Michał Masłowski do Legii pasuje. Dobry występ z Dinamem

- Po pierwszym sparingu trudno uznać, że Michał Masłowski - najdroższy zimowy transfer mistrzów Polski, piłkarz pozyskany z Zawiszy za mniej więcej 800 tys. euro - już się spłaca, ale pomocnik na pewno udowodnił, że warto na niego stawiać - pisze obserwujący zgrupowanie Legii Bartłomiej Kubiak ze Sport.pl.


Czwartkowy sparing z Dinamem Bukareszt zaczął się od wyniku 0:1 w 9. minucie, ale po stracie gola Legia ruszyła do ataku i szybko strzeliła trzy bramki - najpierw trafił 17-letni Adam Ryczkowski po asyście Michała Żyry, potem wybijaną sprzed bramki piłkę głową do siatki skierował Tomasz Jodłowiec, dwie minuty później Ryczkowski spokojnie wykorzystał sytuację sam na sam, a tuż przed przerwą Miroslav Radović strzelił gola z podania Masłowskiego.

Ten ostatni, mimo że w Legii jest zaledwie od pięciu dni, to taktykę drużyny Henninga Berga pojął szybko. Na treningach, ale też w sparingu, nie było specjalnie widać, że 25-letni pomocnik dopiero uczy się legijnych schematów.

Przez pierwsze 20 minut nikt nie biegał w Legii więcej niż właśnie Masłowski. Ustawiony w ataku tuż za Radoviciem nie tylko pokazywał się z przodu, właściwie częściej wracał się do środka boiska, gdzie walczył, rozgrywał, faulował i pomagał w przerywaniu akcji.

Po pierwszym sparingu trudno oczywiście uznać, że Masłowski - najdroższy zimowy transfer mistrzów Polski, piłkarz pozyskany z Zawiszy za mniej więcej 800 tys. euro - już się spłaca, ale pomocnik na pewno udowodnił, że warto na niego stawiać.

W sparingu z Dinamem aktywny był od początku - już w 2. minucie zszedł do lewej strony, minął rywala i zagrał w pole karne do Radovicia. Pod koniec pierwszej połowy sprytnie przepuścił piłkę do Serba, który podwyższył na 3:1. Może jeszcze nie współpracował z Serbem tak dobrze jak kontuzjowany obecnie Ondrej Duda, ale bardzo się starał. I jak na pierwsze spotkanie - zagrał dobrze.

Masłowski zszedł z boiska po 60 minutach, zastąpił go Marek Saganowski. Ale ta godzina wystarczyła, by pokazać, że pasuje do Legii. Że nauka nowej taktyki, przejście z ostatniej do pierwszej drużyny ekstraklasy wcale nie musi być tak trudne.