"Kuchy King", czyli superbohater Kucharczyk, który żywi się tatarem

- Gwiazdą nie będę, internetowy celebryta też mnie nie interesuje - mówi Michał Kucharczyk. Ale "Kuchy King" już jest superbohaterem komiksu o Legii.


"Kuchy King". Tę ksywkę Kucharczyka, 24-letniego skrzydłowego Legii, zna prawdopodobnie większość kibiców, pracowników i piłkarzy klubu z Łazienkowskiej. Większość, bo nie wszyscy. - Pierwsze słyszę. Dla mnie "Kuchy" to "Kuchy" - mówi Duszan Kuciak. Ale bramkarz Legii w mediach, jakichkolwiek, udzielać się nie lubi. Co innego Jakub Rzeźniczak, który jako jedyny legionista sam prowadzi swoje profile na Facebooku, Twitterze i Instagramie. - Większość chłopaków z drużyny śledzi internetowe przygody Kucharczyka - mówi Rzeźniczak. - Te komiksy są dla nas zabawne, ale najważniejsze jest to, że sam "Kuchy" się z nich śmieje - dodaje.

O co chodzi? O komiks La Famillia, krótkie odcinki składające się z kilku zdjęć, którymi wydarzenia z Łazienkowskiej komentuje internauta Lord Koks. Niemal codziennie prezentuje on nowy odcinek przygód superbohaterów - Bogusława Leśnodorskiego, Michała Żewłakowa i, najczęściej, Michała Kucharczyka. Komiksy utrzymane są w klimacie pastiszu "Ojca chrzestnego" Francisa Forda Coppoli. Leśnodorski odgrywa w nich główną rolę, Żewłakow jest jego prześmiewczym asystentem, a Kucharczyk piłkarzem, który m.in. żywi się tatarem. Skąd te oryginalne pomysły? Lord Koks nie chciał rozmawiać o swoich inspiracjach.

Kucharczyk porozmawiał, ale z oporami. - Żadnych wywiadów nie udzielam - rzucił "Kuchy King". - To powiedz tylko, czy jesteś "King" - dopytaliśmy. - Wiadomo, że jestem - stwierdził tym razem bez namysłu. - Możesz napisać, że nie obrażam się na te komiksy. Jeśli one sprawiają komuś frajdę, powodują, że jego życie staje się lepsze, to ja nie mam z tym problemu. Niech sobie ktoś je tam tworzy i wrzuca. Sam czasami się z nich śmieję, choć część tych dowcipów na mój temat to są zwykłe "suchary" - dodaje po chwili.

Kucharczyk, jeden z największych wesołków w drużynie, ulubionego komiksu ze swoim udziałem wskazać nie potrafi, ale zdarza mu się podłapywać wątki. - Tatar zaczyna działać - rzucił na wtorkowym treningu po tym, jak oddał celny strzał w okienko. - Mam do siebie dystans, lubię żartować, tatara też lubię - mówi Kucharczyk, który w Sotogrande najbliżej trzyma się z Markiem Saganowskim, Inakim Astizem i Bartoszem Bereszyńskim. Cała czwórka po treningach często zamyka się w pokojach hotelowych i gra w sieciowe gry (m.in. League of Legends).

Dlaczego to właśnie on jest jednym z bohaterów komiksu? Może dlatego, że wywołuje u kibiców Legii skrajne emocje. Na boisku potrafi zadziwić sprintem, błyskotliwym zagraniem, nawet hat trickiem, ale też strzałem w dach stadionu czy zepsuciem doskonałej sytuacji. Skuteczny bywa czasami, ale na pewno ciągle jest niezłomny. Przez pięć lat w Legii zaliczał wzloty i upadki - po dobrym debiucie był nadzieją, ale bywał też niechciany, krytykowany i sfrustrowany. W ostatnich latach miotał się między kadrą reprezentacji Polski a ligową przeciętnością.

Rok temu mało brakowało, a odszedłby z Łazienkowskiej. Henning Berg szybko wyselekcjonował grupę piłkarzy, na których stawiał - na lewym skrzydle widział najpierw Brazylijczyka Guilherme, a gdy ten doznał kontuzji, szansę otrzymał Henrik Ojamaa. I chociaż Estończyk notorycznie zawodził, to miejsca w składzie nie tracił.

Kucharczyk dostał zielone światło na szukanie sobie nowego klubu. Pytała o niego Wisła Kraków, ale skrzydłowy chciał zostać w Warszawie. - Pojawiały się pomysły, żeby Legię opuścić, ale za każdym razem podejmowałem walkę. Cieszę się, bo ostatecznie i tak wychodziło na moje - mówi teraz.

Skrzydłowy Legii przetrwał kryzysy. Z ostatniego wyszedł latem, kiedy na początku sezonu wygrał rywalizację z Jakubem Koseckim. Berg w pucharowych meczach stawiał na niego regularnie, a ten odwdzięczał mu się dobrą grą i golami z Celtikiem, Aktobe i Trabzonsporem.

- Bez względu na to, co robię, i tak zawsze ktoś mnie skrytykuje - mówi Kucharczyk. - Ale nie rusza mnie to. Na pewno gwiazdą nigdy nie będę. Bycie internetowym celebrytą też mnie nie interesuje - przekonuje Kucharczyk. Jednak w skupionym w mediach społecznościowych środowisku legijnym i tak zaczyna już być postacią kultową. - Ale to nie ja przyszedłem do tego Twittera. To Twitter przyszedł do mnie - kończy.