1:0 dla Lecha czy 1:0 dla Legii? O "Derbach Polski" rozmawiają dziennikarze z Poznania i Warszawy

W niedzielę o 18 w Poznaniu Lech podejmie Legię w meczu najsilniejszych drużyn w kraju. O remisach Lecha, porażkach Legii, problemach obu zespołów I tym, czego się spodziewać na stadionie, rozmawiają Radosław Nawrot z poznańskiej redakcji Sport.pl i Konrad Ferszter z redakcji warszawskiej.


Konrad Ferszter: Kolego z Poznania, pomyślałem, że zagaję, bo okazja ważna - w niedzielę na stadionie Lecha "Derby Polski". Co tam w "Kolejorzu" słychać, chyba niezbyt dobrze? W tabeli od Legii dzieli was Jagiellonia, po meczu możecie mieć już dziewięć punktów straty do lidera. To możliwe, bo z doświadczenia wiemy, że trener Maciej Skorża w meczach o taką stawkę z reguły radzi sobie słabo. Liczycie już straty?

Radosław Nawrot: Na razie liczymy poległych, a właściwie rannych. Rannych na ciele w każdym tego słowa znaczeniu, bo Jevticia nie ma, a Hamalainen bez formy. Z tego względu muszę pogodzić się z tym, że będziecie sobie warczeć i oblizywać się na warszawskim podwórku na myśl o łatwym łupie.

Ale myślę, że to może Legię zgubić. Europejski klub, co to po Ajaksach i Celtikach jeździ. A przy ponad 40 tysiącach żywiołowo reagującej na Legię widowni umiecie sobie radzić?

Ferszter: Umiemy, bo przecież co roku Poznań szczególnie mobilizuje się na przyjazd Legii. Poza tym uczyła nas też Europa - Edynburg i Trabzon. Zapewniam, że nikogo nie zgubi doping - pozytywny dla Lecha, negatywny dla Legii.

Piszesz o rannych, ale wymieniłeś tylko dwóch. A co z Kownackim, któremu daleko do zapowiadanej "dychy"? O Sadajewa nie pytam, bo jaki jest - każdy widzi... Jak wy chcecie mistrza pokonać?

Nawrot: Trabzon to ogólny harmider, tutaj w Poznaniu będzie publika skoncentrowana na jednym konkretnym zadaniu - pomóc Lechowi i wdeptać Legię w tę murawę, zresztą gotową do wymiany. Legia pewna siebie, że sobie poradzi? Na razie pewne jest, że żaden z legionistów nie wie, jak to jest słyszeć ryk 40 tys. ludzi, którzy - delikatnie mówiąc - cię nie lubią. Nie może wiedzieć, bo takiej frekwencji w Poznaniu nie było od trzech lat.

Wyliczasz słabości Lecha, a to przecież Legia jest słaba. Łęczna, Jagiellonia, Bełchatów, Podbeskidzie, Piast, Pogoń - proszę cię! Sześć porażek i to z kim? Pewnie nie mówiłoby się o mistrzostwie w kontekście Lecha, gdyby nie fakt, że Legię w lidze bije, kto chce. Dlaczego nie ma jej pobić Lech? "Kolejorz" nawet osłabiony nie jest słabszy od Piasta czy Bełchatowa, zapewniam.

Powiedz mi, jak mistrz może robić takie numery, by przegrać sześć meczów z zespołami o niebo od siebie słabszymi?

Ferszter: Tak, jak piłkarze Legii nie wiedzą, co to pełny stadion przy Bułgarskiej, tak wy w Poznaniu nie wiecie, co to konieczność rotacji w składzie. Żyjecie pięknymi chwilami z Manchesterem City i Juventusem, a w tym roku w Europie zlał was klub z kraju, gdzie więcej wulkanów niż piłkarskich boisk. Nie pamiętacie, jak to jest, gdy gra się co trzy dni i dzieli się mecze na ważne i ważniejsze.

Ale masz rację - ligowe porażki z drużynami z dołu tabeli pokazały, że opowieści o dwóch mocnych składach Legii to mrzonki. Tylko że w niedzielę w Poznaniu zaskoczeń nie będzie i zagrają najlepsi. Czy mogą przegrać z drużyną, którą tydzień temu pokonał ją outsider z Bydgoszczy? Z drużyną, która jeśli jest w czymś mistrzowska, to w remisowaniu.

Nawrot: Oczywiście, że legioniści przegrać mogą. Poza tym poznańskie remisy to jednak nie warszawskie porażki. Przegranych to Legia ma więcej niż Lech. I jeśli mnie pamięć nie myli, to jedynym liderem w europejskiej lidze, który ma ich w tym sezonie więcej, jest słoweński Maribor.

