Miroslav Radović: Remis z Trabzonsporem będzie dobry, ale powalczymy o więcej [ROZMOWA]

- Trabzonspor na papierze ma najlepszy skład. Przed sezonem wydał ponad 20 mln euro na transfery. Ale pieniądze nie grają - mówi Miroslav Radović.


W środę przed południem mistrzowie Polski wylecą do Turcji, gdzie w czwartek o 19 zagrają z Trabzonsporem w 2. kolejce Ligi Europy (transmisje w Canal+ Sport, TVN Turbo i TTV, relacja na Sport.pl). Henning Berg podjął decyzję, że powrót do kraju nie nastąpi zaraz po meczu, lecz dwa dni później. Legioniści zostaną nad Bosforem do soboty, by - zamiast tracić siły i czas na podróżowanie - przygotować się tam do niedzielnego meczu z Piastem Gliwice.

Bartek Kubiak: W tym sezonie w 15 meczach strzeliłeś 12 goli - pamiętasz lepszy okres ze swojej kariery?

Miroslav Radović: Już w zeszłym roku myślałem, że najlepszy sezon mam za sobą. Obecne statystyki mówią jednak wszystko - "Rado" im starszy, tym lepszy. Jestem w dobrej formie, ale nie chcę się ekscytować. To dopiero początek sezonu. Zostało jeszcze sporo spotkań, w których chcę poprawić swój dorobek.

W tej chwili jesteś ósmym strzelcem w historii klubu - wiesz o tym?

- Tak. Dla Legii strzeliłem już 82 gole i jeśli zostanę w tym klubie tyle, ile bym chciał, czyli do końca kariery, to na pewno jeszcze coś dorzucę. Dobrze czuję się w Warszawie, moja rodzina też jest tu szczęśliwa. Nic, tylko grać. Wyniki tych najlepszych - Lucjana Brychczego [227 goli - red.] i Kazimierza Deyny [141] są dla mnie nieosiągalne, ale jeszcze parę miejsc przeskoczę.

Ty strzelasz, ale w dwóch ostatnich meczach na Łazienkowskiej Legia traci pięć goli. Nie martwi cię to?

- Nie można tych straconych bramek zwalać tylko na obrońców. Jesteśmy drużyną - wszyscy atakujemy i wszyscy bronimy. Postawa całego zespołu miała wpływ, że rywale tak często trafiali do siatki.

Co w takim razie zawodzi?

- Może trochę koncentracja, może zmęczenie? Jesteśmy w trakcie maratonu. Od trzech tygodni rozgrywamy mecze co trzy dni. To nas jednak nie może tłumaczyć. Musimy wyeliminować te błędy, i to szybko. W czwartek z Trabzonsporem takie pomyłki będą niewybaczalne.

"Punkty trzeba zdobywać przede wszystkim u siebie" - tak mówiłeś przed Lokeren. Jaki wynik z Trabzonsporem uznasz za dobry?

- Remis. Turcy na papierze mają najlepszy skład w grupie. Przed sezonem wydali ponad 20 mln euro na transfery. Ale jak to się mówi - pieniądze nie grają. My też jesteśmy mocni. A na pewno mocniejsi niż w zeszłym roku, kiedy dwukrotnie z Trabzonsporem przegrywaliśmy 0:2.

W tamtych spotkaniach nie zagrałeś - najpierw problemy z przywodzicielem, potem złamana ręka.

- To był dla mnie pechowy październik. Mam nadzieję, że ten będzie lepszy. Na razie wszystko na to wskazuje. Pierwszy mecz z Lokeren wygraliśmy i nasza pozycja wyjściowa jest dobra, więc dlaczego mamy w czwartek nie powalczyć o kolejne trzy punkty?

Bo mówisz, że remis was zadowoli.

- Bo zadowoli, ale możemy powalczyć o więcej. We wtorek mieliśmy odprawę taktyczną. Dowiedzieliśmy się, że Trabzonspor to drużyna, która gra bardzo agresywnie wysokim pressingiem. Słabe strony? Na pewno obrona, a konkretnie jej środek. Stoperzy są mało zwrotni, więc to może być dla nas szansa, aby szukać prostopadłych piłek na wolne pole.

W meczu z Lechem takie podania wam nie wychodziły. Ty i Ondrej Duda byliście dobrze kryci przez obrońców.

- Maciej Skorża odrobił lekcję. Szczególnie w pierwszej połowie nie mieliśmy za dużo miejsca. Przy mnie najczęściej biegał Hubert Wołąkiewicz. Myślę, że Turcy też nas próbują rozpracować. Ale czy im się uda, to się dopiero okaże. Jesteśmy na tyle dobrą drużyną, że nawet w takich sytuacjach potrafimy sobie poradzić. Udowodnił to mecz z Lechem, który się nie układał, ale udało nam się odrobić dwie bramki i zremisować.

Czym różni się dla ciebie gra w ataku z Dudą a Orlando Sa?

- Tych różnic jest naprawdę sporo. Największą jest to, że Orlando jest typową dziewiątką, która szuka przede wszystkim gry w polu karnym. Z Ondrejem częściej się wymieniamy pozycjami i próbujemy grać kombinacyjnie na małej przestrzeni dalej od pola karnego. Z każdym gra się inaczej, ale nie chcę teraz oceniać, z kim lepiej, z kim gorzej.

Nie uważasz, że Sa zasługuje na więcej szans od Henninga Berga?

- Widzę poprawę w jego nastawieniu. Bardziej przykłada się do treningów, ale nie ja jestem od tego, aby dawać czy oceniać czyjeś szanse. To pytanie do trenera.