Kibol nie zapłaci za małpowanie. A za co zapłaci?

Legia chce się domagać odszkodowań od chuliganów, ale najpewniej tylko za bójki, a nie rasistowskie okrzyki, za które dostała najsurowszą karę. Prezes Legii: - Monitoring w Lokeren nie rejestruje dźwięku. Na naszym stadionie za małpie okrzyki ukaraliśmy ostatnio osiem osób.


- Jestem wściekły, że jakaś grupka idiotów jest w stanie spowodować tak wielkie konsekwencje. Nie widzę powodu, żeby winni mieli ich nie ponieść. Dla nas kary UEFA to naprawdę poważne pieniądze, które wpłyną na funkcjonowanie klubu. Chcę, żebyśmy domagali się odszkodowania finansowego od sprawców, jeśli tylko uda się zebrać dowody - mówi właściciel większościowy Legii Dariusz Mioduski. Mistrz Polski rozegra dwa spotkania bez publiczności w europejskich pucharach za rasistowskie okrzyki i zapłaci 105 tys. euro za chuligańskie ekscesy w meczu z Lokeren.

Gdyby Legia faktycznie wystąpiła o odszkodowanie, ustanowiłaby precedens. Prawnik Jacek Masiota: - Dotąd polskim klubom zdarzało się walczyć o rekompensatę za zniszczenie mienia czy odpalenie rac. Zdarzało się, że stowarzyszenia kibiców umawiały się z klubami, że to one płacą kary za race. Ale nie przypominam sobie wniosku o odszkodowanie za udział w bójce na stadionie czy za wydawanie rasistowskich okrzyków.

Czy Legia faktycznie wykaże się determinacją? Prezes i współwłaściciel Legii Bogusław Leśnodorski: - Wątpi pan, że będziemy chcieli to zrobić? Uważam, że jeśli nad chuliganami będzie wisieć regularna groźba, że do końca życia się nie wypłacą, to może im się włączy myślenie. W ostatnim roku na naszym stadionie zidentyfikowaliśmy już osiem osób, które wydawały małpie okrzyki. Dostały za to zakazy stadionowe. Dlaczego o tym nigdy nie mówiliśmy? Dla nas te zdarzenia nie są powodem do dumy, więc o karach też nie mówimy - mówi prezes.

Masiota: - Aby sprawa o odszkodowanie zakończyła się sukcesem, trzeba przejść przez dowodowe piekło. W przypadku rasistowskich odgłosów ustalenie sprawców jest właściwie nieprawdopodobne. W sprawie bójki i zniszczeń trzeba zdobyć precyzyjny dowód, że konkretna osoba dokonała zniszczeń.

Legia w poniedziałek wystąpiła do belgijskiego klubu o zapis z monitoringu. Otrzymała go we wtorek i teraz analizuje. - Dane konkretnych osób trzeba zestawić z wizerunkiem. Delikwenta trzeba śledzić od wejścia na bramce, klatka po klatce. Niestety, stadion Lokeren to obiekt... z Trzeciego Świata. Nie ma tam infrastruktury jak na Legii, gdzie na monitorze można dokładnie prześledzić, kto gdzie siedzi - opowiada Leśnodorski. - Okazało się też, że tamtejszy monitoring nie rejestruje dźwięku, więc będzie trudno ustalić, kto wydawał okrzyki. Drugi problem - 200, 300 osób zjawiło się na tym meczu nie wiadomo skąd. Lokeren sprzedało im bilety i usiedli na lewo od sektora, na którym siedzieli kibice, których dane posiadamy. I brali udział w rozróbach. Do dzisiaj nie otrzymaliśmy ich danych z belgijskiego klubu. Nie mamy też danych, kto został zatrzymany przez policję.

- W najgorszym wypadku możemy dać im maksymalne zakazy stadionowe, co zawsze jesteśmy gotowi robić i robimy - dodaje Mioduski. Wczoraj postępowanie w sprawie małpich okrzyków w Belgii wszczęła warszawska prokuratura okręgowa.

W 2013 roku o odszkodowanie od fana wystąpił Spartak Moskwa - za machanie nazistowską swastyką na meczu, na którym doszło też do rozrób. Stadion zamknięto po nich na dwa mecze. Rosyjski sąd przyznał odszkodowanie, choć nie 422 tys. dol., ile domagał się klub, lecz 42 tys. Również niemiecki Hannover 96 uzyskał w sądzie rekompensatę - od jednego kibola 6 tys. euro za odpalenie racy, od drugiego 2,5 tys. za wbiegnięcie na boisko w meczu z Kopenhagą w 2011 roku. UEFA ukarała wtedy Hannover grzywną 15 tys. - tyle klub domagał się przed sądem. Obu winnych zobowiązano do spłat w miesięcznych ratach.

- Zatrzymanych należałoby ukarać proporcjonalnie do szkody poniesionej przez klub z powodu bójki. Jeśli ta część przewinienia kosztowała 80 tys., to tę kwotę trzeba wziąć pod uwagę, i tak dalej - mówi Masiota.

Co zrobi Legia? Nie brakuje prawników, którzy uważają, że nic. Inni twierdzą, że może skupić się na znalezieniu kilku sprawców, na których uda się zebrać twarde dowody, i to na nich zrzuci całą odpowiedzialność. - Żeby zbankrutowali, a kolejni się przestraszyli - mówi nam jeden z prawników.