Dietetyk Legii: Nie pilnuję piłkarzy, tylko przekonuję do pewnej filozofii żywienia

- Każdy zawodnik ma prawo wyboru i zawsze zrobi tak, jak będzie uważał. Nie chodzi o to, żeby każdego pilnować i śledzić, co je - chodzi o to, żeby przekonać piłkarza do pewnej filozofii żywienia i tego, co potrzebuje organizm - mówi w wywiadzie dla oficjalnej strony klubu dietetyk Legii Wojciech Zep.


- Przychodząc do Legii, nie wiedziałem, na jaki grunt trafię, ale po kilku miesiącach mogę powiedzieć, że praca w Legii bardzo mi się podoba. Nie mogę narzekać na współpracę z piłkarzami - właściwie wszyscy bez wyjątku są zainteresowani zmianami, jakie wprowadzamy. Niektórzy oczywiście wciąż mają swoje przyzwyczajenia, które trudno zmienić z dnia na dzień, ale jestem usatysfakcjonowany ich postępami. Praca w Legii daje mi możliwość prowadzenia badań, sprawdzania pewnych rzeczy, które mogą mieć wpływ na samopoczucie oraz przygotowanie fizyczne zawodników - opowiada serwisowi legia.com Wojciech Zep, który od ponad pół roku jest odpowiedzialny w klubie za dietetykę i suplementację.

Jak często piłkarze Legii jedzą posiłki przygotowywane przez klubowego kucharza? - Jest to uzależnione od naszego planu treningowego. W niektórych tygodniach nasz mikrocykl przewiduje treningi poranne, a czasem pracujemy niemal zawsze popołudniami. W takich przypadkach nasi piłkarze obiad i kolację jedzą w klubie, a śniadanie we własnym zakresie. Raz w tygodniu całe dzienne menu jest przygotowywane i spożywane na Łazienkowskiej. Do tego dochodzą zgrupowania przedmeczowe - wówczas kontrolujemy jadłospis już od obiadu w dniu poprzedzającym mecz i z reguły są to cztery posiłki odpowiednio rozłożone w czasie. Na 24 godziny przed wysiłkiem, a nawet już na dwie doby przed, zwracamy większą uwagę na to, co je zespół - opisuje Zep.

- Pamiętajmy, że nie jesteśmy w stanie w stu procentach zadbać o zawodników. Każdy zawodnik ma prawo wyboru i zawsze zrobi tak, jak będzie uważał. Nie chodzi o to, żeby każdego pilnować i śledzić co je - chodzi o to, żeby przekonać piłkarza do pewnej filozofii żywienia i tego, co potrzebuje organizm. Jeśli proponowane przeze mnie zmiany nie są z jego perspektywy duże, a mają przełożenie na to, jak trenuje i jak jest przygotowany do meczu, zawodnik nabiera wiary i zaufania, że "to działa". O to chodzi w tej pracy. Większość piłkarzy Legii potrafi zaakceptować zmiany, wiedząc, że są robione z myślą o ich formie i zdrowiu. Nawet jeśli coś nie do końca im smakuje, to jedzą to, bo są profesjonalistami i wiedzą, że wszystko ma swój cel - mówi dietetyk Legii, który czasem zezwala piłkarzom na zjedzenie pierogów czy tortilli.

- Ostatnio w naszym pomeczowym jadłospisie regularnie goszczą pierogi. Po mocnym wysiłku człowiek bardzo często nie ma apetytu - wtedy możemy podać piłkarzom rzeczy, które będą im smakować, bo inaczej popatrzymy w tym momencie na tortillę czy pierogi niż na ryż z kurczakiem, który zwyczajnie może się przejeść. To taki mały trik, na który możemy sobie pozwolić po meczu. Od razu dodam, że nie są to złe rzeczy, bo jeśli spojrzymy na ich wartość kaloryczną, zawartość węglowodanów, białka czy tłuszczów, to nie jest to przecież karkówka ani nie jest to kotlet schabowy - wyjaśnia.

Zep stara się, aby piłkarze Legii jedli zdrowo również podczas meczów wyjazdowych, nawet za granicę. - Nasz kucharz co prawda nie jeździ z nami na wyjazdy, ale zawsze ustalam z szefem kuchni hotelu, w którym mieszkamy, jakie posiłki będziemy jeść i z jakich składników muszą być one. Cały proces dogadywania się nie jest łatwy, bo większość hoteli wcale nie jest zachwycona tym, że chcemy zmieniać coś w ich standardowym planie żywienia. Musimy za to oczywiście odpowiednio zapłacić, ale później współpraca przebiega już bez żadnych problemów. Podczas wyjazdów zawsze staram się wprowadzić do naszego menu produkty regionalne i tak na przykład w Bielsko-Białej celowałem w pasztet z dziczyzny, która jest tam bardzo dobra, a w Irlandii była okazja spróbować potrawki z jagnięciny z pęczakiem. Takie dania regionalne nie wszystkim piłkarzom smakują, dlatego mamy swoje standardowe pozycje, ale dla zawodników, którzy są otwarci na nowe smaki i doznania kulinarne, przygotowujemy coś ekstra. Podstawa jest ta sama - przed meczem jemy lżejsze mięsa i lżejsze ryby - opowiada.

Jaki wpływ może mieć dieta na ewentualne kontuzje lub ich brak? - W dłuższej perspektywie czasowej taka zależność na pewno występuje jeśli mówimy o urazach mięśniowych. Jeśli ktoś dba o swój organizm, poprawnie prowadzi regenerację, pilnuje godzin posiłków, dba o podawanie płynów, przełoży się to na kondycję, w jakiej jest sam mięsień. Nie ma to oczywiście zastosowania przy urazach mechanicznych, których w ten sposób nie jesteśmy w stanie uniknąć. Żywienie ma mocne znaczenie długofalowo - ktoś, kto odpowiednio o siebie dba, może skończyć karierę w wieku 35-37 lat, inny będzie miał problemy już w wieku 30 lat - dodaje.

Cała rozmowa na Legia.com.