Od Duszana Kuciaka, po Marka Saganowskiego. Jak grali jesienią legioniści? [OCENY PO RUNDZIE]

Z 32 piłkarzy skorzystał w pierwszej połowie sezonu trener Legii Henning Berg. Jak grali, czym się wyróżniali, jak ich ocenialiśmy?


Przez całą rundę ocenialiśmy występy legionistów w każdym meczu. Teraz obliczyliśmy średnie, podsumowaliśmy występy każdego z nich. Piłkarzy mistrzów Polski opisujemy w porządku alfabetycznym z podziałem na pozycje:

BRAMKARZE

Dusan Kuciak - (31 meczów; 2786 minut; 25 puszczonych bramek; średnia ocen na Legia.sport.pl: 3,45)

W lidze była to najsłabsza runda Kuciaka od czasu transferu do Legii, czyli od trzech lat. Jesienią przydarzały się mu spotkania słabe (ze Śląskiem, ligowe z Pogonią), bardzo słabe (z Górnikiem Zabrze), a nawet katastrofalne (z Podbeskidziem i Piastem). Często brakowało mu spokoju i koncentracji. Dawał o sobie znać także wybuchowy charakter Kuciaka, na początku rundy nieraz zdarzało mu się zwymyślać na boisku kolegów z obrony.

Ale z drugiej strony nie można zapominać o kapitalnych występach Słowaka w pucharach! Szczególnie w wyjazdowych meczach z Trabzonsporem i Metalistem Charków, które wydatnie pomogły legionistom w ustanowieniu rekordu minut (642 minuty) bez straty gola w europejskich rozgrywkach, a jemu samemu pozwoliły trafić do najlepszej jedenastki fazy grupowej Ligi Europy stworzonej przez prestiżowy portal Goal.com. Innymi słowy - w ważniejszych meczach Kuciak był świetnym, dobrze nam znanym Kuciakiem. W mniej ważnych brakowało koncentracji.

Konrad Jałocha - (4 mecze; 304 minuty; 3 puszczone bramki; średnia ocen: 4)

Największym osiągnięciem 23-latka w rundzie jesiennej było wygranie rywalizacji o miano drugiego bramkarza z Łukaszem Budziłkiem. Na początku sezonu Jałocha kilka razy zastępował Kuciaka. Nie popełnił większych błędów, ale i nie potwierdził, że można go traktować jako naturalnego następcę Słowaka w bramce Legii.

OBROŃCY

Inaki Astiz (19 meczów; 1740 minut; 1 gol; średnia ocen: 3,18)

Solidna runda. Trudno przypomnieć sobie jakiś fenomenalny mecz w wykonaniu Hiszpana, ale i nie przydarzyły mu się katastrofalne występy (no, może poza ligowymi spotkaniami z Pogonią i Górnikiem Łęczna). Astiz pokazał jesienią znane wszystkim atuty - umiejętne czytanie gry, dobre ustawianie się na boisku, niezłe rozegranie piłki. W jego grze brakowało jednak czegoś ekstra, choćby nawet jednego zagrania, które byłoby można zapamiętać na dłużej. Definicja poprawności.

Robert Bartczak (2 mecze; 180 minut; średnia ocen: 3)

Debiut w pierwszej drużynie to i tak ogromny sukces dla nastoletniego zawodnika, z którego Henning Berg chce zrobić prawego obrońcę. Przez większość kariery bowiem Bartczak grywał jako ofensywny pomocnik, ale norweski szkoleniowiec widzi go na razie na pozycji Łukasza Brozia i Bartosza Bereszyńskiego. Zobaczymy, czy w dalszej części sezonu zrobi krok do przodu.

