Legia skaleczona w Łęcznej. Porażka w fatalnym stylu

Miało być efektowne zakończenie rundy jesiennej, a była wstydliwa porażka w fatalnym stylu. Legia uległa 1:3 Górnikowi Łęczna w ostatnim spotkaniu w 2014 roku i jej piłkarze na urlopy pojadą w kiepskich nastrojach.


W trzech poprzednich meczach ligowych mistrzowie Polski byli bezbłędni. Podopieczni Henninga Berga po bardzo dobrej grze pokonywali GKS Bełchatów (3:0), Cracovię (2:0) i Górnika Zabrze (4:0). Efektowną passę legioniści mieli podtrzymać w Łęcznej i w dobrych humorach rozjechać się na urlopy. Jednak zamiast kolejnej wygranej był festiwal błędów w obronie i nieporadność w ataku, a zamiast triumfu zasłużona porażka 1:3.

- W tym sezonie niczego jeszcze nie wygraliśmy. Dlatego musimy dalej ciężko pracować nad naszą formą i rozwojem. Każdy mecz, jaki gramy, jest bardzo intensywny i trudny, dlatego nigdy nie możemy pozwolić sobie na rozluźnienie - apelował przed meczem do swoich piłkarzy trener Henning Berg.

Legia łapie się za głowy

Pierwsze minuty spotkania w Łęcznej nie wskazywały na katastrofę, jaka wydarzyła się w dalszej jego części. Zgodnie z przypuszczeniami podopieczni Jurija Szatałowa głęboko cofnęli się na własną połowę, czekając na błędy warszawian i okazje do kontrataków. A te przyszły szybciej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać.

Już w 9. min Michał Kucharczyk przyjął piłkę tak fatalnie, że ta spadła pod nogi Łukasza Mierzejewskiego. Obrońca Górnika prostopadłym podaniem znalazł w polu karnym Fedora Cernycha, a Litwin spokojnym uderzeniem między nogami ofiarnie interweniującego Duszana Kuciaka dał gospodarzom nieoczekiwane prowadzenie.

Pomyłka Kucharczyka była tylko wstępem do serii błędów mistrzów Polski w niedzielnym spotkaniu. Już dwie minuty później za lekko do słowackiego bramkarza podawał Helio Pinto, a w doskonałej sytuacji minimalnie przestrzelił Filip Burkhadt.

Wyraźnie zaskoczeni takim obrotem spraw legioniści próbowali uspokoić sytuację i strzelić wyrównującego gola. Dwukrotnie dobrym podaniem w pole karne popisał się Pinto, ale dogodnych okazji na bramkę nie potrafili zamienić ani Michał Żyro, ani Inaki Astiz. Znacznie skuteczniejsi byli za to gospodarze, którzy w 26. min wykorzystali błędy obu wymienionych legionistów. Najpierw pod polem karnym rywali piłkę stracił 22-letni skrzydłowy, a kilkanaście sekund później, już po przeciwnej stronie boiska, hiszpańskiego obrońcę z łatwością ograł Patrik Mraz, który pewnym strzałem podwyższył prowadzenie Górnika.

Kiedy wydawało się, że do przerwy mistrzów Polski nie może spotkać już nic gorszego, to w 42. min swojego drugiego gola w meczu strzelił Cernych. Litwin na raty, bo dopiero za trzecim razem, pokonał Kuciaka, który był jedynym legionistą, do którego nie można było mieć większych pretensji.

Warszawianie sprawiali wrażenie zespołu, który w żaden sposób nie jest w stanie zrozumieć przebiegu meczu. Na ławce rezerwowych za głowę łapali się Jakub Kosecki i Igor Lewczuk, a na trybunach nietęgą minę mieli prezes Bogusław Leśnodorski i dyrektor sportowy Michał Żewłakow. Wściekły był też Berg, który już od początku drugiej połowy postanowił wprowadzić na boisko Orlando Sa i Tomasza Jodłowca w miejsce słabych Kucharczyka i Pinto.

Zmiany nie zdały się jednak na wiele, bo choć obaj legioniści rozruszali grę w ofensywie, to mistrzów Polski w niedzielę stać było tylko na jednego gola w samej końcówce spotkania. Legia ostatecznie przegrała 1:3, ale mogła przegrać wyżej, bo zanim w 84. min honor drużyny uratował Ondrej Duda, to świetne sytuacje dla Górnika zmarnowali Shpetim Hasani i Sebastian Szałachowski.

Berg szuka przyczyn porażek

- To czwarty raz, gdy przegrywamy po meczu w Lidze Europy. Jeśli tego nie poprawimy, to nie wygramy ligi. Każde z tych spotkań zagraliśmy słabo, dość wcześnie tracąc bramki. Musimy znaleźć tego powód - mówił po meczu trener Berg.

Pięć porażek w ekstraklasie to rysa na bardzo dobrej rundzie w wykonaniu podopiecznych norweskiego szkoleniowca. Legioniści co prawda zimę spędzą na pierwszym miejscu w tabeli, ale nieraz pokazali, że w lidze nie są tym samym zespołem, który uzyskuje świetne wyniki w europejskich pucharach.

O ile porażkę na Pepsi Arenie w pierwszej kolejce z Bełchatowem można było nazwać wpadką, tak cztery fatalne występy na wyjazdach po spotkaniach w Lidze Europy mistrzowi Polski po prostu nie przystoją. Z Podbeskidziem (1:2), Piastem (1:3), Pogonią (1:2) i w niedzielę w Łęcznej warszawianie przegrywali po fatalnych, indywidualnych błędach.

W poniedziałek legioniści spotkają się na klubowej wigilii i rozjadą się na miesięczne urlopy. Do treningów wrócą 14 stycznia i przez pierwsze dni ćwiczyć będą przy Łazienkowskiej, gdzie przejdą też badania. Później wyjadą na dwa obozy: do Turcji i Hiszpanii.

Mistrzów Polski na boisku ponownie zobaczymy w połowie lutego. Podopieczni Berga najpierw 12 lutego zagrają na wyjeździe ze Śląskiem w Pucharze Polski, a trzy dni później na własnym stadionie podejmą Jagiellonię w ekstraklasie. Najważniejsze będą jednak mecze w 1/16 Ligi Europy, które odbędą się 19 i 26 lutego. Przeciwnika warszawianie poznają w poniedziałek po godz. 13.