Krystian Bielik: Chcę spełniać marzenia. Wierzę Wengerowi [ROZMOWA]

- Liczę na to, że oba kluby się ze sobą dogadają i wyjadę do Londynu, by spełniać swoje marzenia - mówi młody legionista. I twierdzi, że już szuka walizki na wyjazd do Londynu.


Krystian Bielik do Legii trafił latem z akademii Lecha Poznań. Mistrzowie Polski zapłacili za niego ok. 50 tys. zł. Teraz zarobić mogą nawet 2 mln euro. Bielikowi najbliżej do Arsenalu Londyn, ale pytają o niego też przedstawiciele AS Romy i Hamburgera SV. - Kierunek włoski mnie w ogóle nie interesuje - mówi stanowczo młody zawodnik, jeszcze legionista, który w niedzielę skończył 17 lat.

Bartłomiej Kubiak: Jaki najfajniejszy prezent dostałeś na święta?

Krystian Bielik: Buty, ale nie piłkarskie - model Nike Rosh Run. Sam je sobie wybrałem i zaprojektowałem według własnego wzoru.

Myślałem, że może coś związanego z Arsenalem.

- W Londynie akurat byłem jeszcze przed świętami. Ta wizyta to był dla mnie taki przedświąteczny prezent.

Gdyby pół roku temu ktoś powiedział ci, że od stycznia będziesz piłkarzem Arsenalu - jak byś zareagował?

- Najpierw bym się roześmiał, popukał w czoło, a po chwili zaczął rozglądać w poszukiwaniu ukrytej kamery.

Kiedy po raz pierwszy dowiedziałeś się o tym, że interesuje się tobą Arsenal?

- Dokładnie 21 listopada. Pamiętam, że spotkałem się wtedy z moim menedżerem. Pan Czarek Kucharski powiedział mi, że Arsenal jest już praktycznie na mnie zdecydowany i zaprasza mnie do Londynu. Nawet po jego słowach ciężko mi było w to wszystko uwierzyć.

Jak dokładnie przebiegała twoja wizyta w Londynie?

- Do Londynu poleciałem na dwa dni z menedżerem. Na lotnisku czekał na nas kierowca, który zawiózł nas do hotelu. Wieczorem spotkaliśmy się na kolacji z szefem skautingu Arsenalu. Następnego dnia zwiedziłem klubową akademię, obejrzałem trening pierwszej drużyny. Mogłem w Londynie zostać na święta albo przylecieć 26 grudnia na mecz z Queens Park Rangers. Zdecydowałem się jednak ten czas spędzić z najbliższymi w Polsce. Przez te dwa dni poznałem tam wystarczająco dużo.

Zawodników z pierwszej drużyny też?

- Tak, każdy z nich się ze mną przywitał, niektórzy chwilę porozmawiali. Z tych najważniejszych graczy nie poznałem tylko Jacka Wilshere'a.

Co zrobiło na tobie największe wrażenie podczas tej wizyty?

- Nastawienie ludzi, ale przede wszystkim infrastruktura. Osiem podgrzewanych boisk z piękną zieloną, naturalną trawą równą jak stół. Aż chciało się na nich potrenować.

To prawda, że Arsene Wenger obiecał ci, że będziesz trenował z pierwszym zespołem?

- Od trenera usłyszałem wprost, że jeśli trafię do Arsenalu, to on od razu bierze mnie pod swoje skrzydła. Ale powiedział mi też, że doświadczenie nauczyło go, że często nawet starsi ode mnie zawodnicy, którzy przychodzą do Arsenalu z zagranicy, mają problemy z szybką aklimatyzacją i przystosowaniem się do angielskiej piłki. I jeśli ze mną byłoby podobnie, to wtedy przejdę do drużyny U-21. Powiedział to jasno, ale przy tym zaznaczył, że we mnie wierzy i jeśli będę sobie radził, to na pewno cały czas będę trenował z pierwszym zespołem i dostanę od niego szansę gry. Wierzę mu, bo wiem, że nie boi się stawiać na młodzież. Wystarczy przypomnieć sobie ostatni mecz z Galatasaray w Lidze Mistrzów, w którym na drugą połowę wpuścił na boisko trzech 17-latków.

Śledziłeś wcześniej mecze Arsenalu?

- Nieszczególnie. Z ligi angielskiej najbardziej interesowałem się meczami Manchesteru City. Ale nie dlatego, że kibicuję tej drużynie, tylko dlatego, że gra tam mój piłkarski idol Yaya Toure.

Jak piłkarze Legii reagują na twój transfer do Arsenalu?

- Opinie są różne, ale większość chłopaków mówi, że na moim miejscu nawet by się nie zastanawiali. Że podjęliby ryzyko, bo taka szansa może się nie powtórzyć. Takich ofert się po prostu nie odrzuca.

