Liga Mistrzów. Kto jest odpowiedzialny za walkower z Celtikiem?

Wiele osób za katastrofalną pomyłkę obarcza tylko kierownik drużyny Martę Ostrowską. Jednak przed wysłaniem do UEFA list zgłoszeniowych zaakceptować je muszą też inni.


W środę mistrzowie Polski w rewanżu pokonali Celtic 2:0, ale wczoraj przed południem decyzją UEFA wynik został zweryfikowany na walkower dla Szkotów. W pierwszym meczu było 4:1 dla Legii, więc o Ligę Mistrzów powalczy Celtic, który w IV decydującej o awansie rundzie zmierzy się z NK Maribor.

- Sport przegrał za zamkniętymi drzwiami. Popełniliśmy błąd, przepraszamy, ale kara jest niewspółmierna. Bądźcie z nami - napisał na Twitterze współwłaściciel Legii Dariusz Mioduski.

Nie byłoby jednak całego zamieszania z walkowerem, gdyby w kadrze meczowej na rewanż w Edynburgu nie znalazł się Bartosz Bereszyński. 22-letni obrońca w ubiegłym sezonie otrzymał czerwoną kartkę w meczu Ligi Europejskiej z Apollonem Limassol, za którą powinien pauzować trzy spotkania.

Teoretycznie kara kończyła mu się po pierwszym meczu z Celtikiem. Problem w tym, że nie został zgłoszony do drugiej rundy eliminacyjnej, w której Legia mierzyła się z St. Patrick's. Początkowo co prawda Bereszyński na liście był, ale ostatecznie został z niej skreślony, a w jego miejsce wpisano Adama Ryczkowskiego.

Kto go wykreślił? Na wczorajszej konferencji Henning Berg zaprzeczył, że taka sytuacja w ogóle miała miejsce. - To nie jest prawda, że Bereszyński był na tej liście. W klubie nie wiedziano, że musiał się na niej znaleźć. Nikt go nie zgłaszał, bo skoro nie mógł grać, to uznaliśmy, że nie ma takiej potrzeby.

Potrzeba jednak była, ale w Legii dowiedziano się o niej dopiero po fakcie. Tuż przed wejściem do samolotu lecącego ze Szkocji do Polski. Szczęście po wyeliminowaniu Celticu zaczęło wtedy mieszać się z niepewnością. Po wylądowaniu w Warszawie - choć przekaz medialny z klubu był taki, że wszystko jest pod kontrolą - wszyscy już wiedzieli, że popełniono wielki błąd. Nie cieszył się nikt.

Od wczoraj na Łazienkowskiej panuje grobowa atmosfera, załamani są wszyscy, ale nikt palcami winnego wskazywać nie chce. Przynajmniej na razie. - Nie będę winił nikogo publicznie, będziemy o tym rozmawiać wewnątrz klubu. Poza tym nie można powiedzieć, że jest to wina jednej osoby i koniec. Takie stawianie sprawy, to moim zdaniem szukanie kozła ofiarnego - powiedział Berg.

Ustalenie winowajcy nie jest łatwe. Odpowiedzialność się rozmywa trochę tak, jak w kwestii transferów, gdzie za sprzedaż i zakupy nowych zawodników odpowiada w Legii tzw. komitet transferowy. Podobnie jest i w tym przypadku. Wiele osób obarcza teraz kierownik drużyny Martę Ostrowską. Wiadomo jednak, że to nie tylko ona jest odpowiedzialna za błąd. Owszem, to ona zajmuje się protokołem meczowym, ale nie wypełnia listy zgłoszeniowej, która za każdym razem przed wysłaniem - nie tylko do UEFA, ale też do Ekstraklasy czy PZPN - musi zostać zaakceptowana i sprawdzona przez kilka osób. Chodzi przede wszystkim o pion sportowy, na czele z Mazurkiem i Ebebenge.

Ostrowska jest łącznikiem między drużyną a pionem sportowym, ale niewykluczone, że to właśnie ona zostanie kozłem ofiarnym w tej sytuacji. Na razie prezes Leśnodorski zasugerował jej, żeby wzięła kilka dni urlopu. Na dzisiejszym meczu z Górnikiem Łęczna najprawdopodobniej Ostrowskiej na ławce rezerwowej Legii zabraknie.

Nawet nie sam awans do LM, ale brak możliwości awansu o niego, to dla Legii ogromny cios. Tylko za samą grę w czwartej rundzie eliminacji mistrzowie Polski otrzymaliby ponad 2 miliony euro. Za awans do fazy grupowej od UEFA do klubowej kasy wpłynęłoby kolejne 8,6 mln euro.

Teraz to pieniądze nieosiągalne. Legioniści zamiast bić się o LM muszą z FK Aktobe walczyć o Ligę Europejską, której gdyby nie walkower z Celtikiem byliby pewni. Za awans do fazy grupowej LE dostaną 1,3 mln euro. Niemało, ale to wciąż wirtualne pieniądze, bo Kazachów w dwumeczu trzeba jeszcze wyeliminować.

Legia próbuje jeszcze odwoływać się od tej decyzji UEFA do Sądu Arbitrażowego w Lozannie. Złożyła oficjalne pismo w tej sprawie, a odpowiedź przyjdzie w ciągu pięciu najbliższych dni.