Jakub Kosecki daleko od pierwszego składu Legii. Bardzo daleko

- Podejmował złe decyzje, marnował okazje na groźne kontry, przewracał się, zaliczał bezmyślne faule. W sparingu z Dniprem Dniepropietrowsk (1:3) Jakub Kosecki nie pokazał nic, co mogłoby skłonić Henninga Berga do dania mu szansy - pisze Bartłomiej Kubiak, który obserwuje zgrupowanie legionistów w Hiszpanii.


W ostatnim zimowym sparingu przed startem rundy wiosennej mistrzowie Polski - zmiennicy, gracze młodzi i wracający po kontuzjach - zaprezentowali się słabo. A wśród nich bardzo słabo wypadł Jakub Kosecki, po którym można byłoby się spodziewać, że od początku zimowych przygotowań będzie ostro walczył o miejsce w składzie. Tylko że 24-letni skrzydłowy od jakiegoś czasu powtarza, że nikomu nic udowadniać nie musi. I na razie faktycznie nie udowadnia. Od pierwszego składu Legii jest daleko. Bardzo daleko.

Od początku sparingu z Dniprem najbardziej uprzykrzał mu życie prawy obrońca Walery Łuczkiewycz. Już w 4. minucie pod własną bramką ograł on Koseckiego, przepuszczając mu piłkę pod nogami. Później było jeszcze gorzej. Kosecki podejmował złe decyzje - w 9. minucie, choć przechwycił piłkę w środku boiska, to zamiast się z nią rozpędzić (Legia wychodziła czterema zawodnikami, na trzech piłkarzy Dnipra), podał niedokładnie w kierunku Orlando Sa.

Dwie minuty później pobiegł znowu pod własną bramkę - gonił piłkarza Dnipra, ale zamiast mu przeszkadzać, to zderzył się z Tomaszem Brzyskim i Ukraińcy wywalczyli rzut rożny. Po tej sytuacji Kosecki zaklął, próbował się sam zmotywować, ale niewiele to pomogło.

W 17. minucie zachował się odwrotnie niż w dziewiątej - tym razem, zamiast podawać, zaczął szarżować. Skończyło się tak, że piłkę po raz kolejny zabrał mu Łuczkiewycz. W 25. minucie Kosecki był na czystej pozycji, dostał dobre podanie od Helio Pinto, ale się poślizgnął i nawet nie przejął piłki. Dziesięć minut później w końcu nie wytrzymał i sfrustrowany sfaulował Łuczkiewycza.

Kosecki miejsce w składzie Legii stracił na początku sezonu. Na prawym skrzydle Berg zaczął wówczas stawiać na Michała Kucharczyka. A ten nie zawodzi go do dziś (z Dniprem zaliczył asystę przy golu Marka Saganowskiego). Po zimowych sparingach można się zacząć zastanawiać, czy od Koseckiego wyżej w hierarchii skrzydłowych nie jest teraz młody Adam Ryczkowski, który w czwartek strzelił dwa gole w sparingu z Dinamem Bukareszt (4:2).