Trener Henning Berg z kolei powtarza, że zależy mu na tym, byś został w Legii. Rozmawiałeś z nim na ten temat?

- Już na początku, jak pojawiły się pierwsze informacje, że Arsenal się mną interesuje, trener Berg zaprosił mnie do swojego gabinetu. Pierwsze, co zrobił, to mi pogratulował i powiedział, że powinienem być dumny, że taki klub się mną zainteresował. Ale faktycznie po chwili dodał, że liczy na mnie i najlepiej byłoby, gdybym został w Legii. Że na wiosnę na pewno dostanę od niego więcej szans na grę.

I jaką podjąłeś decyzję - odchodzisz z Legii?

- Chciałbym wyjechać, spróbować, ale z drugiej strony podchodzę do tego spokojnie. Kluby się jeszcze nie dogadały. Nic nie jest podpisane. Słyszałem, że Legia odrzuciła propozycję Arsenalu, ale podobno pierwszą ofertę zawsze się odrzuca. Czekam na to, co się wydarzy. Spakowany jeszcze nie jestem, choć już rozglądam się za jakąś większą walizką, bo jak wyjadę, to pewnie prędko nie wrócę.

Spekuluje się, że plany Arsenalu może pokrzyżować AS Roma albo Hamburger SV. Słyszałeś o zainteresowaniu tych klubów?

- Tak, menedżer mnie o wszystkim informuje. Ale jak mam być szczery, to kierunek włoski mnie w ogóle nie interesuje. Liczę na to, że Legia dogada się z Arsenalem i wyjadę do Londynu, by tam walczyć o miejsce w składzie i spełniać swoje marzenia.

Czym różni się Legia od Lecha?

- Nie wiem, jak jest w seniorach Lecha, bo z nimi nie trenowałem, ale jeżeli chodzi o juniorów, to największą różnicą jest to, że w Warszawie trenują oni na sztucznej murawie, a w Poznaniu, konkretnie we Wronkach, na boiskach z naturalną trawą. To jest na pewno duży plus Lecha. Minusem są wspomniane Wronki. To małe miasto, w którym niewiele się dzieje. W Warszawie młody chłopak po szkole i treningach ma więcej możliwości - może wyjść do kina, teatru czy na kręgle. Co do samego szkolenia, to myślę, że oba kluby się rozwijają i są na podobnym poziomie. Wygląda to dobrze, ale zwiedzając bazę Arsenalu, widziałem też, że do tych najlepszych jeszcze nam trochę brakuje.

Zagrałeś pięć spotkań w ekstraklasie, z czego dwa mecze w wyjściowym składzie - to dużo czy mało?

- Przychodząc do Legii, w ogóle nie spodziewałem się, że jesienią wybiegnę na boisko choćby na minutę. Myślałem, że spokojnie będę wszystko poznawał, trenował i jeśli już dostanę szansę od trenera, to dopiero na wiosnę. Stało się inaczej, z czego bardzo się cieszę.

Zadebiutowałeś szybko, bo już w sierpniu - w 6. kolejce ekstraklasy rozegrałeś całe spotkanie przeciwko Koronie Kielce.

- Megaprzeżycie, które dało mi pozytywnego kopa. Po tym spotkaniu, a właściwie po dwumeczu z Celtikiem, praktycznie za każdym razem łapałem się do meczowej osiemnastki. To mnie nakręcało do jeszcze cięższej pracy.

Ale na kolejny występ w ekstraklasie czekałeś aż do października. Zagrałeś wtedy z Piastem, Legia przegrała w Gliwicach 1:3, a trener Berg zdjął cię z boiska już w przerwie. Nie załamało cię to?

- W szatni byłem podłamany, ale zaraz po meczu, przy autokarze, podszedł do mnie trener "Paco" i powiedział mi, że zostałem zdjęty tylko dlatego, że przegrywaliśmy 0:2, a ja dostałem żółtą kartkę. Jak już dojechaliśmy do Warszawy, to usłyszałem to samo od trenera Berga. Później pochwalił mnie też "Rado". Mimo że przegraliśmy, to trochę mnie to podbudowało i uspokoiło.

Co przez ostatnie pół roku poprawiłeś w swojej grze?

- Bardziej od techniki poprawiłem taktykę. Odpowiedzialność w grze. Trenerzy często zwracali mi uwagę, że grając na pozycji defensywnego pomocnika, nie zawsze muszę podejmować ryzyko. Uczyli mnie, że warto czasami zagrać do tyłu bądź do boku, zamiast na siłę szukać podania do przodu. Dziękuję im za to. I wiem, że nawet jeśli teraz stałoby się tak, że zostanę w Legii, to na pewno nie będę żałował. Tutaj też mam się od kogo uczyć.

Więcej o: