jednak wracały jego największe grzechy. W wielu spotkaniach grał niechlujnie, tracił piłkę, był niedokładny, brakowało mu kreatywności, nie nadążał za rywalami. Nieraz odnosiło się wrażenie, że przechodzi obok meczu. To kapitanowi nie przystoi. W końcówce sezonu wypadł ze składu z powodu kontuzji. Na jego pozycji o niebo lepiej prezentował się Dominik Furman. A czas Chorwata przy Łazienkowskiej chyba pomału się kończy.

Helio Pinto - 2,68 (18 meczów, 1 gol, 4 asysty). Kolejny słaby sezon zawodnika, który miał dać Legii jakość i awans do Ligi Mistrzów. Pinto przez cały sezon pełnił rolę zmiennika Ivicy Vrdoljaka i Tomasza Jodłowca. W rundzie wiosennej o miejsce w składzie rywalizował też z Dominikiem Furmanem i trzeba przyznać, że Polak pozostawił po sobie lepsze wrażenie. Efekty? 23-latek może w Legii zostać na kolejne miesiące, a Pinto musi szukać nowego klubu, bo jego kontrakt nie został przedłużony.

Igor Lewczuk - 2,58 (22 mecze, 1 gol). Do Legii trafił latem z Zawiszy Bydgoszcz i trzeba przyznać, że początki miał bardzo trudne. Najpierw próbowany na prawej stronie obrony, potem przesunięty do środka. Po słabej jesieni przełomowa dla Lewczuka okazała się zimowa przerwa. Po obozach w Turcji i Hiszpanii nazywany był nawet jednym z największych wygranych. O miejsce w składzie rywalizował głównie ze słabym Inakim Astizem i trzeba przyznać, że swoją formą zdystansował doświadczonego Hiszpana.

Inaki Astiz - 2,58 (19 meczów, 1 gol) Właściciele Legii zdecydowali, że był to ostatni sezon Astiza w Legii. 31-letni Hiszpan, mimo że grał dość regularnie - szczególnie wiosną (głównie z powodu kontuzji Dossy Juniora), to nie będzie najlepiej wspominał tego sezonu. Jak zwykle nie schodził poniżej pewnego poziomu, ale zdarzały mu się też coraz częściej błędy. Na pewno nie był to już ten sam Astiz, którego pamiętali kibice choćby z czasów, gdy trenerem "wojskowych" był Jan Urban. W końcówce sezonu wygryzł go ze składu Igor Lewczuk, co jeszcze kilka miesięcy wcześniej nikomu nie przyszłoby do głowy. Przed Astizem jeszcze kilka lat gry na niezłym poziomie jednak już nie w Warszawie.

Tomasz Brzyski - 2,55 (24 mecze, 1 gol, 10 asyst) 33-letni lewy obrońca stracił końcówkę rundy jesiennej przez kontuzję i wrócił dopiero po meczach z Ajaksem. Mimo dłuższej przerwy w grze był liderem asyst w drużynie Henninga Berga. Dośrodkowania Brzyskiego z rzutów wolnych i rożnych dały Legii w tym roku sporo ważnych punktów. Do doświadczonego obrońcy można mieć trochę pretensji za defensywę, ale co Brzyski zepsuje z tyłu, to z nawiązką nadrobi z przodu. Choć strzelił tylko jedną bramkę w meczu z Lechem w rundzie wiosennej (2:2), to ma ona szansę zostać golem całego sezonu. Klub już szuka wzmocnień na jego pozycję na przyszły sezon, więc były zawodnik Polonii i Ruchu powinien mieć się na baczności, tym bardziej że młodszy już nie będzie.

Marek Saganowski - 2,4 (30 meczów, 2 gole, 5 asyst). Kibice doceniali jego poświęcenie, walkę i oddanie dla Legii, ale z czasem jego gra wręcz irytowała. Henning Berg stawiał na niego kosztem Orlando Sa i... chyba zrobił tym samym doświadczonemu napastnikowi krzywdę. "Sagan", choć w pucharach strzelał ważne gole, w lidze nie był w stanie pociągnąć gry ofensywnej Legii. Dużo biegał, przepychał się z obrońcami, ale pożytku z tego wiele nie było. Mimo to Berg mocno Saganowskiego chwalił, głównie za realizację założeń taktycznych. A my, roboczo, nazwaliśmy Saganowskiego w taktyce Berga "napastnikiem defensywnym".