Bartosz Bereszyński (8 meczów; 613 minut; średnia ocen: 2,64)

W rundzie jesiennej nic nie układało się po myśli "Beresia". Stał się "winnym" walkoweru z Celtikiem Glasgow, z przymusu występował na lewej obronie, a na dodatek na początku września doznał kontuzji, która wyeliminowała go z gry na trzy miesiące. Pech pechem, ale trzeba jednak przyznać, że Bereszyński na początku sezonu nie prezentował się najlepiej. Po części jego słabszą dyspozycję można wytłumaczyć tym, że w większości spotkań grywał nie na swojej pozycji, ale nawet kiedy występował na prawej obronie, to nie zachwycał formą. Chaotycznego, bezradnego, podejmującego złe decyzje - takiego właśnie "Beresia" widzieliśmy w pierwszej części sezonu.

Łukasz Broź (26 meczów; 2271 minut; 1 gol; 5 asyst; średnia ocen: 3,34)

Największy wygrany pierwszej połowy sezonu. Na początku rundy tylko zastępował na prawej obronie pauzującego za kartki Bereszyńskiego, aby na jej koniec stać się kluczową postacią zespołu prowadzonego przez Henninga Berga. W jego grze widać szczególnie efekty indywidualnych treningów z Kazimierzem Sokołowskim. Po zajęciach nieraz zostawał jeszcze na boisku, aby pracować nad doskonaleniem swoich umiejętności. Ich efekty widać. Broź potrafi doskonale wyważyć proporcje między grą defensywną i ofensywną - w obronie zazwyczaj nieustępliwy, w ataku najczęściej odważny (asysty). Dobra dyspozycja prawego obrońcy nie umknęła też uwadze Adama Nawałki, który powołał go do kadry narodowej na spotkania z Gruzją i Szwajcarią.

Tomasz Brzyski (17 meczów; 1465 minut; 2 gole; 9 asyst; średnia ocen: 3,11)

Początek rundy miał bardzo przeciętny. Nie radził sobie ze słabo dysponowanymi zawodnikami Celticu (Callum McGregor, szczególnie w Warszawie, ogrywał go z olbrzymią łatwością), a nawet półamatorzy z St. Patrick's sprawiali mu kłopot. Wydawało się, że jego forma jest spowodowana niezaleczoną kontuzją przywodzicieli, z którą zmagał się od rundy finałowej ubiegłego sezonu. Trenerzy jednak nie godzili się na jego operację, bowiem w zespole brakowało dla niego godnego zastępcy. Jedyny, poza Brzyskim, lewy obrońca w kadrze Legii Ronan doznał urazu jeszcze w czasie letnich przygotowań i nie było wiadomo, kiedy wróci do pełni zdrowia (ostatecznie nie zaleczył kontuzji i został odesłany do Brazylii, nie zaliczając w barwach Legii ani jednego występu), dlatego sztab szkoleniowy nie chciał ryzykować. W połowie sierpnia jednak wszystko się zmieniło. "Brzytwa", jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wrócił do wysokiej formy z poprzedniego sezonu. I utrzymywał ją do spotkania z Lechią Gdańsk, kiedy doznał urazu mięśni brzucha, który przyspieszył zaplanowaną pierwotnie na grudzień operację przywodziciela.

Dossa Junior (12 meczów; 1080 minut; 3 gole; średnia ocen: 3,16)

Jak na polskie warunki obrońca prawie kompletny - silny fizycznie, dobry technicznie, agresywny, lecz nie brutalny. Ale prawie robi wielką różnicę, i tak właśnie jest w przypadku Dossy. Portugalczyk z cypryjskim paszportem często traci koncentrację, gra zbyt ryzykownie i nonszalancko, przez co zdarzają się mu pomyłki. Jesienią większe czy mniejsze błędy przydarzyły się Juniorowi w spotkaniach z Lechem, Śląskiem czy Górnikiem Zabrze. To wszystko potrafi jednak nadrobić w polu karnym rywala. Świetna gra głową i instynkt strzelecki, którego nie powstydziłby się niejeden napastnik, sprawiają, że jest groźny przy każdym stałym fragmencie gry. Pokazał to szczególnie w meczu ze Śląskiem, kiedy po rzutach rożnych zdobył dwie bramki.

