Legia dalej szuka sprawców zajść w Lokeren

Trzy tygodnie po meczu w Lokeren warszawski klub wciąż nie zidentyfikował winnych rasistowskich okrzyków i starć z belgijską policją. UEFA wymierzyła wtedy Legii karę 105 tysięcy euro i dwóch meczów bez publiczności, w tym w 1/16 finału Ligi Europy z Ajaxem Amsterdam, który odbędzie się 26 lutego.


Zaraz po meczu w Lokeren większościowy właściciel klubu Dariusz Mioduski grzmiał: "Jestem wściekły. Chcę, żebyśmy domagali się odszkodowania finansowego od sprawców, jeśli tylko uda się zebrać dowody". Ale okazuje się, że osoba, która zajmuje się w Legii przeglądaniem monitoringu, na co dzień ma też inne zadania.

- Być może niektórzy sądzą, że z dnia na dzień powinniśmy znaleźć winnych, ale to tak nie działa. Z oczywistych powodów. Zbieranie dowodów trwa w każdej sprawie, a szczególnie międzynarodowej. Zakończyła się runda ligowa i będzie więcej czasu, żeby zamknąć sprawę - przekonuje Tomasz Zahorski, odpowiadający w klubie za kontakty z UEFA.

- Sprawdzamy, jak działają w podobnych sytuacjach inne kluby w Europie. Przypadków jest ostatnio sporo. Dopóki nie będziemy mieli pewności co do skuteczności, nie chcemy niczego ogłaszać - mówi i dodaje: - Analizujemy też pozwy cywilne za zamieszki w Wilnie z 2007 roku.

Legia pozwała wtedy 26 osób, aby zapłaciły 82 tys zł, które Vetra zażądała od niej za zniszczenia na stadionie w Wilnie. Warszawski klub procesował się o kwoty od kilku do kilkunastu tysięcy. - Po zamieszkach na naszym stadionie z Jagiellonią w marcu, ustalenie sprawców zajęło nam około trzech tygodni - tłumaczy Bogdan Kuzio, szef bezpieczeństwa na stadionie Legii.

I dodaje: - Materiału mieliśmy wtedy dużo więcej i był on lepszej jakości. Obraz z kamer ze stadionu w Lokeren ma słabszą rozdzielczość niż z naszego i nie obejmuje całej trybuny. Lepsza jest jakość obrazu z kamery skierowanej na tył trybun, tam, gdzie doszło do zamieszek z policją. I jeszcze jeden problem: na bramce wejściowej w Lokeren nie prowadzono identyfikacji wchodzących fanów.

Na trybunie za bramką było 886 kibiców Legii. Kupili bilety rozprowadzane przez warszawski klub. Legia ma ich dane, ale przed meczem dostała od Lokeren dodatkowe dwieście biletów na mniejszą, boczną trybunę. Ich dystrybucja odbyła się w chaotycznych warunkach.

- Postanowiliśmy sprzedać je pod stadionem. Zapisaliśmy dane dużej części tych kibiców. Pozostałych nie zdążyliśmy, bo zaczynał się mecz - przyznaje Kuzio. Legia nie zna więc wszystkich ludzi, którzy siedzieli na jej trybunie. - Posiadanie ich danych i tak niczego by nie zmieniło, bo nie mamy ich wizerunku. Nasi kibice mówili nam też, że policja belgijska dodatkowo wpuściła na mniejszą trybunę kibiców bez biletów, co dodatkowo utrudnia identyfikację.

Na meczu w Lokeren byli holenderscy, belgijscy oraz polscy policjanci w cywilu. W teorii ich wiedza może okazać się równie przydatna co zapis monitoringu. - Po meczu rozmawiałem z jednym z dwóch obecnych na stadionie polskich policjantów, ale nie przekazał mi, czy zidentyfikował uczestników bójki po stronie Legii. Polska policja nie zwróciła się do nas z żadnymi pytaniami - mówi Kuzio. Legia również nie skontaktowała się ze stołeczną policją.

Wydawałoby się, że klub ukarze przynajmniej tych, których aresztowała belgijska policja. Kuzio: - Policja nikogo nie zatrzymała za bójkę. Wepchnęła rozrabiających chuliganów z powrotem na trybunę, ale gdy wychodzili ze stadionu nie próbowała ich zidentyfikować. Belgowie zatrzymali przed meczem w okolicach stadionu oraz na drogach dojazdowych około trzydziestu osób - nietrzeźwych, zachowujących się agresywnie oraz posiadających przedmioty, które zdaniem policji belgijskiej mogły stanowić niebezpieczeństwo. Nie mamy szczegółowych informacji. I nie mogłyby one być podstawą do nałożenia klubowego zakazu stadionowego. Nasz regulamin klubowy mówi, że możemy dać zakazy klubowe za złamanie go na imprezie masowej organizowanej przez nas. A nie za zatrzymanie przez policję poza stadionem.

W Legii przekonują, że kluczowe będą najbliższe tygodnie. - Podobne sprawy wyjaśniamy i doprowadzamy do końca. W sierpniu Legia ukarała dziewięć osób trzymiesięcznymi zakazami za małpie pohukiwanie na meczu z Górnikiem. W maju po spotkaniu z Wisłą na "żylecie" dopatrzyliśmy się okrzyków antysemickich i "Jeb... łódzki Widzew". Cztery osoby dostały za to dwumiesięczne zakazy - mówi Kuzio. - Po burdach na meczu z Jagiellonią dostało je około 45 osób. Za zamaskowanie się, opuszczenie swojego miejsca zostali ukarani sześciomiesięcznym zakazem. Wielu otrzymało dwuletnie, więc wciąż nie ma ich na naszym stadionie - wyjaśnia Kuzio.

Legia dostała też od UEFA 90 dni na pokrycie szkód na belgijskim stadionie, ale w warszawskim klubie uważają, że Lokeren zawyża straty.

Że(L)azna jedenastka, czyli podsumowanie tygodnia w Legii (6): Gdzie Łęczna, gdzie Ajax, gdzie Duda?