Marek Saganowski: Naszym obowiązkiem było wygrać z Wisłą [ROZMOWA]

- Bez względu na to, jak układał się ten mecz, nie mieliśmy prawa go zremisować. Tym bardziej u siebie, gdzie po prostu musimy wygrywać - powiedział Marek Saganowski po niedzielnym spotkaniu z Wisłą Kraków (2:2).


Bartłomiej Kubiak: Z Wisłą straciliście dwa punkty czy zdobyliście jeden?

Marek Saganowski: Straciliśmy dwa. Bez względu na to, jak układał się ten mecz, nie mieliśmy go prawa zremisować. Tym bardziej u siebie, gdzie po prostu musimy wygrywać.

W tym roku na Łazienkowskiej wygraliście tylko raz - z Podbeskidziem.

- Na pewno to jest kłopot. Sami komplikujemy sobie życie w ekstraklasie. Z perspektywy kibica sześć punktów przewagi nad Lechem, a nie osiem, sprawi, że w niedzielę ten mecz w Poznaniu będzie ciekawszy, bardziej prestiżowy. Ale my tak do tego nie podchodzimy. Naszym obowiązkiem było wygrać z Wisłą. Tak samo jak obowiązkiem będzie wygrać z Lechem.

Myśleliście, że to będzie łatwiejsze spotkanie?

- Wiedzieliśmy, że Wisła przyjeżdża z nowym trenerem, bez kilku ważnych zawodników, ale to zawsze Wisła. W pierwszej połowie udało nam się doprowadzić do remisu. Od razu po przerwie chcieliśmy przycisnąć, ale ten rzut karny wszystko skomplikował.

Często cofałeś się do środka - to wynikało z taktyki czy z przebiegu gry?

- Miałem takie zadania, by innym zawodnikom robić więcej miejsca z przodu. Wiedzieliśmy, że obrońcy Wisły wysoko wychodzą za napastnikami, dlatego starałem się ich wyciągać za sobą.

Straciliście w tym roku 12 goli w ośmiu meczach. Dużo.

- Za dużo.

Z czego to wynika?

- Jakby je wszystkie przeanalizować, to widać, że najzwyczajniej w świecie brakuje nam koncentracji.

Ty też nie możesz się doczekać swojego 101. gola w lidze.

- Specjalnie go nie wyczekuję. Setkę już strzeliłem. Poza tym weźmy pod uwagę to, że nie gram regularnie. Dzisiaj po raz pierwszy zagrałem drugi mecz z rzędu, odkąd Henning Berg pracuje na Łazienkowskiej. Jestem spokojny. Na pewno ten gol się zbliża.

Z Wisłą najbliżej było w 64. minucie, ale spudłowałeś z kilku metrów.

- Od razu po meczu obejrzałem tę sytuację. Byłem za bardzo odchylony. Faktycznie powinienem zachować się lepiej, ale to nie była tak łatwa sytuacja, jak się wszystkim wydaje.

Nie strzelasz, ale asystujesz - w tym sezonie masz już pięć asyst. Niezły bilans.

- W żadnym wypadku. Te asysty mnie nie cieszą. Powinno być odwrotnie, czyli pięć goli i dwie asysty.

Są rozmowy o nowym kontrakcie?

- O czyim kontrakcie?

Twoim. Zostajesz w Legii na przyszły sezon?

- Na razie nie rozmawialiśmy na ten temat, ale nie chcę kończyć kariery.

Malta, Wietnam, Oman, Ekwador... Egzotyczne przygody zagranicznego zaciągu Legii