Guilherme (11 występów; 866 minut; 1 asysta; średnia ocen: 3,32)

Po kontuzji Brzyskiego Berg musiał szybko znaleźć zastępstwo dla swojego podstawowego lewego obrońcy. Norweg zdecydował się postawić na wracającego właśnie do zdrowia Guilhereme. I okazało się, że miał rację. Ta decyzja była jednak ryzykowna z dwóch powodów. Po pierwsze, Brazylijczyk przez ostatnie pół roku był kontuzjowany i jego forma stała pod znakiem zapytania. Po drugie, "Gui" wcześniej prawie nigdy nie grywał na boku obrony i tak naprawdę nikt nie potrafił powiedzieć, jak będzie sobie radził na tej pozycji. Spisał się jednak świetnie. Był agresywny i nieustępliwy, a wszystkie błędy w defensywie, wynikające najczęściej z braku doświadczenia, nadrabiał walecznością. Guilherme pokazał jesienią, że może być dla Brzyskiego nie tylko godnym zastępcą, ale i groźnym rywalem.

Mateusz Hołownia (1 mecz; 1 minuta; średnia ocen: brak)

Zagrał minutę w meczu o Superpuchar Polski z Zawiszą, dzięki czemu został najmłodszym piłkarzem, który kiedykolwiek wystąpił w barwach Legii (w dniu meczu z bydgoszczanami miał 16 lat i 64 dni). Nic więcej o Hołowni nie można powiedzieć. Ale na "więcej" ma jeszcze czas.

Igor Lewczuk (13 meczów; 974 minuty; średnia ocen: 2,47)

Latem przychodził do Legii nie jako gwiazda, ale jako uzupełnienie składu. Nie podołał jednak nawet tej roli. Choć trzeba przyznać, że nie pomagały mu w tym decyzje trenera Berga, który raz wystawiał go na prawej obronie, innym razem jako stopera, a w ligowym spotkaniu z Zawiszą Lewczuk zagrał nawet na lewej stronie defensywy. Ale rola "zapchajdziury" nie może być dla niego usprawiedliwieniem, bowiem żadnemu ligowcowi nie powinny się zdarzać takie występy jak Lewczukowi z Piastem. A to, że potrafi grać lepiej, udowodnił w spotkaniu pucharowym z Trabzonsporem u siebie, kiedy świetnie zastąpił zawieszonego za kartki Jakuba Rzeźniczaka. W obronie doskonale radził sobie z napastnikami tureckiego klubu, większość kibiców zapamięta jednak jego imponujące ofensywne szarże z końcówki spotkania. Oby wiosną częściej zdarzały mu się takie występy.

Łukasz Moneta (3 mecze; 142 minuty; średnia ocen: 2,5)

Kolejny młody zawodnik próbowany jesienią przez Berga. I kolejny, o którym nie można wiele powiedzieć. Tyle że on, w przeciwieństwie do Hołowni, Bartczaka czy Krystiana Bielika, może nie mieć kolejnych szans, aby udowodnić swoją wartość. Moneta ma bowiem 20 lat (tyle ile Ondrej Duda) i jeśli chce zostać dłużej w Warszawie, to już teraz powinien być stałym bywalcem w pierwszym składzie Legii, a wciąż pozostaje tylko gościem.

Jakub Rzeźniczak (29 meczów; 2573 minut; 3 gole; średnia ocen: 3,25)

Na początku ubiegłego sezonu Jan Urban zdecydował się przestawić Rzeźniczaka na środek obrony. I to była bardzo dobra decyzja. Rzeźniczak od tego czasu utrzymuje wysoki, równy poziom. W każdym meczu gra bardzo solidnie, wywiązuje się ze swoich obowiązków, nie popełniając przy tym większych błędów. W jego grze widać coraz większe doświadczenie - potrafi dobrze się ustawić, umiejętnie zaasekurować kolegów, szybko skorygować własną pomyłkę. Oczywiście w jego grze można dostrzec wady - czasem brakuje mu na boisku spokoju i "chłodnej głowy", przez co zdarzają mu się błędy, jak w pucharowym spotkaniu z Pogonią czy Ruchem. Ale mimo wszystko to Rzeźniczak, obok Brozia, był najlepszym obrońcą Legii w rundzie jesiennej.

