Łukasz "Juras" Jurkowski: My, kibice Legii Warszawa, możemy ogarnąć się

"Znajmy umiar w naszych działaniach, poznajmy konsekwencję. Dogadajmy się, kiedy można, a kiedy nie wypada poszaleć. Nie ma mowy o drastycznych zmianach w życiu kibicowskim. Absolutnie. Może być natomiast wspólne ustalenie, kiedy, gdzie i jak. Wspólne z klubem. Jeżeli chcemy, aby Legia Warszawa była klubem europejskim z prawdziwego zdarzenia, to czas, abyśmy my, kibice, zrobili również mały krok w tym kierunku" - pisze na blogu "Juras", czyli Łukasz Jurkowski, znany kibic Legii.


Jurkowski to były zawodnik MMA, obecnie komentator tego sportu. I wielki kibic Legii, który - jak pisze na blogu - poznał życie kibica z każdej możliwej strony: "Od bycia pałowanym przez Policję i ciąganym po sądach, przez trzymanie rac na płocie, popcorn na "Krytej" czy sportową część przygód na kibicowskim szlaku."

Jurkowski odnosi się do sytuacji w Lokeren: "Za okrzyki kilkudziesięciu typów konsekwencję poniosą wszyscy kibice, działacze, piłkarze. Pal licho race. Te są dla mnie integralną częścią futbolowego widowiska i jestem w stanie sam dokładać się do kar za pirotechnikę. Czy w Polsce czy zagranicą. Problemem jest niestety spora grupa kibiców Legii Warszawa, która zatrzymała się w latach 90. Musimy zrozumieć, że czasy się zmieniły. Piłka nożna to już nie tylko kopanie futbolówki, ale cała biznesowa maszyna, której trybami są wszyscy zaangażowani. Jeden tryb siada i machina się psuje."

"Po latach biedy futbolowej i kibicowskiej, kiedy zamiast na trybunach stadionu protestowaliśmy przed nim, przychodzi nowy prezes, nowi ludzie, którzy z dnia na dzień pokazali, w którą stronę chcą rozwijać klub. Co dla nas, fanów najważniejsze, chcą to robić wspólnie z nami. Nowy stadion, nowi piłkarze, oprawy i raz na jakiś czas "wpadki", za które bez mrugnięcia płaci za nas nasz ukochany Klub. Tylko ile można? Czy naprawdę trudno zrozumieć, że za nasze, kibiców, występy pozaregulaminowe nie płacimy z własnej kasy? Obyśmy zrozumieli to wcześniej niż później. Wyobraźcie sobie sytuację, że kwotę kary, którą dostaliśmy teraz od UEFA (100.000E), muszą zapłacić zidentyfikowane podczas całego zajścia w Lokeren osoby? No właśnie...

"Juras" podkreśla: "Możemy, my, kibice Legii Warszawa, a tak nazywam każdego, którego dobro klubu jest na pierwszym miejscu, najprościej mówiąc OGARNĄĆ SIĘ. Znajmy umiar w naszych działaniach, poznajmy konsekwencję. Dogadajmy się, kiedy można, a kiedy nie wypada poszaleć. Nie ma mowy o drastycznych zmianach w życiu kibicowskim. Absolutnie. Świat Kibica piłki nożnej jest specyficzny i tak fascynujący, że trwam w nim już tyle lat. Nie ma Żylety bez opraw i fanatycznego dopingu. Może być natomiast wspólne ustalenie, kiedy, gdzie i jak. Wspólne z klubem. Nikt nam nie zabierze naszej "kibolskiej" tożsamości. Nigdy!" - zaznacza Jurkowski.

A kończy tak: "Jeżeli chcemy, aby Legia Warszawa była klubem europejskim z prawdziwego zdarzenia, to czas, abyśmy my, kibice, zrobili również mały krok w tym kierunku."

Cały wpis "Jurasa" przeczytasz na jego blogu.