Pechowy rok Bartosza Bereszyńskiego

Złamany nos, potem noga, a do tego feralny mecz z Celtikiem Glasgow. - Nie mam szczęścia - mówi 22-letni obrońca Legii.


Do końca roku mistrzowie Polski rozegrają cztery spotkania. Po Cracovii, z którą zmierzą się w poniedziałek na Pepsi Arenie (godz. 18, transmisja w Canal+ Family), czekają ich jeszcze wyjazdowe mecze w Zabrzu i Łęcznej (5 i 14 grudnia) oraz domowe spotkanie z Trabzonsporem (11 grudnia). - Chciałbym zagrać jeszcze w tym roku - mówi Bartosz Bereszyński, który tydzień temu zaczął trenować.

Prawy obrońca do zajęć wraca po półtoramiesięcznej przerwie - we wrześniu w spotkaniu eliminacji młodzieżowych mistrzostw Europy z Grecją (1:3) złamał kość śródstopia. - Za sobą mam okres bardzo ciężkiej i żmudnej rehabilitacji. Na razie tylko biegam i kopię piłkę, ale do treningów z drużyną powinienem wrócić lada chwila - tłumaczy Bereszyński.

- Z jednej strony chciałbym ten rok zakończyć na boisku, ale z drugiej tak sobie myślę, że może lepiej odpuścić, żeby przed zimowym okresem przygotowawczym coś mi się znowu nie przytrafiło. Muszę być bardzo ostrożny, bo ta piąta kość śródstopia często łamie się ponownie - dodaje.

W ostatnim czasie większego pechowca w Legii wskazać nie sposób. W lutym Bereszyńskiemu na treningu nos złamał Jakub Wawrzyniak. We wrześniu rywal kopnął go w nogę i złamał mu wspomnianą kość śródstopia. Niemal równo rok temu legionista został też zawieszony na trzy mecze za czerwoną kartkę w meczu Ligi Europy z Apollonem Limassol (2:0), co przez błąd w interpretacji przepisów w sierpniu skończyło się wykluczeniem Legii z eliminacji Ligi Mistrzów.

- O tej wpadce już zapomniałem. Wszyscy w drużynie zapomnieli, bo poza tym, że nie zrealizowaliśmy naszego marzenia, to sportowo występami w Lidze Europy wszystko sobie odbijamy. Dla mnie cięższym przeżyciem były te kontuzje. Wcześniej przez 22 lata nigdy nie miałem nic złamanego - mówi Bereszyński.

I dodaje: - Jestem wkurzony na los, bo to nie były urazy, które wynikały z mojego nieprzygotowania do treningów. Powtarzam sobie jednak: co cię nie zabije, to cię wzmocni. I wzmacnia. Przez te ostatnie tygodnie wiele rzeczy doceniłem. Choćby to, że poruszając się o kulach, tęskniłem nie tylko za boiskiem czy siłownią, ale też za normalnym chodzeniem.

W tym roku Bereszyński zagrał w Legii w 16 meczach na 46 możliwych. Pod jego nieobecność z powodzeniem na prawej obronie występuje Łukasz Broź. - Dotychczas etapy mojej rywalizacji z Łukaszem wyznaczały nasze kontuzje. Mam nadzieję, że w końcu to się zmieni. I wygra lepszy, a nie ten zdrowszy - kończy Bereszyński.