Legia bez fajerwerków, ale zwycięska [RELACJA]

Nietypowo zestawiona jedenastka Legii wystarczyła w niedzielę na przedostatni w tabeli Ruch Chorzów. Mistrzowie Polski wygrali 2:1.


W niedzielę legioniści udowodnili, że w mocno pozmienianym i okrojonym składzie (tylko sześciu piłkarzy na ławce) są w stanie radzić sobie w ekstraklasie. Gości z Chorzowa zwyciężyli po bramce Orlando Sa z rzutu karnego i trafieniu Adama Ryczkowskiego.

Henning Berg od początku sezonu ustawia zespół w zależności od rywala. I choć w Legii nikt tego nie przyzna, dzieli mecze na ważne (przede wszystkim w Europie) i mniej ważne (słabsi rywale w lidze). Tym razem ten ważniejszy wypadł w miniony czwartek, kiedy legioniści po dogrywce pokonali Pogoń Szczecin 3:1 i awansowali do ćwierćfinału Pucharu Polski

- Jesteśmy w stanie takie mecze rozgrywać co trzy dni - przekonywał po tamtym spotkaniu Tomasz Jodłowiec. W niedzielę Berg był jednak innego zdania. Jodłowca posadził ławce, a do boju posłał głównie rezerwowych i młodych. Z Ruchem zagrali m.in. na lewym skrzydle Ryczkowski, jako defensywny pomocnik Bartłomiej Kalinkowski czy na nie swoich pozycjach - skrzydłowy Robert Bartczak (prawa obrona) i ofensywny pomocnik Helio Pinto (lewa obrona)

Można było mieć obawy, czy Berg nie przesadził, ale okazały się one niepotrzebne. Legia od pierwszych minut wyglądała na drużynę skoncentrowaną. Bo o ile w ataku fajerwerków nie było, to w defensywie panował względy spokój. I dbała o niego cała drużyna - począwszy od wracających na własną połowę napastników, przez pewnie grającego w środku pola Ivicę Vrdoljaka, po obrońców.

Po pierwszej połowie na grę Legii niektórzy mogli sobie ponarzekać. Przede wszystkim na ofensywę. Patrząc jednak na niedzielny skład, narzekać nie powinni. Bo choć z przodu Legii brakowało polotu, to z tyłu błędów nie popełniała zbyt wiele. W pierwszej połowie największy w 25. minucie popełnił debiutujący w ekstraklasie Bartczak. 18-latek nie zablokował Daniela Dziwniela, w polu karnym pogubili się stoperzy, ale ze strzałem Eduardsa Visnakovsa poradził sobie Duszan Kuciak.

Po tej sytuacji Berg zaczął przesuwać wszystkim piłkarzy bliżej bramki Ruchu. Legia zaczęła grać wyżej, odważniej i to się opłaciło. W 36. minucie po dwójkowej akcji Sa i Mateusza Szwocha sędzia Mariusz Złotek podyktował rzut karny. Do jedenastki podszedł portugalski napastnik, który pewnym strzałem zdobył swoją siódmą bramkę w tym sezonie ekstraklasy (na osiem występów).

W przerwie meczu Berg zdecydował się na jedną zmianę. Arkadiusza Piecha zastąpił Marek Saganowski. Doświadczony napastnik - który ostatnio częściej grywał na skrzydłach - wypadł lepiej od Piecha. Nie tylko wracał do defensywy, ale potrafił też z przodu przytrzymać piłkę, rozegrać ją na skrzydło czy tak jak w 70. minucie w polu karnym ograć dwóch rywali i zaliczyć asystę przy golu Ryczkowskiego.

Legia po tym trafieniu prowadziła 2:0 i wydawało się, że w tym meczu nic złego już się nie może wydarzyć. W 77. minucie pod własnym polem karnym w piłkę nie trafił jednak Rzeźniczak, pozwalając Grzegorzowi Kuświkowi na strzał. Goście zdobyli kontaktową bramkę, po której próbowali atakować, ale nie na tyle groźnie, aby bardzo straszyć legionistów.

Mistrzowie Polski wygrali dziewiąty mecz w tym sezonie. Są liderem ekstraklasy, ale nie to się teraz liczy. W czwartek warszawianie w 4. kolejce Ligi Europy podejmować będą Metalist Charków. Zwycięstwo nad Ukraińcami może zapewnić im wyjście z grupy. Początek meczu o 21.05 na Pepsi Arenie.