Łudogorec Razgrad potencjalnym rywalem Legii. Jest się czego bać?

Najmniej znanym spośród potencjalnych rywali Legii Warszawa w IV rundzie eliminacji Ligi Mistrzów wydaje się Łudogorec Razgrad. Nic dziwnego, w końcu to drużyna, która powstała dopiero trzynaście lat temu, a jeszcze pięć lat temu grała w trzeciej lidze. Ale to nie oznacza, że Bułgarzy byliby łatwym rywalem - nic bardziej mylnego.
Za rozwojem drużyny stoją bracia Kirił i Georgi Domusziew, milionerzy i potentaci w branży farmaceutycznej. To oni w 2010 roku zdecydowali się zainwestować w beniaminka drugiej ligi bułgarskiej. Wzmocnili zespół i zaczęli inwestować również w bazę treningową, co robią do dzisiaj.

Do pierwszej ligi awansowali od razu. Do ekipy przyszli chociażby znani z gry w ekstraklasie Mladen Kascelan, Marian Jarabica czy Lubomir Guldan, który z Bułgarii trafił do Zagłębia Lubin. Beniaminek zaczął siać zniszczenie w Bułgarii, po remisie w debiucie wygrał osiem kolejnych spotkań. Zdobył mistrzostwo, którego nie oddał aż do dzisiaj, zbierając po drodze dwa puchary kraju. Dominacja absolutna.

Do Ligi Mistrzów podchodzą już po raz trzeci. Za pierwszym razem stracili awans z Dinamem Zagrzeb w niesamowity sposób. W pierwszym meczu prowadzili 1-0 i znacznie przeważali, by stracić bramkę w doliczonym czasie gry. W rewanżu trzymali "zwycięski" remis 2-2, grając w dziesiątkę, a sędzia doliczył pięć minut. Ale Chorwaci strzelili bramkę na wagę awansu w... 98. minucie. Bułgarzy byli zażenowani postawą sędziego, a Domusziewom przeszła po głowie myśl, by wycofać się z finansowania drużyny. Bo po co poświęcać pieniądze i czas na Łudogorec, skoro sędzia swoimi kontrowersyjnymi decyzjami może wszystko zniweczyć?

Świetny sezon w Europie

Ale na tak desperacki krok jednak się nie zdecydowali. I to popłaciło. W poprzednim sezonie odpadli w ostatniej rundzie eliminacji, przegrywając z FC Basel, ale trafili do fazy grupowej Ligi Europy. Stali się jej rewelacją, zdobyli 16 punktów na 18 możliwych. Zemścili się na Dinamie Zagrzeb, wygrane nad PSV Eindhoven niektórzy określali mianem największych zwycięstw w historii bułgarskiej piłki klubowej. A na deser wygrali i zremisowali z Czernomorcem.

W kolejnej rundzie po dramatycznym dwumeczu wyeliminowali Lazio. To Lazio, które wcześniej bez problemu pokonało Legię. Powstrzymała ich dopiero Valencia - 0-4 w dwumeczu - ale wydarzenia mogły potoczyć się zupełnie inaczej. Bułgarzy na początku pierwszego meczu dominowali i zmarnowali rzut karny, a potem goście z Hiszpanii wyprowadzili nagle trzy zabójcze ciosy. Co ciekawe, 20 proc. kwoty uzyskanej ze sprzedaży biletów na mecz domowy zostało przekazane na fundację "Łudogorec dla Bułgarii", a podczas wcześniejszych spotkań klub organizował zbiórki pieniędzy na cele charytatywne.

Ten świetny występ w Lidze Europy przyniósł im ponad 15 punktów do rankingu klubowego UEFA. Praktycznie tyle samo Legia zdobyła w... ostatnich pięciu latach. Właśnie dlatego to "Orły" w piątkowym losowaniu eliminacji Ligi Mistrzów będą rozstawione. Wystarczył do tego jeden bardzo dobry pucharowy sezon. Dzięki niemu zarobili też 7 mln euro, a właściciele powiedzieli jasno: każde euro zostanie ponownie zainwestowane w drużynę.