Bartosz Bereszyński - 2,26 (14 meczów) Na pewno oczekiwał po tym sezonie dużo więcej. Wiosną zagrał tylko w ośmiu spotkaniach, i to głównie dzięki stosowanej przez Berga rotacji. Jesienią wydawało się, że na dłużej wskoczy do pierwszej jedenastki, gdy Łukasz Broź złapał kontuzję. Jednak gdy starszy kolega się wyleczył, szybko odzyskał miejsce w składzie i wygrał z Bereszyńskim sportową rywalizację. Wcześniej jeden z nich grał, gdy drugi pauzował za kartki lub miał kontuzję. W końcówce sezonu Bereszyński siedział na ławce, bo był zwyczajnie słabszy.

Michał Masłowski - 2,08 (12 meczów). Rozczarowanie - tak najkrócej można podsumować rundę w wykonaniu sprowadzonego zimą za 800 tys. euro zawodnika. W 11 ligowych występach Masłowski tylko sześciokrotnie zasłużył na ocenę, co pokazuje, jak marginalną rolę pełni w zespole Berga.

Piłkarze, którzy zagrali mniej niż 10 meczów w ekstraklasie

Konrad Jałocha - 4,0 (3 mecze, 0 wpuszczonych goli). Jesienią był pierwszym zmiennikiem Duszana Kuciaka, co na początku rundy pozwoliło mu wystąpić w trzech spotkaniach. Jałocha na boisku po raz pierwszy w tym sezonie pojawił się w 57. min meczu z Cracovią, później zaczynał spotkania z Górnikiem Łęczna i Koroną. We wszystkich spisał się bez zarzutu.

Robert Bartczak - 4 (1 mecz) Bartczak zadebiutował w Legii jesienią w wygranym 2:1 spotkaniu z Ruchem i wypadł obiecująco. Henning Berg w nominalnym prawym pomocniku widzi jednak bocznego obrońcę. Choć 18-latek jest w szerokiej kadrze pierwszego zespołu, to minie jeszcze sporo czasu, zanim częściej zacznie pojawiać się na boisku. Póki co ma mocnych konkurentów w postaci Łukasza Brozia i Bartosza Bereszyńskiego, ale czas będzie działał na jego korzyść

Adam Ryczkowski - 2,9 (8 meczów, 2 gole). Początek sezonu wskazywał na to, że młody napastnik Legii będzie dostawał od Berga sporo szans. Norweg sporo rotował składem, a Ryczkowski na boisku pojawiał się często - w premierowej kolejce, w drugiej, czwartej, szóstej... Ale niedługo potem szkoleniowiec Legii odesłał go do rezerw. Po nieźle przepracowanej zimie i pochwałach od Berga Ryczkowski do zespołu wrócił i strzelił nawet dwa gole, ale nie można było go traktować jak pełnoprawnego członka pierwszej drużyny. Zdolny 18-latek musi jeszcze sporo się uczyć - na boisku widać było po nim przede wszystkim brak ogłady i obycia. Może lepiej byłoby dla niego, gdyby Berg przesunął go do ataku?

Krystian Bielik - 4 (5 meczów) Choć w rundzie jesiennej zagrał tylko w pięciu spotkaniach, był jednym z piłkarzy, o których mówiło się najwięcej. Wszystko za sprawą transferu do Arsenalu Londyn za ponad 2 miliony funtów. Trzeba jednak przyznać, że gdy Bielik grał, imponował dojrzałością, dobrym przeglądem pola i odbiorem piłki. Henning Berg namawiał nawet Bielika do pozostania w drużynie na rundę wiosenną, bo chciał młodemu pomocnikowi dać więcej szans. Może to i dobrze. Bielik się rozwija w jednym z najlepszych klubów Europy, a Legia spożytkowała pieniądze z transferu na bieżące wydatki.

Dossa Junior - 3,08 (9 meczów, 3 bramki) Jedna z największych zagadek obecnego sezonu. Dossa, będący jeszcze niedawno najlepszym obrońcą w ekstraklasie, spadł w hierarchii Berga na ostatnią, czwartą pozycję wśród stoperów. Oczywiście, można zrzucać winę na kontuzje, ale wiosną Junior był niemal cały czas zdrowy. A jednak nie grał. Tym bardziej że mimo przebytego z drużyną okresu przygotowawczego zagrał w najważniejszym meczu sezonu z Ajaksem. Potem złapał kontuzję, ale przynajmniej dwa ostatnie miesiące ligi był do dyspozycji Berga. Dossa w nowym sezonie będzie grał już w tureckiej ekstraklasie. Szkoda, bo Legia powinna mieć z niego duży pożytek.