Mateusz Wieteska (3 mecze; 225 minut; średnia ocen: 2,75)

Kolejny młody, utalentowany zawodnik. Na środku obrony prezentował się nieźle. Wysoki, dobry technicznie, grający z dużą elegancją, ale i popełniający błędy. Wynikały one jednak w większości w braku doświadczenia. Warto się przyglądać dalszemu rozwojowi Wieteski, bo to kandydat na naprawdę dobrego stopera.

POMOCNICY

Krystian Bielik (6 meczów; 183 minuty; średnia ocen: 3,5)

W meczu z Koroną popisał się efektowną ruletą i tym jednym zagraniem pokazał odwagę, spokój i ogromną swobodę w operowaniu piłką. Ktoś może powiedzieć - czemu tak zachwycać się jednym zagraniem? Moim zdaniem jest powód - mówimy przecież o całkowitym żółtodziobie, który rozgrywał swój pierwszy mecz na poziomie seniorskim. To zagranie opisuje tylko skalę jego talentu. Ale dajmy Bielikowi czas i pozwólmy się spokojnie rozwinąć, a efekty przyjdą same. Choć te kibice Legii zobaczą już pewnie tylko na ekranach telewizorów, bowiem nastolatkiem bardzo poważnie interesuje się Arsenal Londyn i nie jest wykluczone, że jeszcze zimą Bielik przeniesie się na Wyspy.

Ondrej Duda (29 meczów; 2012 minut; 7 goli; 7 asyst; średnia ocen: 3,47)

Ciężko wyobrazić sobie grę Legii bez Słowaka, który jesienią strzelał szalenie ważne bramki dla mistrzów Polski - w wyjazdowych spotkaniach z FK Aktobe i Metalistem. W obecnym sezonie pokazał nie tylko to, co wiosną po przyjściu z Koszyc, ale o wiele więcej, udowadniając, że ciężko pracuje na treningach, aby z każdym miesiącem stawać się coraz lepszym piłkarzem. Swoboda w operowaniu piłką, doskonała technika, wiara we własne możliwości. Prawdziwy talent.

Duda czasem bywa niewidoczny, nie bierze na siebie odpowiedzialności, unika gry, ale nawet wtedy pojedynczym zagraniem potrafi zmienić przebieg każdego spotkania. Jeśli tylko nie będzie miał przestojów i ustabilizuje formę, może stać się kimś więcej niż gwiazdą polskiej ligi. I widzą to również przedstawiciele największych europejskich klubów. Słowakiem interesują się Everton, Newcastle, a włoskie Napoli jest nawet gotowe wyłożyć za niego 8 mln euro. Duda jednak zapowiada, że na razie się z Warszawy nie rusza.

Tomasz Jodłowiec (28 meczów; 2294 minuty; 2 gole; 2 asysty; średnia ocen: 3,37)

Wysoka i równa forma przez całą rundę. Nie zawiódł ani w lidze, ani w pucharach. Ciężko znaleźć jakiś słabszy mecz w jego wykonaniu, może oprócz spotkania z Podbeskidziem. Jodłowiec ciągle się rozwija - nie ogranicza się już wyłącznie do przerywania ataków przeciwnika i oddawania piłki do najbliższego kolegi, ale coraz częściej bierze odpowiedzialność za budowanie akcji ofensywnych. Potrafi dokładnie przerzucić piłkę na skrzydło, zagrać prostopadłe podanie, a także efektownym rajdem rozerwać defensywę rywala. Zawodnik dla Legii niezbędny.

Bartłomiej Kalinkowski (4 mecze; 234 minuty; 1 asysta; średnia ocen: 2,33)

Na boisku nie pokazał zbyt wiele, ale i nie dostał za dużo okazji do zaprezentowania swoich umiejętności. Poprawny w rozegraniu, w odbiorze jednak mało agresywny. Często zbyt bierny w grze, uciekający od odpowiedzialności, chowający się przed kolegami. Tak defensywy pomocnik na boisku nie może się zachowywać. Kalinkowski musi szybko się uczyć, jeśli chce jeszcze zaistnieć w ekstraklasowej piłce.

