Maciej Iwański przed meczem z Legią: Trzeba przyjechać, zaorać boisko i wrócić z trzema punktami

PRZEGLĄD PRASY. - Jaki będzie wynik niedzielnego meczu Legii z Podbeskidziem? Nie dam się namówić na zgadywanie, bo jeden raz w życiu wytypowałem rezultat i skończyło się to dla mnie wyrokiem sądowym - mówi w rozmowie z Przeglądem Sportowym pomocnik drużyny z Bielska-Białej.


Były piłkarz Legii wiosną jest liderem Podbeskidzia. W dwóch meczach strzelił trzy gole. W niedzielę wraz ze swoją drużyną zmierzy się na Łazienkowskiej z zespołem mistrza Polski. Iwański w 2006 roku grał w meczu Cracovia - Zagłębie Lubin, kiedy piłkarze umówili się na bezbramkowy remis. Sprawa po kilku latach wyszła na jaw i zostało wszczęte śledztwo. W 2013 roku Komisja Dyscyplinarna PZPN ukarała go grzywną i dyskwalifikacją na rok w zawieszeniu.

- Na początku 2011 roku otrzymałem propozycję przedłużenia kontraktu z Legią - mówi Iwański "Przeglądowi Sportowemu". - Mogłem zostać w Warszawie na kolejne trzy lata. Do dzisiaj mam na mailu propozycję nowego kontraktu. Nie podpisałem go, bo zaplątałem się w tę nieszczęsną historię. Groziła mi kara i nie chciałem stawiać Legii w kłopotliwej sytuacji - opowiada piłkarz.

Latem 2010 roku w Warszawie dokonano wielu drogich zakupów. Pod wodzą nowego trenera Legia miała szybko zdominować ligę. Jednak po fatalnym początku sezonu Maciej Skorża postanowił wstrząsnąć drużyną i zesłał kilku doświadczonych zawodników do rezerw. - Od składu odsunięto mnie, Kubę Wawrzyniaka i Piotrka Gizę. Zostaliśmy kozłami ofiarnymi. Trzeba było odwrócić uwagę od potrzeby rozliczenia ludzi za nieudane transfery, no to padło na nas. Miało być pięknie, transfery, billboardy, towarzyski mecz z Arsenalem na otwarcie nowego stadionu. Książkę można by o tym wszystkim napisać - wspomina Iwański.

Były legionista dobrze odnalazł się w Bielsku. Jest jednym z najważniejszych ludzi drużynie Podbeskidzia. "Górale", prowadzeni przez Leszka Ojrzyńskiego, uznawani są za grających najostrzej w Ekstraklasie. - Nie gramy może pięknie, ale skutecznie. Nie jesteśmy też brutalami i nie popełniamy wielu fauli. Musimy walczyć twardo, bo daleko nam do Barcelony, nie wygrywamy meczu techniką i finezją. Trzeba czymś nadrabiać braki - odpiera zarzuty 34-letni zawodnik.

Legii nigdy nie grało się łatwo z Podbeskidziem. W rundzie jesiennej mistrzowie Polski przegrali na wyjeździe 1:2. W niedzielę też nie mogą liczyć na łatwą przeprawę. - Trzeba przyjechać, zaorać boisko i wrócić z trzema punktami. Udało się jesienią w Bielsku-Białej, może uda się w Warszawie - kończy Iwański.