Finał Pucharu Polski. Lech czy Legia? I kto może być "Chicharito" tego finału? [PIĘCIU NA PIĘCIU]

Z pięciu przepytanych przez nas dziennikarzy specjalizujących się w ligowej piłce dwóch stawia na Lecha, dwóch na Legię, jeden od typu się wstrzymuje. Finał Pucharu Polski Lech - Legia w sobotę o 16 na Stadionie Narodowym. Transmisja w Polsacie, relacja Z czuba i na żywo na Sport.pl.


Co może być główną bronią Lecha, a co Legii?

Tomasz Ćwiąkała, Weszło!: Legii - Guilherme. Z zawodnika, którego wielu oceniało jako niewypał, transfer z DVD i przede wszystkim piłkarza wyjątkowo taniego jak na warszawskie realia, udało się stworzyć chłopaka, który daje radę na większości pozycji. Na jednych lepiej, na drugich gorzej, ale w ofensywie to "Gui" dziś robi największą różnicę. Pamiętajmy, że w ostatnich meczach często musiał kombinować za dwóch, bo Legia do tej pory - grając z Saganowskim - grywała w dziesiątkę. Główną bronią Lecha może być budzący się Szymon Pawłowski. Początek rundy wiosennej był w jego wykonaniu przeciętny, ale w dwóch ostatnich meczach spisał się już świetnie.

Adam Dawidziuk, "Przegląd Sportowy" Ależ proste: kontry. Obie drużyny tak zagrają, choć mam nadzieję, że jednak ktoś kogoś zaatakuje. Dla mnie najlepszym obrazem są europejskie puchary. Legia za kadencji Macieja Skorży i Legia z Henningiem Bergiem na ławce rezerwowych grały podobnie, defensywnie. Obaj trenerzy mają zbliżoną filozofię, a finał Pucharu Polski będzie dla nich jak Liga Europy. Po pierwsze: nie stracić. Z przodu może coś wpadnie.

Maciej Henszel, "Przegląd Sportowy" Podejdę personalnie. Lecha - Szymon Pawłowski. Ten skrzydłowy jesienią ciągnął grę Lecha, potem miał zabieg ścięgna achillesa i wiosną długo był lata świetlne od optymalnej formy. Przełamanie nastąpiło w ostatnim tygodniu - najpierw fenomenalna druga połowa przeciwko Śląskowi (2:0), a w środę w Bielsku z Podbeskidziem (2:0) wszedł na drugą połowę i dogrywał przy obu golach. Zwłaszcza asystę przy trafieniu Kaspera Hamalainena można określić tylko tak: cud, miód, malina. Jeśli Pawłowski kilka razy włączy w sobotę piąty bieg, to Legia może zacząć się obawiać. W warszawskim klubie wskazałbym natomiast Ondreja Dudę, który w lidze ostatnio odpoczywał, także ze względu na czerwoną kartkę. Teraz wróci do składu i będzie na pewno liderem ofensywy mistrzów Polski.

Bartłomiej Kubiak, Legia.sport.pl: W Lechu - Barry Douglas, który w środę znalazł się poza kadrą meczową na mecz z Podbeskidziem. Podejrzewam, że Szkot został w Poznaniu tylko po to, by ćwiczyć rzuty wolne przed meczem z Legią. To właśnie jego strzały - tak jak w ostatnim spotkaniu - mogą być największą bronią Lecha. Co do Legii, to ta za bardzo nie ma czym straszyć. Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to defensywa. Jeśli obrońcy, na których postawi Berg (będą to pewnie - Tomasz Brzyski, Inaki Astiz, Jakub Rzeźniczak, Łukasz Broź) zagrają skoncentrowani, nie pozwolą Lechowi na zbyt wiele pod własną bramką, to wpłynie to na postawę całego zespołu. Legioniści sami często podkreślają, że jeśli dobrze bronią, to z przodu "zawsze coś wpadnie". Może właśnie wtedy błyśnie Ondrej Duda, który pewnie wróci do składu na sobotni mecz.

Radosław Nawrot, Poznań.sport.pl: W obu wypadkach - indywidualności. Każda z drużyn je ma, są to niekiedy czołowi, może i najlepsi piłkarze ligi na swoich pozycjach. I każdy z nich może przesądzić o losach meczu. Diabli wiedzą, który z nich, bo wielu graczy obu ekip wciąż walczy o dojście do formy i w każdej chwili - choćby w meczu finałowym - może ona się pojawić. Bliższy jest mi Lech, więc podam przykład Szymona Pawłowskiego. Po operacji achillesów całą wiosnę grał fatalnie, ba, jeszcze w pierwszej połowie ostatniego meczu ligowego Lecha ze Śląskiem Wrocław również tak grał. I nagle - szast, prast, koncert! W finale wystarczy jeden facet, który taki koncert zagra. Choćby na jedne smyczki. To może przeważyć bardzo wyrównaną szalę.