Jakub Kosecki (26 meczów; 1620 minut; 5 goli; 4 asysty; średnia ocen: 3,07)

Słaba runda. Przed sezonem "Kosa" mówił, że wreszcie przestały go prześladować kontuzje i wystarczy mu tylko kilka tygodni spokojnych treningów, aby wrócić do optymalnej formy. I na początku sierpnia wydawało się, że tak będzie. Dobra zmiana w spotkaniu u siebie z Celtikiem, niezłe mecze przeciwko Jagiellonii i Górnikowi Zabrze. Wiele osób liczyło, że niedługo zobaczy Koseckiego z sezonu 2012/13, kiedy praktycznie w pojedynkę wygrał Legii mistrzostwo.

Okazało się jednak, że to było wszystko, na co było stać "Kosę" jesienią. Później z meczu grał coraz gorzej. Rozgrywał własne spotkania - najczęściej szarżował lewym skrzydłem ze spuszczoną głową, nie zwracając uwagi na kolegów i wdając się w bezsensowne pojedynki z obrońcami rywali. Popisem bezradności Koseckiego było spotkanie u siebie z Trabzonsporem, kiedy przez prawie 60 minut nie zaliczył ani jednego udanego zagrania, psując raz po raz dobrze zapowiadające się akcje. W wywiadach tłumaczył, że gra za mało, dlatego nie może dojść do pełni dyspozycji. Ale to nie do końca prawda - w rundzie jesiennej Kosecki spędził na boisku bowiem 1620 minut, czyli o 83 więcej niż chwalony przez większość obserwatorów Michał Kucharczyk.

Michał Kucharczyk (23 mecze; 1537 minut; 4 gole; 7 asyst; średnia ocen: 3,35)

Bez niego nie byłoby tak dobrego wyniku Legii w Lidze Europy. Miał udział w zdobyciu czterech z siedmiu goli strzelonych przez mistrzów Polski w fazie grupowej tych rozgrywek. Sam pokonał na wyjeździe bramkarza Trabzonsporu, a także asystował przy trafieniu Miroslava Radovicia z Lokeren i golach Dudy (na wyjeździe) oraz Marka Saganowskiego (u siebie) z Metalistem. W spotkaniach ligowych prezentował równie dobrą formę. Pomimo słabszej końcówki roku, kiedy popadł w przeciętność, Kucharczyk może sobie zapisać rundę jesienną na duży plus. Potwierdził w niej wszystkie swoje walory - szybkość, zdecydowanie, odwagę - ale także udowodnił, że wciąż rozwija się jako piłkarz. Potrafił rozegrać akcje na małej przestrzeni, dobrze wykonać stały fragment, oddać groźny strzał z dystansu, a co najważniejsze, poprawił technikę użytkową i przestała mu przeszkadzać piłka przy nodze. Oczywiście wciąż brakuje "Kuchemu" skuteczności, ale patrząc na to, jak rozwinął się w ostatnich miesiącach, to i ten mankament może z czasem wyeliminować.

Kamil Kurowski (1 mecz; 17 minut; średnia ocen: brak)

Epizod w meczu o Superpuchar Polski z Zawiszą, a potem tylko gra w rezerwach. Tyle.

Henrik Ojamaa (1 mecz; 56 minut; ocena: 2)

Przed wypożyczeniem do szkockiego Motherwell rozegrał tylko jedno ligowe spotkanie, w którym nic nie pokazał. Powrót na Wyspy miał być dla niego okazją do odbudowania formy. W Szkocji Ojamaa wystąpił w 13 spotkaniach, w których zdobył trzy bramki i zanotował jedną asystę. Możliwe, że Szkoci będą chcieli zatrzymać go na dłużej. Jeśli zimą wróci do Warszawy, będzie mu bardzo ciężko wywalczyć miejsce w składzie Legii.

