Jakub Kosecki: Z Dnipro wypadłem katastrofalnie, to był chyba najgorszy mecz w moim życiu [ROZMOWA]

- Obrywa mi się za fryzury, za tatuaże, za styl życia. Praktycznie non stop za wszystko. Ale ja rozumiem pracę dziennikarzy, a konstruktywną krytykę szanuję, dlatego w pełni się zgadzam, że z Dnipro wypadłem katastrofalnie.


W niedzielę mistrzowie Polski przegrali 1:3 z Jagiellonią Białystok na inaugurację wiosny w ekstraklasie. Henning Berg w tym spotkaniu postawił na zmienników. Wśród nich na 24-letniego Jakuba Koseckiego, który na początku sezonu stracił miejsce w podstawowym składzie.

Bartłomiej Kubiak: Zremisowaliście ze Śląskiem w pierwszym meczu ćwierćfinału Pucharu Polski, przegraliście w lidze z Jagiellonią. Są obawy przed czwartkowym meczem z Ajaksem?

Jakub Kosecki: Jest frustracja, ale obaw nie ma. Każdy z nas zdaje sobie sprawę z rangi meczów z Ajaksem. To jedne z ważniejszych spotkań w ostatnim czasie. Chyba najważniejsze od dwumeczu ze Steauą Bukareszt, kiedy ponad dwa lata temu walczyliśmy o Ligę Mistrzów. Presja jest duża, ale nikt nie panikuje. Każdy z nas jest świadomy, że stać nas na dużo lepszą grę.

Czyli w niedzielę to Legia była słaba, a nie Jagiellonia tak dobra?

- Jagiellonia nas niczym nie zaskoczyła. Wiedzieliśmy, że będzie grała z kontry. To my zagraliśmy poniżej nawet przyzwoitego poziomu. Nie wypada nam przegrywać takich meczów, tracić trzech goli na własnym stadionie. Jesteśmy na siebie wściekli.

Trener po meczu w szatni też był na was zły?

- Padło kilka ostrych słów z jego strony, ale nie zamierzam ich teraz tutaj przytaczać. To, co się dzieje w szatni, zostaje w szatni.

Pomijając słaby występ z Jagiellonią, chyba nie jesteś zadowolony z roli, jaką odgrywasz w tej drużynie?

- Skład ustala trener Berg, a ja szanuję jego decyzje. Mogę tylko powiedzieć, że Legia Warszawa, ten klub, to jest mój dom. Czuję się tutaj świetnie. Wiem, że oczekiwania są ogromne. Wiem też, że stać mnie na więcej.

Ale po sparingu z Dnipro Dniepropietrowsk byłeś zły na dziennikarzy, że skrytykowali twoją słabą grę.

- Głowa się trochę zagrzała, ale to dlatego, że nie znaliście szczegółów.

To znaczy?

- Nie chcę się teraz tłumaczyć i usprawiedliwiać tym, że byłem chory, miałem gorączkę i po to, by zagrać w tamtym sparingu, brałem leki przeciwbólowe.

Miało to sens?

- Pewnie nie, ale moja pozycja w drużynie jest taka, że muszę walczyć w każdym meczu, na każdym treningu, by przekonać trenera do siebie. Występ z Dnipro to nie było zbyt mądre posunięcie, ale już tak mam. Dwa lata temu też brałem zastrzyki, zaciskałem zęby i grałem. To jest ta moja zawziętość, o której być może niewiele osób wie.

Czyli w sumie zgadzasz się z tym, że z Dnipro zagrałeś słaby mecz?

- Obrywa mi się za fryzury, za tatuaże, za styl życia. Praktycznie non stop za wszystko. Ale ja rozumiem pracę dziennikarzy, a konstruktywną krytykę szanuję, dlatego w pełni się zgadzam, że z Dnipro wypadłem katastrofalnie. Zresztą, byłeś na tym sparingu w Hiszpanii i sam widziałeś, że przewracałem się nawet o własne nogi. To był chyba najgorszy mecz w moim życiu. Nie chcę jednak już do niego wracać i się specjalnie usprawiedliwiać.

Jesienią po meczu z GKS w Bełchatowie mówiłeś, że nie musisz nikomu nic udowadniać. Nadal tak twierdzisz?

- Zostawmy to, bo już legendy chodzą na temat tych moich słów. Cóż, już taki jestem. Nie uciekam od mediów, ale czasami palnę coś głupiego albo powiem o kilka słów za dużo. Czy nie muszę nikomu nic udowadniać? Oczywiście, że muszę! Przede wszystkim sam sobie muszę udowadniać, że jestem normalnym człowiekiem.

Zimą miałeś odejść do Lechii, to prawda?

- Były jakieś zapytania, rozmowy, ale zostaję w Warszawie. Nie będę jednak ukrywał, że Lechia to jedyny polski klub, do którego mógłbym z Legii odejść. Byłem w Gdańsku na wypożyczeniu, mam tam wielu znajomych, ale - jeszcze raz powtórzę - to Legia jest moim domem i w niej chcę walczyć o swoje.