Wymień najważniejszy element gry, który odróżnia Lecha i Legię.

Ćwiąkała: Legia ma zdecydowanie lepszego bramkarza, Lech - mocniejsze w ataku boki obrony. Siłę skrzydłowych, stoperów i środka pola oceniam podobnie. Jeden skrzydłowy lepszy (Pawłowski i Kucharczyk), drugi słabszy (Żyro i Lovrencsics). Jeden stoper pewniejszy (Rzeźniczak i Arajuuri), drugi niesolidny (Lewczuk i Kamiński). Lech - taką diagnozę usłyszałem ostatnio od jednego z trenerów - ma natomiast problem, gdy widzi, że przeciwnik się nie boi. W przeciwnym razie - gdy wyjdzie pierwsza, druga i trzecia akcja - nawet klasowego rywala, jak Śląsk, może wrzucić na karuzelę.

Dawidziuk: Kombinuję i coraz bardziej skłaniam się ku temu, że one grają podobnie. Dobre kontry, napastnicy robiący miejsce skrzydłowym, ofensywni pomocnicy wchodzący do pierwszej linii z głębi pola. Myślałem, że stałe fragmenty, ale ostatnio Lech kilka wykorzystał i różnica nie jest duża (18 goli strzelonych przez Legię przy 13 bramkach Lecha). Legioniści potrafią jak nikt wykorzystywać rzuty rożne, w ten sposób zdobyli 10 bramek w ekstraklasie (Lech - trzy). Poza tym, przed nami mecz pucharowy, nie można go porównać z żadnym z 30 ligowych.

Henszel: Oba zespoły grają bardzo podobnie, może Legia jest ciut lepsza w ataku pozycyjnym, bo Lech ma spore problemy z przedarciem się pod bramkę przeciwko drużynom, które cofają się głęboko na własną połowę. Jeszcze do niedawna można byłoby zwrócić uwagę na stałe fragmenty gry, bo to była śmiercionośna broń Legii, w przeciwieństwie do Lecha. Sęk w tym, że statystyki mocno się wyrównały, gdyż doskonale zaczął bić rzuty wolne i rożne Barry Douglas. Skoro warszawiacy odrobinkę lepsi są w ofensywie, to trzeba dodać, że za to ustępują przeciwnikowi w defensywie. "Kolejorz" poukładał wiosną defensywę i jest ona niezwykle szczelna.

Kubiak: Kolory koszulek. A tak poważniej - te drużyny są do siebie bardzo podobne. Zarówno Skorży, jak i Bergowi bardzo zależy na tym, by ich zespoły były poukładane taktycznie - długo utrzymywały się przy piłce, stosowały pressing, grały na jeden, dwa kontakty. Zasadniczą różnicę dostrzegam w głowach. Przeczytałem ostatnio tekst Radka Nawrota, w którym przytoczył wypowiedź Muhameda Keity. Piłkarz Lecha stwierdził, że nie radzą sobie z presją, którą wytwarzają ich kibice. W Legii o taką wypowiedź nikt by się nie pokusił. O presji tu nikt nie mówi. A jak mówi, to na pewno nie w takim kontekście. Legioniści z presją są oswojeni, potrafią sobie z nią radzić. Lech, jak widać, nie do końca.

Nawrot: Konstrukcja ataku. Legia ma rasowych strzelców, Lech nadal nie. Czasami to wada, czasami nie. Gole w Lechu muszą strzelać zawodnicy z innych formacji - najlepszym strzelcem jest pomocnik Kasper Hamalainen. Do tego obrońcy, stałe fragmenty gry. Ekonomiści używają takiego słowa podnoszącego od razu jakość wypowiedzi - dywersyfikacja. Lech jest bardziej zdywersyfikowany. Ma słabszy atak, co nie znaczy że słabszą ofensywę.

Który z podstawowych piłkarzy jest najsłabszym ogniwem Lecha, a który Legii?

Ćwiąkała: Legii - napastnik, jeśli zakładamy, że wyjdą Saganowski i Żyro. Lecha - napastnik, boczni obrońcy w defensywie, ewentualnie Marcin Kamiński. Tym bardziej że nie wiadomo, czy zagra Arajuuri, obecnie najlepszy stoper ligi.