Życie na bogato

Dzięki temu mogą odważnie poczynać sobie na rynku transferowym, wydając dużo większe kwoty na wzmocnienia aniżeli Legia. Tego lata wydali już co najmniej 2 mln euro, z czego 1,5 mln przeznaczyli na Brayana Angulo z hiszpańskiej Granady. Dlaczego co najmniej? Bo nie wiadomo, ile zapłacili za dwóch Brazylijczyków, Wandersona i Michaela (został od razu wypożyczony do Sławii Sofia). Przed dwoma ostatnimi sezonami również wydali 2 mln euro, choć na większą liczbę piłkarzy. Co ważne, nie inwestują w "zgrane karty", starych zawodników z przeszłością w lepszych klubach, którzy pobyt w Bułgarii mogliby traktować jako wakacje. Jedynie przed pierwszym sezonem w bułgarskiej ekstraklasie pozyskali jakiegokolwiek zawodnika mającego 30 lat; od tej pory wszyscy są młodsi. Niektórzy znacznie. Bułgarzy pozyskali np. 21-letniego Virgila "Vurę" Misidjana, który ma za sobą występ w reprezentacji Holandii do lat 20 czy 19-letniego Jeroena Lumu, który również jest młodzieżowym reprezentantem "Oranje".

Kogo należałoby się obawiać, gdyby to właśnie Łudogorec był rywalem Legii? Jednym z najlepszych zawodników mistrza Bułgarii w zeszłorocznej edycji Ligi Europy był bramkarz Władisław Stojanow. Za strzelanie bramek odpowiada Roman Bezjak. Słoweniec zdobył sześć goli w LE, przeciwko PSV trafił do bramki rywala z ponad 40 metrów, a równie piękną bramką popisał się w meczu z Lazio. - Tak, niektóre moje bramki były dość spektakularne. Nie wiem, która jest najładniejsza, ale najważniejsze jest dobro drużyny - mówił o swoich wyczynach. W poprzednim sezonie ligowym zdobył jedenaście goli w dwudziestu meczach, a w tych eliminacjach strzelił już dwie bramki.

Mózgiem drużyny jest Marcelinho. Brazylijczyk posiadający również bułgarski paszport w 22 meczach poprzedniego sezonu strzelił osiem bramek i zaliczył siedem asyst. Do Łudogorca trafił w 2011 roku z Bragantino, wówczas zespołu drugiej ligi brazylijskiej, za zaledwie 120 tys. euro. Dziś jego wartość jest znacznie wyższa, nawet mimo 29 lat, jakie ma na karku. We wczorajszym dramatycznym pojedynku z Partizanem Belgrad (2-2, w pierwszym meczu 0-0) zdobył dwie bramki.

Jednak na stanowisku trenera nie ma aż takiej stabilizacji. Iwajło Petew poprowadził Łudogorca do pierwszego mistrzostwa, ale został zwolniony już po porażce w pierwszej kolejce. Został zastąpiony przez Stojczo Stojewa, który również wygrał ligę i poprowadził drużynę do dobrych wyników LE, ale został zwolniony już po dwóch kolejkach obecnego sezonu. Trenerem został Georgi Dermendżijew, który przez wcześniejsze lata był asystentem zarówno Petewa, jak i Stojewa.

Co ciekawe, Legia grała z Łudogorcem w zeszłym roku. Wygrała mecz towarzyski 1-0, który został zapamiętany z tego, że został przerwany w 80. minucie. Bułgarzy popychali sędziego, który wcześniej nie uznał dwóch prawidłowo zdobytych przez nich goli oraz nie podyktował rzutu karnego. Ale już wcześniej grali bardzo ostro, arbiter ukarał ich pięcioma żółtymi kartkami oraz jedną czerwoną.

I gdyby musieli zagrać z Legią ponownie, na pewno walczyliby równie mocno. Łudogorec na papierze wydaje się wraz z RB Salzburg potencjalnie najsilniejszym rywalem w IV rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, nawet jeśli najmniej znanym.

Najlepsze komentarze czytelników Sport.pl [LIPIEC]