Helio Pinto (18 meczów; 1200 minut; 4 asysty; średnia ocen: 2,61)

Latem wydawało się, że wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie Legii kosztem Ivicy Vrdoljaka. Dobrze prezentował się na obozie przygotowawczym w Gniewinie, trener Berg często go komplementował. Ale w meczach nie potrafił potwierdzić swojej dyspozycji. Dość szybko trafił na ławkę rezerwowych i rzadko się stamtąd podnosił. Na boisku pojawiał się tylko wtedy, kiedy norweski szkoleniowiec Legii decydował się na wystawienie zmienników. Najczęściej grał jednak słabo. Był mało ruchliwy, bierny w rozegraniu, brakowało mu agresji. Dobry występ zaliczył tylko w spotkaniu z Wisłą, kiedy zanotował ładną asystę przy golu Orlando Sa.

W końcówce rundy Pinto stał się "zapchajdziurą". Grywał na lewej obronie, zastępując przemęczonego Guilherme oraz kontuzjowanych Ronana i Brzyskiego. Ale i grą na boku defensywy nikogo nie przekonał. Na koniec roku wrócił do gry w środku pola (zajął miejsce zawieszonego na trzy ligowe mecze Jodłowca) i na boisku prezentował dość przyzwoicie. Wciąż jednak klasę Pinto było widać co najwyżej w pojedynczych zagraniach. W żadnym meczu Portugalczyk nie potrafił potwierdzić swoich umiejętności przez pełne 90 minut. I chyba nie będzie miał już okazji - jest bowiem jednym z głównych kandydatów do odejścia z klubu.

Adam Ryczkowski (6 meczów; 423 minuty; 2 gole; średnia ocen: 2,62)

Piłkarz, która grywał najwięcej z młodych legionistów, a także kolejny zawodnik, któremu trener Berg próbuje zmienić pozycję. W rezerwach i juniorach napastnik, a w pierwszym zespole zwykle występuje jako lewoskrzydłowy. I przynosi to niezłe efekty. Dwa gole, strzelone nawet do pustej bramki jak w przypadku Ryczkowskiego, to dla debiutującego w seniorskiej siedemnastolatka bardzo dobry wynik. Czekamy na więcej.

Mateusz Szwoch (6 meczów; 263 minuty; średnia ocen: 2,62)

Po przyjściu do Legii w letnim okienku transferowym długo leczył kontuzje. Nie przygotowywał się do sezonu z całym zespołem, nie grał w pierwszych meczach, a kiedy wystąpił na koniec sierpnia w ligowych spotkaniach z Podbeskidziem i Koroną, to wypadał bardzo słabo. Wydawało się, że ekstraklasa to dla niego jeszcze za wysokie progi. Ale Szwoch się nie poddał, spokojnie trenował i pod koniec października dostał od trenera Berga kolejną szansę, tym razem w spotkaniu z Zawiszą. I nie zawiódł. Nie był może jeszcze najlepszy na boisku, ale udało się mu pokazać kilka interesujących zagrań. Dobrą dyspozycję potwierdził w kolejnych meczach z Ruchem i Pogonią. Na koniec roku jednak znów zaginął i po przerwie na mecze reprezentacji z Gruzją i Szwajcarią nie zagrał ani minuty. Szwoch jest bardzo ruchliwy, dobry technicznie i nie boi się gry kombinacyjnej. Charakterystyką przypomina Dudę i właśnie ze Słowakiem może w najbliższej przyszłości stworzyć bardzo niebezpieczny duet.

Ivica Vrdoljak (33 mecze; 2766 minut; 5 goli; 6 asyst; średnia ocen: 3,16)