Dawidziuk: W Legii ostatnio nie podoba mi się gra Tomasza Brzyskiego. Jest nerwowy, ma wiele niecelnych podań, za dużo w jego postawie jest chaosu. Oczywiście wciąż potrafi świetnie zacentrować z rzutu wolnego czy rożnego, ale jeśli miałbym opierać się na formie z ostatnich tygodni, to stawiam na niego. Jeśli chodzi o Lecha, to wskazałbym na Zaura Sadajewa. Tak, wiem, on robi czarną robotę, rozbija przeciwników, czasem na pograniczu faulu, ale taka drużyna, jaką jest Lech (i jaką chce być), na tzw. dziewiątce potrzebuje egzekutora, jak niegdyś Robert Lewandowski czy Artjoms Rudnevs. Sam jestem ciekaw, kogo Henning Berg wystawi do walki z Sadajewem. Idealny kandydat: Igor Lewczuk. Będzie pojedynek MMA.

Henszel: W Lechu Zaur Sadajew. Czeczen wiosną zmienił się na korzyść, już nie trwoni energii na kłótnie z sędziami i przeciwnikami, pracuje dla zespołu, ale... No właśnie - nigdy nie wiadomo, co strzeli mu do głowy. W ułamku sekundy może podjąć bowiem taką decyzję, która niszczy nieźle zapowiadającą się akcję drużyny. Zbyt często napastnik cofa się też aż pod linię środkową boiska, zamiast szukać okazji w polu karnym rywala. Legia? Lewa obrona - Tomasz Brzyski znany jest ze świetnego wykonywania stałych fragmentów gry, ale pod własną bramką daje się często łatwo ogrywać. Na prawym skrzydle Lech powinien szukać na pewno szans na przedarcie się pod bramkę legionistów.

Kubiak: W Lechu Maciej Gostomski, czyli solidny bramkarz, ale nic poza tym. W Legii, któryś z bocznych obrońców - Tomasz Brzyski lub Łukasz Broź. W ostatnim czasie żaden z nich nie potrafi ustabilizować formy. Dobre mecze przeplata z przeciętnymi, w których popełnia wiele prostych błędów w kryciu.

Nawrot: W Legii wskazałbym Michała Żyrę, natomiast w Lechu nie wymienię jednego piłkarza, ale kilku, przy czym żaden z nich nie jest słabym ogniwem permanentnie. Natomiast każdy bywa nim okazjonalnie. Zaur Sadajew np. w ostatnim meczu w Bielsku-Białej. Grał tak źle, że aż się chciało zapytać "W cziom dieła?". Gergo Lovrencsics, niby czołowy gracz Lecha, a jednak ma tę swoją manierę człapania przez spore fragmenty wielu spotkań. Kasper Hamalainen - z jego drastycznym spadkiem formy (ostatnio wyraźnie rośnie), podobnie Szymon Pawłowski (ostatnio forma eksplodowała). Itd. Słowem - Lechowi w każdym meczu trafia się jakieś słabe ogniwo.

Kto może być "Chicharito" tego finału? Który z piłkarzy Lecha lub Legii dobrym występem może poprawić swoją pozycję w klubie?

Ćwiąkała: Jeśli miałbym zgadywać, kto będzie dżokerem, postawiłbym na Formellę lub Sa. Długo wierzyłem w Kownackiego, ale w ostatnich miesiącach dość skutecznie odbierał argumenty na swoją obronę.

Dawidziuk: Jeśli chodzi o Legię, to trudno mi wskazać takiego zawodnika. To raczej ułożona drużyna, a korekty, jakich dokonuje trener, dotyczą dwóch-trzech pozycji. Orlando Sa jest w dobrej formie, choć nie sądzę, by poprawił swoją pozycję w klubie w dłuższej perspektywie, nawet świetnym występem w finale. Za dużo fermentu wokół niego, czasem z jego winy, czasem nie. Moim zdaniem zasłużył, by Berg na niego postawił, a nie cudował z defensywnym napastnikiem Markiem Saganowskim. Robi mu krzywdę. W Lechu podobał mi się ostatnio Szymon Pawłowski, on może zrobić różnicę w ofensywie "Kolejorza" i w końcu pokazać, że jest piłkarzem na wysokim poziomie. Szkoda tych jego kontuzji, których miał za dużo, one go wyhamowały

