10 meczów, brak gola i asysty. Czy Michał Masłowski pomaga Legii?

Sprowadzony za 800 tys. euro Michał Masłowski w 10 meczach w Legii nie strzelił gola i nie miał asysty. - Krytyka mnie nie rusza, ja wiem, co mam robić - mówi 25-letni pomocnik.


W poprzednim sezonie, jako piłkarz Zawiszy, Masłowski został wybrany na odkrycie ekstraklasy. - Jeśli w Legii nie będzie najlepszy, to na pewno jednym z najlepszych - mówił w lutym Radosław Osuch, prezes bydgoskiego klubu, tuż po tym, jak sprzedał Masłowskiego do Legii.

Na razie nowy pomocnik przy Łazienkowskiej nie pokazał nic, o czym warto byłoby wspomnieć. Rozczarowuje, zresztą jak cała Legia, która wiosną gra słabo i rzadko wygrywa mecze. Ale tak jak w klubie zachowują spokój po nieudanych meczach, tak bronią Masłowskiego. Robi to prezes Bogusław Leśnodorski, piłkarza chwalą trenerzy. Henning Berg kilka tygodni temu stwierdził nawet, że to zawodnik, który jest w stanie zastąpić Miroslava Radovicia - lidera drużyny, który zimą został sprzedany do Hebei China Fortune.

Problem w tym, że to teoria. Praktyka? Masłowski do zespołu dołączył w czasie zimowego obozu przygotowawczego w Hiszpanii, na oficjalny debiut w nowym klubie czekał niespełna dwa tygodnie. Trener Legii wystawił go w ataku na spotkanie ze Śląskiem w ćwierćfinale Pucharu Polski (1:1). Masłowski nie zachwycił - był niewidoczny, mało aktywny, zaliczał straty, nie układała mu się współpraca z Radoviciem. Po meczu sam krytycznie ocenił swój debiut.

W kolejnym spotkaniu z Jagiellonią usiadł na ławce, ale na boisku pojawił się na drugą połowę, zmieniając w przerwie Mateusza Szwocha. Gry Legii jednak nie odmienił, mistrzowie Polski przegrali 1:3. W kolejnych ośmiu meczach też niczym specjalnie nie urzekał. Mało go było pod bramką rywali, znacznie częściej biegał w środku pola, gdzie bardziej skupiał się na pressingu i odbieraniu piłki niż na kreowaniu gry do przodu. Słowem, nie robił tego, co robił w Legii Radović.

- Spada na mnie dużo krytyki, ale mnie to nie rusza - mówi Masłowski. - Zadowolony z siebie nie jestem. Nigdy nie byłem. Nawet jak ktoś mnie chwalił, a to się zdarzało, to ja i tak dostrzegałem w swojej grze raczej błędy, a nie to, co akurat mi w danym momencie wychodziło. Ale jak komuś krytykowanie mnie sprawia przyjemność, to niech sobie pisze i mówi, co chce.

- Ja wiem, co mam robić. Wiem, czego oczekuje ode mnie trener, i staram się jego polecenia wykonywać najlepiej, jak potrafię - dodaje Masłowski. - Gdybym grał tak jak w Zawiszy, czyli na typowej "dziesiątce", to moja gra byłaby efektowniejsza, a przede wszystkim efektywniejsza. Ale w Legii mam inne zadania. Trenerzy oczekują ode mnie czegoś innego - mówi piłkarz.

Kazimierz Sokołowski, asystent Berga, tłumaczy: - On ma nie tylko pomagać w ataku, ale też w obronie. W tych poprzednich meczach często grał na pozycji środkowego ofensywnego pomocnika, ale z wieloma zadaniami defensywnymi. Bywał też przesuwany na skrzydło z obowiązkiem schodzenia do środka. Nie uważam jednak, że jego gra miała niewielki wpływ na ofensywę Legii. Michał wie, gdzie ma wychodzić po piłkę. I nawet jeśli nie wypada satysfakcjonująco pod względem statystyk, to bez zarzutu wypełnia swoje zadania taktyczne - zaznacza drugi trener Legii.

Berg w rundzie wiosennej trzyma się koncepcji z rundy jesiennej - mistrzowie Polski w najważniejszych spotkaniach są ustawiani bez klasycznego napastnika. Ale po odejściu Radovicia efekt jest mizerny - bilans Legii z tego roku to dwie wygrane, cztery remisy i cztery porażki. Berg wierzy jednak w duet Masłowski - Ondrej Duda. - I dobrze, niech wierzy, jego prawo. Ale niezrozumiałe dla mnie jest to, że mając w składzie bramkostrzelnego, a i tak niewykorzystywanego Orlando Sa, woli z przodu stawiać na innych - mówi Dariusz Dziekanowski, były piłkarz Legii, dziś ekspert.

Jak ocenia Masłowskiego? - Rozgrzeszać go specjalnie nie można, bo wydając na piłkarza takie pieniądze, oczekiwać od niego trzeba znacznie więcej. Legia ma naprawdę solidny budżet. Na pewno największy w Polsce, ale to nie znaczy, że od razu musi być klubem rozrzutnym - dodaje Dziekanowski sugerując, że na Masłowskiego Legia pieniądze wyrzuciła.

Ale możliwe też, że Masłowski potrzebuje czasu na nauczenie się gry w Legii tak, jak potrzebowali tego przed nim dziesiątki innych piłkarzy. W środę z Podbeskidziem Bielsko-Biała w półfinale PP pewnie dostanie kolejną szansę. Z przodu - tak samo jak w ostatnim spotkaniu z Lechem (1:2) - powinien zagrać razem z Dudą.