Michał Masłowski: Nie jestem zadowolony ze swojego debiutu [ROZMOWA]

- Na pewno w Hiszpanii wyglądało to lepiej. Dzisiaj przede wszystkim zanotowałem za dużo strat. Dużo pracy mnie jeszcze czeka, by zacząć grać na odpowiednim poziomie - krytycznie ocenił swój debiut w meczu ze Śląskiem (1:1) nowy nabytek Legii Michał Masłowski.


Konrad Ferszter: Jak oceniłbyś swój oficjalny debiut w Legii?

Michał Masłowski: Nie wiem, jak spojrzy na to trener Henning Berg, ale ja ze swojej postawy nie jestem zadowolony. Większa szkoda jednak, że nie dowieźliśmy korzystnego wyniku albo nie strzeliliśmy drugiego gola. Tak jeden indywidualny błąd w obronie spowodował, że zamiast wygranej do Warszawy wracamy z remisem.

Miejscem w wyjściowym składzie zaskoczony być nie mogłeś.

- Starałem się jak najlepiej prezentować na treningach w trakcie obozu w Hiszpanii. Musiałem zrozumieć nową taktykę, wskazówki i porady, które pomogą mi w odnalezieniu się w Legii. Widocznie spodobałem się trenerowi, skoro dał mi dzisiaj szansę.

Jak porównałbyś ten występ do sparingu, w którym wystąpiłeś?

- Na pewno w Hiszpanii wyglądało to lepiej. W meczu ze Śląskiem przede wszystkim zanotowałem za dużo strat. Dużo pracy mnie jeszcze czeka, by zacząć grać na odpowiednim poziomie.

Dzisiaj miałeś jednak kilka okazji strzeleckich.

- Tak i szkoda, że nic nie wpadło. Wynikało to z faktu, że moja rola w Legii jest inna, w porównaniu do tego, co musiałem grać w Zawiszy.

Na czym polegają zmiany?

- Przede wszystkim gram bliżej bramki rywala. W meczu ze Śląskiem ustawiony byłem bliżej lewej strony, "Rado" bliżej prawej. To różnica w grze, którą ja odczuwam najbardziej.

A jak czujecie się pod względem fizycznym? Do Polski wróciliście we wtorek, w środę już wylecieliście do Wrocławia.

- Mogę mówić tylko za siebie. Zaliczyłem dwa obozy - z Zawiszą i trochę inny z Legią. Siły są, zdrowie dopisuje, więc oby tak dalej.

Jesteś z pobliskiego Strzelina. Serce zabiło mocniej przy okazji gry we Wrocławiu?

- Na pewno tak. Wszystkie moje najlepsze wspomnienia związane są właśnie z Dolnym Śląskiem. Na meczu byli moi znajomi, więc bardzo miło mi, że w końcu mogłem tutaj zagrać, bo wcześniej przez kontuzje, jakie nękały mnie w Zawiszy, nie było mi to dane.