Dominik Furman - 3,06 (9 meczów, 1 asysta) Wrócił zimą z Tuluzy do Legii, by się odbudować i grać regularnie. Przez kilkanaście tygodni wydawało się, że jego sytuacja będzie dokładnie taka sama jak we Francji. W końcówce rundy wiosennej kontuzji doznał jednak Ivica Vrdoljak i młody pomocnik mógł pokazać, na co go stać. I trzeba przyznać, że nieźle wykorzystał swoją szansę - dobrze bite stałe fragmenty, dobre przerzuty i agresja w grze - prawdopodobnie właśnie tymi cechami Furman wywalczył sobie pozostanie przy Łazienkowskiej przynajmniej na kolejne pół roku.

Arkadiusz Malarz - 2,8 (5 meczów, 6 wpuszczonych goli). Doświadczony bramkarz trafił do Legii zimą z GKS Bełchatów. Malarz miał wywierać presję na Duszanie Kuciaku i ta sztuka mu się udała. Przez moment wydawało się nawet, że 35-latek może pozbawić Słowaka miejsca w pierwszym składzie. Jednak dobre występy Malarza zostały przekreślone przez jego błąd w Poznaniu, po którym otrzymał czerwoną kartkę, a Legia przegrała mecz.

Łukasz Moneta - 2,5 (2 mecze). Za 21-letnim pomocnikiem ważny sezon. Profesjonalny kontrakt, debiut w ekstraklasie, w końcu wypożyczenie i regularna gra w pierwszej lidze w barwach Wigier Suwałki. U Henninga Berga w lidze zagrał dwa razy, później spadł do rezerw. Jeszcze nie wiadomo, czy w nowym sezonie wróci do stołecznego zespołu.

Bartłomiej Kalinkowski - 2,33 (3 mecze). Jeden z kilku młodych zawodników, których Henning Berg przed sezonem na stałe włączył w szeregi pierwszego zespołu. Kalinkowski furory w Legii jednak nie zrobił - wystąpił zaledwie w trzech meczach jesienią. Zimą był bliski wypożyczenia do Podbeskidzia Bielsko-Biała.

Mateusz Szwoch - 2,1 (8 meczów) "Szwochinho" - tak na młodego pomocnika mówił prezes Legii Bogusław Leśnodorski, gdy latem sprowadzał go do Warszawy. Były gracz Arki Gdynia długo czekał na swoją szansę w zespole Berga, a jak już ją dostał, nie potrafił jej wykorzystać. W lidze zagrał tylko osiem razy. Bez błysku, bez zrozumienia z kolegami z zespołu. Przeskok do elity był dla niego zbyt duży, ale to inwestycja. Szwoch podpisał z Legią czteroletni kontrakt. Teraz bardziej niż o formę sportową musi martwić się o zdrowie. Piłkarz od kilku tygodni nie trenuje, ma problemy kardiologiczne. Z tego powodu przeszedł załamanie nerwowe.

Norbert Misiak - 2 (1 mecz). Planował odejść z Legii, ale zimą Henning Berg zabrał go na zgrupowanie do Belek i dał impuls do pracy. Spełnił się też cel 20-letniego piłkarza - zadebiutował w meczu z Koroną, choć grając na skrzydle, wypadł blado. Może dlatego, że w rezerwach częściej występuje na boku obrony? Norweg do końca sezonu już go do gry nie zaprosił.

Henrik Ojamaa - 2 (1 mecz). Zagrał tylko jeden mecz, z Górnikiem w trzeciej kolejce. Z zabrzanami zaprezentował dokładnie to, co prezentował w poprzednim sezonie - bezmyślnie kiwki, głupie straty, brak współpracy... Ojamaa nie ufał kolegom z zespołu i prawie każdą akcję chciał kończyć sam. A koledzy nie ufali jemu. Przestał i Berg, który bez żalu oddał go najpierw do Motherwell, a potem do duńskiego Sarpsborga.