Tak często tracąca punkty Legia na czele tabeli, to tylko dowód na beznadzieję naszej ligi. Lech potyka się, owszem, ale per saldo przegrywa mniej niż Legia, czego pojąć nie mogę, bo klub z Warszawy przy swoim budżecie powinien mieć w Polsce pozycję Bayernu w Niemczech, a może i Dinama Zagrzeb w Chorwacji, które prowadzi bez porażki. A jednak mistrz Polski jest do pokonania i to prawie dla każdego. Jakim cudem? Wytłumacz mi, bo potknięcia Lecha zrozumieć mogę, ale Legii?

Porażki z Zawiszą nie mam ochoty usprawiedliwiać, bo w imieniu Poznania powinienem za nią jedynie przeprosić. Powiem tylko tyle, że jesienią i Lech, i Legia ograli Zawiszę, przy czym Lech 6:2, a Legia 2:1 - tak drobna różnica. A wiosną? Poczekamy na wasz mecz z ułanami Rumaka, poczekamy. Kto wie, czy też nie będzie zabawnie, skoro takie wtopy są w tym roku naprawdę w stylu Legii.

Reasumując: Legia nie tylko może przegrać z Lechem, ale po prostu z nim przegra. Przegrywała już z niemal połową drużyn tej ligi. Jak tak dalej pójdzie, skompletuje sobie minimum jedną porażkę z każdym. Po tym, co wyprawiały w Warszawie Jagiellonia czy Wisła - kogo my się mamy właściwie obawiać?

Ferszter: Nie sposób wygrywać wszystkich meczów w Europie i lidze krajowej, kiedy doświadczenie na gruncie europejskim jest niewielkie, a kadra choć szeroka, to nierówna. Legię niemal po każdej wygranej w pucharach trawił ligowy kac, który odbijał się na wynikach pojedynczych meczów. Ale Henning Berg na komfort rotacji mógł sobie pozwalać, bo rywale gonili w żółwim tempie.

Poza tym - co wam po Legii sześciu porażkach, skoro straty macie równie duże?

Poszargany trudną jesienią mistrz Polski i tak skończył ekstraklasę na jej czele, grał też dalej w krajowym pucharze. Dzisiaj, mocniejszy w tamte doświadczenia, do Poznania pojedzie silniejszy, bardziej pewny siebie.

Podobnie jak ty przepraszasz za mecz z Zawiszą, tak nam wypadałoby przeprosić za starcie z Jagiellonią. Zapatrzeni w przyszłość, myślący o Ajaksie zawodnicy do ligowego meczu podeszli z głową w chmurach. Wisła natomiast w Warszawie zagrała najlepszy mecz w sezonie, czego nie spodziewali się chyba i sami krakowianie. Ale o nas się nie martwcie, w Legii są przecież najlepszy piłkarz ligi Duda, coraz lepszy wiosną Żyro, nieprzewidywalny - także na plus - Kucharczyk.

Nawrot: Ależ my musimy się o Legię martwić! Nie tylko dlatego, że wrośliśmy w siebie w symbiozie jak grzyby z bakteriami w porostach. Przecież to, co piszę to tylko troska - mistrz Polski musi być mistrzem, co się zowie, a nie jakąś wypadkową wpadek!

A jeżeli Legia miewa czasem głowę w chmurach i zdarza się jej to, to informuję, że w niedzielę w Poznaniu przewidywane jest spore zachmurzenie. Myślę, że Legia założyła już, że jest mistrzem i że Lech jej nic nie zrobi - bo boski Duda, bo dostała manto z Ajaksem, a nie Stjarnan, wiadomo.

To, czego my się obawiamy, to paradoksalnie... rozsądek Legii. Rozsądek, który nie pozwoli jej zlekceważyć Lecha, uznać, że jest cienki, że nawet Islandczycy go biją, a bez Jevticia to już na pewno nic jej nie zrobi. Rozsądnie myślący legionista może sobie drwić z Lecha, ale w głębi duszy musi czuć przed nim respekt. Jeśli przestanie, już po nim.

Lech jest bowiem challengerem, nadal głodnym. Mówisz: cały czas tkwicie w 2010 roku. To poniekąd racja, ale różnica między Lechem a Legią jest taka, że choć obydwa zespoły są znakomite w sprawianiu zawodu tam, gdzie nie powinny, to jednak Lech potrafi zaskoczyć na plus tam, gdzie nikt się tego po nim nie spodziewa. A Legia?

Ferszter: A Legia Lecha nie zlekceważy - z dwóch prostych przyczyn. Po pierwsze, za dużo już wpadek w tym sezonie - o czym właśnie mówiliśmy. Po drugie, "Derby Polski" to "Derby Polski". I choćby Legia miała przed meczem 20 punktów przewagi nad Lechem, to tu wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że to mecz najważniejszy w sezonie, bez względu na tabelę i okoliczności.

Legia "mistrzem co się zowie" może jeszcze zostać, przewagę ma sporą, jest na czym ją powiększać - najlepiej od niedzieli. Chociaż obu zespołom daleko do optymalnej formy, to spodziewam się hitu absolutnego, na trybunach i boisku. Przewaga Legii tkwi w doświadczeniu wyniesionym z europejskich pucharów - mówi o tym sam Skorża. Taktyka może być prosta - przyjąć Lecha na własnej połowie i obijać go kolejnymi kontrami. Bo przecież z atakiem pozycyjnym to u was bardzo ciężko w tej rundzie. Legia grać tak umie i lubi, co pokazała jesienią. Ma też do tego wykonawców.