Przestrzelone rzuty karne - dwa z Celtikiem i jeden z Metalistem - to pierwsze, co kojarzy się z jesiennymi występami Chorwata. Ale wpadki przy wykonywaniu jedenastek, nawet najbardziej brzemienne w skutkach, nie mogą przysłonić bardzo dobrej gry Vrdoljaka w pierwszej części sezonu. Kapitan Legii udowodnił, że nie jest piłkarzem jednowymiarowym. Potrafił nie tylko odebrać piłkę przeciwnikowi, ale i szybko rozpocząć akcję ofensywną, umiejętnie włączyć się do ataku, dać asystę. Oczywiście wciąż popełnia błędy, które szczególnie ciężko wyeliminować u tak doświadczonego zawodnika. Czasem zbyt często nadużywa prowadzenia piłki w środku pola, wdając się w niepotrzebne dryblingi, co często kończy się stratami piłki. Chorwat nie radzi sobie również w defensywie z zespołami, które potrafią nieźle operować piłką - źle się ustawia, bywa spóźniony, podejmuje złe decyzje. Szczególnie było to widać w spotkaniach ze Śląskiem czy Lokeren, kiedy legioniści oddawali środek pola rywalom, a to przecież miejsce na boisku, w którym powinien dominować właśnie Vrdoljak. Ale plusy w grze Chorwata zdecydowanie przesłaniają minusy i nie dziwię się, że klub zdecydował się z nim przedłużyć kontrakt. To była jedna z jego lepszych rund w Warszawie.

Michał Żyro (24 mecze; 1913 minuty; 7 goli; 7 asyst; średnia ocen: 3,11)

Pięć milionów euro - tyle Legia chce dostać za Żyrę. Czy skrzydłowy jednak udowodnił jesienią, że naprawdę jest wart tych pieniędzy? Raczej nie. Po bardzo dobrych występach z Celtikiem i niezłym dwumeczu z FK Aktobe zaliczył wyraźny regres formy. Na boisku bywał często zagubiony i niewidoczny, przydarzały mu się proste błędy techniczne, dokonywał złych wyborów. Na niekorzystną ocenę gry Żyry wpływa również jego słaba postawa w defensywie. Skrzydłowy rzadko pomagał kolegom w obronie, a jeśli już wracał pod własne pole karne, to najczęściej bywał bierny i mało zdecydowany. Pomimo braku agresji w grze Żyrze często przytrafią się głupie faule, co potrafi się skończyć nawet czerwoną kartką (jak w spotkaniu z Trabzonsporem czy meczu towarzyskim reprezentacji ze Szwajcarią).

Ale i tak pokazał, że przez ostatni rok bardzo dojrzał piłkarsko. Będąc nawet w słabszej formie, potrafił przeprowadzić w meczu jedną albo dwie skuteczne akcje, które przynosiły mu gola albo asystę. Nie każdy zawodnik posiada taką umiejętność, i to właśnie różni Żyrę od większości ligowych piłkarzy.

NAPASTNICY

Władimir Dwaliszwili (1 mecz; 45 minut; ocena 1,5)

Przed sezonem było pewne, że Gruzin odejdzie z Legii. Nie wiadomo było tylko, kiedy i gdzie. Ostatecznie pożegnał się z warszawską publicznością meczem z GKS-em Bełchatów i wyjechał do duńskiego Odense. Nikt na Łazienkowskiej za Dwaliszwilim nie tęskni.

Arkadiusz Piech (6 meczów; 388 minut; 1 asysta; średnia ocen: 1,5)

Najgorszy letni transfer Legii. Już przed sezonem kwestionowano jego przydatność i zastanawiano się, dlaczego mistrzowie Polski sięgają po zawodnika ze spadkowicza z ekstraklasy. Przy Łazienkowskiej tłumaczono jednak, że będzie przydatnym uzupełnieniem składu. Miał pomóc mistrzom Polski rozwiązać problemy z napastnikami, dając drużynie nowe opcje, szczególnie w kontrataku. Ale rzeczywistość szybko zweryfikowała Piecha i pokazała, że nie nadaje się do gry w zespole takim jak Legia. Słaby technicznie, bezproduktywny, przegrywający pojedynki biegowe - można byłoby jeszcze długo wymieniać. Ciężko przypomnieć sobie nawet jedno udane zagranie w jego wykonaniu.

