Legia Grande. Spokojny jak Masłowski

- Trochę cichy, zamknięty w sobie, ale z każdym dniem też coraz bardziej przekonany, że pasuje do tej drużyny. Taki jest Michał Masłowski na zgrupowaniu Legii w Sotogrande - pisze obserwujący obóz mistrzów Polski Bartłomiej Kubiak ze Sport.pl.


- Daj mi słowo honoru, że nie puścisz tego wcześniej. Legia na razie zabroniła mi udzielać wywiadów - mówił po piątkowym sparingu Zawiszy ze Spartakiem, kiedy próbowałem go przekonać do rozmowy. Udało się, porozmawialiśmy przy włączonym dyktafonie, ale dałem słowo, poczekałem. Widziałem, jak jest przejęty.

Po Masłowskim już teraz widać, że to nie jest typ piłkarza, który na każdym kroku będzie wszystkim przypominał, że kosztował 800 tys. euro (najwięcej od 2010 r., kiedy do Warszawy za milion euro przyszedł Ivica Vrdoljak). Bliżej mu do zawodnika wyciągniętego z legijnej akademii niż do najdroższego zimowego transferu w ekstraklasie. Nie zmienia to faktu, że na treningach nie odstaje od reszty. Dzięki czemu też coraz więcej się uśmiecha i nabiera pewności siebie. Bo sam widzi, że nie odstaje od reszty.

Masłowski od pierwszych chwili w Legii trzyma się z Igorem Lewczukiem (grał z nim w Zawiszy). Nie dzieli jednak z nim pokoju. Mieszka razem z Konradem Jałochą, który charakterologicznie jest jego odbiciem w lustrze. Obaj są raczej cisi, zamknięci w sobie, nie wyrywają się przed szereg.

Jałosze nie udało się przebić do pierwszego składu. Czy uda się Masłowskiemu?