Henszel: W jesiennym meczu ligowym Maciej Skorża zaskoczył, wystawiając na pozycji defensywnego pomocnika Huberta Wołąkiewicza. Teraz trudno spodziewać się tego, żeby poznański szkoleniowiec wyciągnął w wyjściowym składzie asa z rękawa - czyli piłkarza, który do tej pory niewiele znaczył, a teraz nagle mógłby zostać bohaterem. Jeśli mam wskazać piłkarza, który może poprawić znacząco swoją pozycję, to bym wskazał Dariusza Formellę. Młody pomocnik jest w dobrej formie i może zagrać za kontuzjowanego Gergo Lovrencsicsa. OK, to nie jest ktoś anonimowy, przysłowiowy "królik z kapelusza", bo choćby jesienią strzelił gola Legii. Mimo wszystko jednak wciąż rzadko dostaje szansę na dłuższe występy i od soboty może się to zmienić.

Kubiak: Nawet gdyby Orlando Sa strzelił w sobotę hat tricka, to jego pozycja w klubie się nie poprawi. Dlatego stawiam na Michała Masłowskiego. Po odejściu Miroslava Radovicia ma on problemy, by nie tylko grać, ale nawet łapać się na ławkę rezerwowych. Nie wiem, czy w sobotę zagra (pewnie nie), ale gdyby zagrał - może jako zmiennik - mógłby zostać właśnie takim "Chicharito". Jeśli np. strzeliłby decydującego gola, to może przekonałby do siebie trenera. A nawet nie tyle jego - wiadomo, że Berg przywiązuje się do nazwisk, i nie ma wśród nich Masłowskiego - co samych kibiców, którzy na każdym kroku przypominają, że kosztował Legię aż 800 tys. euro.

Nawrot: Ja zawsze i wciąż obawiam się w Legii tego samego gracza - Orlando Sa. I przed finałem Pucharu Polski widzę w nim potencjał na portugalskiego Chicharito. W Lechu natomiast odkryciem meczu z Podbeskidziem był Tamas Kadar, ale to nie Paulus Arajuuri, meczu nie wygra. Tolek Banan, na którego stawiam tym razem, zwie się Kasper Hamalainen. Przyglądałem mu się w Bielsku - jest dokładnie między wzrostem formy a pyleniem traw.

Kto zdobędzie Puchar Polski?

Ćwiąkała: Brak logiki w wynikach meczów polskich drużyn i niewielka (albo żadna) różnica pomiędzy jakością Legii i Lecha, skłania do jednej odpowiedzi: nie wiem.

Dawidziuk: Mimo wszystko stawiam na Legię. Dlaczego? Grała ostatnio wiele meczów o wysoką stawkę, jest po prostu - wiem, wyświechtane określenie - bardziej doświadczona. Wie, jak mentalnie podejść do takiego spotkania, a wydaje mi się, że to będzie jeśli nie kluczowa, to jedna z najważniejszych kwestii.

Henszel: Lech. Choćby dlatego że ma w tym sezonie patent na Legię - jesienią zremisował w Warszawie 2:2, a wiosną w Poznaniu wygrał 2:1. To, że legioniści nie potrafili znaleźć sposobu na poznaniaków, musiało zostawić ślad w głowach i lekką niepewność przed rywalizacją na Stadionie Narodowym. Plusik przy "Kolejorzu" bym postawił także z tego powodu, że jest bardziej łasy na sukcesy - w końcu czeka na trofeum od pięciu lat, a to przy oczekiwaniach, jakie towarzyszą klubowi z Bułgarskiej, niemal cała wieczność. Myślę jednak, że skończy się serią rzutów karnych i Lech odczaruje element, z którym radzi sobie w tym sezonie słabo.

Kubiak: Legia w tym roku nie gra na miarę swoich możliwości, ale i tak moim zdaniem jest faworytem tego finału. Pokona Lecha, ale ta wygrana rodzić się będzie w bólach. Nie zdziwię się, jak ustaną dopiero po 120 minutach i serii rzutów karnych.

Nawrot: Poznańskość nakazuje mi powiedzieć Lech, ale przekonany nie jestem. A to dlatego, że w jednym meczu finałowym szanse rozkładają się po 50 procent. Dokładnie tyle, moim zdaniem. Nie żadne tam 51/49 czy 60/40, ale właśnie równo. Zatem - pewnie rzuty karne. A w tym wypadku można tylko zaproponować sondę:

Rzuty karne:

a) są loterią
b) nie są loterią
c) trudno powiedzieć

Kto zdobędzie Puchar Polski?