Miroslav Radović (19 meczów; 1403 minuty; 13 goli; 4 asysty; średnia ocen: 3,68)

Najlepszy piłkarz Legii. Rozegrał jesienią dwa kapitalne mecze - z Celtikiem u siebie, a także ze Śląskiem. To były występy kompletne, Radović praktycznie sam wygrał oba spotkania. Strzelał bramki, asystował przy bramkach kolegów, jednym dryblingiem potrafił rozerwać całą defensywę rywala. Pan Piłkarz. Ale i w większości innych spotkaniach nie schodził poniżej pewnego, wysokiego poziomu. I podobnie jak Żyro potrafił popisać się nieprzeciętny zagraniem, nawet jak przez całe spotkanie grał słabo. Pomimo że stracił połowę rundy na leczenie urazów - najpierw przywodziciela, później mięśni brzucha - to wciąż należy go traktować jako jednego z najważniejszych piłkarzy Legii w rundzie jesiennej sezonu 2014/15. Naprawdę trudno sobie wyobrazić mistrzów Polski bez Radovicia.

Orlando Sa (18 meczów; 1085 minut; 10 goli; 3 asysty; średnia ocen: 3,52)

Przed sezonem wydawało się, że będzie zawodnikiem pierwszego składu. Po lekkim urazie, którego Duda nabawił się podczas zgrupowania w Gniewinie, to portugalski napastnik wywalczył sobie miejsce w wyjściowej jedenastce Legii i wydawało się, że zagości w niej na dłużej. Ale wszystko przekreśliła kontuzja, której doznał w czasie pierwszego spotkania z St. Patrick's, eliminująca go z występów na początku sezonu. Sa wrócił dopiero na ligowe spotkanie z Górnikiem Łęczna, podczas którego potrzebował zaledwie 14 minut, aby dwukrotnie pokonać Silvio Rodicia. Po kapitalnym występie wrócił jednak na ławkę.

I ta reguła obowiązywała przez całą rundę. Kiedy tylko Portugalczyk rozgrywał dobry mecz, to było pewne, że w następnym usiądzie albo na rezerwie, albo na trybunach. Postępowanie trenera Berga przynosiło jednak efekty, bowiem w każdym kolejnym meczu Sa chciał udowodnić Norwegowi, że to właśnie jemu należy się miejsce w składzie i na boisku pokazywał "sportową złość". Ta "sportowa złość" przynosiła wymierne efekty w postaci bramek - Sa zdobył ich 10, jest najlepszym strzelcem Legii w ekstraklasie. Po kontuzji Radovicia zaczął częściej pojawiać się w pierwszej jedenastce, a także równie często zawodzić. I to pokazuje słuszność decyzji Berga, które potrafiły zmobilizować Portugalczyka do dobrej gry. Kiedy bowiem Serb wyzdrowiał, a Sa ponownie wylądował na ławce, to wszystko zaraz wróciło do normy - były zawodnik AEL-u Limassol znów zaczął trafiać do siatki rywala.

Marek Saganowski (30 meczów; 1309 minut; 4 gole; 3 asysty; średnia ocen: 2,66)

Większość kibiców zapamięta z jego jesiennych występów bramkę strzeloną Koronie, która zapewniła mu wreszcie miejsce w "Klubie 100". Ten gol to było piękne ukoronowanie wieloletniej kariery Saganowskiego. On sam jednak nie spoczął na laurach i w każdym kolejnym spotkaniu pokazywał walkę, zaangażowanie, ale także piłkarską inteligencję. Ma przecież świadomość, że wieku nie oszuka i jest mu o wiele trudniej rywalizować z młodszymi obrońcami. Dlatego "Sagan" w pojedynkach z rywalami częściej już wykorzystuje doświadczenie i umiejętności niż szybkość i siłę fizyczną, jak przez większość swojej kariery. O ograniczeniach napastnika wie również trener Berg, przez co coraz rzadziej wystawia Saganowskiego na szpicy. Woli ustawiać go bliżej środka pola, co pozwala mu nadrabiać braki dynamiki dobrym ustawieniem i umiejętnością przewidywania wydarzeń na boisku. I to przynosi efekty w postaci bramek czy asyst, a Saganowskiemu pozwala, pomimo 36 lat na karku, wciąż pozostawać ważnym ogniwem warszawskiego klubu.

Kto był najlepszym piłkarzem Legii w rundzie jesiennej?