Sprytnie pisałeś o wsparciu kibiców, superfrekwencji, tym, że Legia Lecha zlekceważy. Ale uciekłeś od odpowiedzi na jedno ważne pytanie - kim i jak Lech chce w niedzielę mistrza straszyć, skoro najlepsi gracze są bez formy? Nie możecie przecież polegać jedynie na warszawskich słabościach, bo te, mamy nadzieję, wiecznie trwać nie będą.

Nawrot: Cieszę się, że przyznajesz, że to najważniejszy mecz, bo przecież są kibice Legii, którzy to kwestionują. W Poznaniu nikt nie ujmuje Legii jej znaczenia w kraju, a co za tym idzie - także znaczenia dla Lecha. Nie podważa znaczenia tego meczu.

Pytasz o atuty Lecha? Gdyby mnie już parę razy trener Skorża nie nabrał, to pewnie bym uwierzył w jego teorię, iż wystawia graczy bez formy, by ową formę właśnie na kluczowy moment sezonu mieli. Ja jednak uważam, że gada tak, bo nie ma kogo wystawić, robi to bez żadnego wielkiego i chytrego planu.

Pamiętaj jednak o tym, że w Lechu znajdziesz graczy naprawdę nietuzinkowych. Takich, którzy potrafią zrobić różnicę. Pamiętaj, jak Lech jest groźny w przechodzeniu z obrony do ataku. O wychodzeniu "Kolejorza" z piłką po przechwycie trener Pawłowski ze Śląska powiedział kiedyś: "Przecież to jakaś masakra jest! Nic nie można poradzić". Pamiętaj o tym, że Kędziora potrafi wrzucić taką piłę, jakiej być może nikt z Legii nie wrzuci, a Douglas uderzy z wolnego tak, że Kuciak - albo Malarz - zapomni słów do "Snu o Warszawie". Pamiętaj, że Linetty jest piłkarzem, który potrafi dać sobie radę nawet z Vrdoljakiem.

Wojtek Kowalczyk powiedział nawet, że Lech ma lepszych piłkarzy niż Legia. Wedle mnie nie ma racji, ale nie jest od niej daleki. Poszczególni piłkarze Lecha na niektórych pozycjach są faktycznie lepsi od legionistów. I jeśli to będzie mecz na atuty, a nie na ukrywanie słabości - to tym lepiej.

No i wreszcie pamiętaj o tym, jak Skorża poukładał Lecha w Warszawie.

Zgadzam się, zostawmy na boku dotychczasowe słabości Lecha i Legii. Nie będą trwały wiecznie. Myślę, że ten mecz będzie ich cezurą, bo jest to mecz, który wzmaga wydzielanie adrenaliny.

Ferszter: Trener Śląska różne rzeczy w ostatnim czasie mówi. Niedawno stwierdził, że jego drużynie do Legii brakuje niewiele. Biorąc pod uwagę ostatnie wyniki, trudno go brać na poważnie. Zatem jego osoby nie traktowałbym jako odpowiedniego wyznacznika siły czy klasy zespołu przeciwnego.

Na wspomniane rzuty wolne Lech musi najpierw zapracować. Linetty? Dobry, perspektywiczny, ale wciąż nie tak dobry, jak Tomasz Jodłowiec. Przede wszystkim nie tak silny, co w naszej lidze znaczenie ma ogromne.

Kędziorę specjalnie zachowałem na koniec, bo jego akurat możemy się obawiać. Lewa strona Legii monolitem w obronie nie jest, Guilherme Roberto Carlosem nie będzie nigdy. Braków ma wiele, więc szans dla Kędziory zapowiada się sporo. A jego dobry występ tylko nasili chęć prezesa Leśnodorskiego na zakupy w Poznaniu.

Długo, kolego, rozmawiamy, czas więc chyba na najważniejsze. Jaki wynik Lecha zadowoli i na jaki rezultat typujesz?

Nawrot: Lecha zadowoli jedynie zwycięstwo, gdyż wszyscy pamiętamy, jaką patologią jest runda finałowa - rok temu poza Lechem i Legią nikt nie traktował jej serio. Tam punktów odrobić się nie da. Zatem - wygrana. 1:0 dla Lecha.

Ferszter: W jednym się zgadzamy - goli w Poznaniu wiele być nie powinno. Solidna obrona Legii, jedna skuteczna kontra i 1:0, ale w przeciwną stronę. W niedzielę powiększamy przewagę do dziewięciu punktów i mocno minimalizujemy wasze szanse na "majstra".

Bijatyki, slipki Borysiuka i Boruc na trybunach. Tak grała Legia z Lechem [ZDJĘCIA]


Jakim wynikiem zakończy się mecz Lech - Legia?
Więcej o: