Liga Mistrzów. Przypieczętować awans w Edynburgu

Legia Warszawa w pierwszym meczu Celtikiem Glasgow wygrała wysoko 4:1, jednak awansu do kolejnej rundy nie może być pewna. Mistrzowie Szkocji wierzą bowiem w odrobienie strat i zapowiadają walkę do samego końca


Mistrzowie Polski staną przed szansą awansu do czwartej, ostatniej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. By tak się stało, podopieczni Henninga Berga muszą obronić wypracowaną nad Celtikiem przewagę. Przed tygodniem legioniści przy Łazienkowskiej rozegrali jeden z najlepszych meczów w ostatnich latach i rozgromili Szkotów aż 4:1. Początek rewanżowego spotkania w Edynburgu o 20.45.

Legia w zeszłą środę zagrała niemal perfekcyjnie. Podopieczni Berga zwyciężyli wysoko, choć powinni wygrać jeszcze wyżej. Warszawianie seryjnie marnowali jednak stuprocentowe sytuacje. Najlepsze Ivica Vrdoljak, który dwukrotnie pomylił się z rzutów karnych. Legioniści prawie cały mecz atakowali, ale nie potrafili dobić grających - po czerwonej kartce dla Efe Ambrose'a - w dziesiątkę Szkotów. Na szczęście dla Vrdoljaka i całego zespołu w ostatnich minutach do goli Miroslava Radovicia z pierwszej połowy po jednym trafieniu dołożyli Michał Żyro i Jakub Kosecki.

- Jestem bardzo zadowolony z wyniku i z przebiegu meczu. To dla nas wszystkich wspaniała sprawa widzieć polską drużynę, która ogrywa tak wielką, doświadczoną europejską firmę. Jestem dumny z moich piłkarzy - mówił zaraz po meczu Berg.

Zanim jednak podopieczni Norwega rozpoczęli deklasację rywali, przez Łazienkowską przemknęły demony zeszłorocznej rywalizacji ze Steauą. Już w ósmej minucie prowadzenie gościom dał Callum McGregor. Legioniści jednak głów nie spuścili i już po 120 sekundach doprowadzili do wyrównania. Równie zły początek w środowym meczu jest niedopuszczalny. - Nie możemy do Szkocji pojechać bronić wyniku. Myślę, że kluczem będzie zdobycie szybko jednego punktu - prognozował tydzień temu Vrdoljak.

"The Bhoys", chociaż w roli gospodarza zagrają w oddalonym o 75 km od Glasgow Edynburgu, wierzą w powtórkę jednej z "magicznych" nocy z Celtic Park. Przed własną publicznością w rozgrywkach LM Szkoci wygrywali z największymi europejskimi zespołami - m.in. z Barceloną, Manchesterem United i Liverpoolem.

Celtic potrafił też odwracać losy dwumeczów, kiedy szanse na to wydawały się iluzoryczne. Tak było w 1997 roku, kiedy w starciu z austriackim Tirolem Innsbruck w Pucharze UEFA trzy decydujące o awansie gole "The Bhoys" strzelali w ostatnich ośmiu minutach. Tak było też blisko 12 miesięcy temu, w czwartej rundzie eliminacji do LM, kiedy prowadzeni jeszcze przez Neila Lennona Szkoci przegrali w Kazachstanie z Szachtiorem Karaganda 0:2. W rewanżu umieli się jednak pozbierać, wygrywając 3:0 i zapewniając sobie awans do fazy grupowej.

Dokładnie takiego wyniku gospodarze potrzebują też dzisiaj. Nic więc dziwnego, że zeszłoroczny bój z Kazachami jest dla nich inspiracją przed rewanżowym starciem z Legią. - Przez tydzień zrobiliśmy wszystko, by do środowego meczu podejść z maksymalną energią. Kiedy mówię energia, mam na myśli zaangażowanie, pragnienie wygranej, pragnienie walki do ostatniej chwili, pragnienie stworzenia niezłomnego zespołu - powiedział na wczorajszej konferencji prasowej trener Celticu Ronny Deila.

- Każdy z nas wierzy w sukces, a przecież Celtic dokonywał podobnych rzeczy przed laty. Udało się też rok temu w starciu z Szachtiorem, więc dlaczego w środę miałoby być inaczej? - dodał pomocnik szkockiej drużyny Stefan Johansen.

Ale legioniści zuchwałymi zapowiedziami gospodarzy się nie przejmują. Zeszłotygodniowa wygrana dała mistrzom Polski dużą pewność siebie. Podopieczni Berga wiedzą już, że Szkoci nie są zespołem nie do pokonania. Do Edynburga polecieli pełni szacunku do rywala, ale nikt z nich nie wyobraża sobie, by na BT Murrayfield miała stać się tragedia.

- Myślę, że każdy z nas zrobi naprawdę wiele, by cieszyć się z awansu do kolejnej fazy rozgrywek. Przede wszystkim nie możemy wyjść na boisko zbyt rozluźnieni. Celtic ma dobrych piłkarzy, którzy będą chcieli nas zaatakować, więc od początku będziemy musieli być skoncentrowani - powiedział na przedmeczowej konferencji prasowej Inaki Astiz.

Berg najprawdopodobniej postawi na tych samych zawodników, którzy od pierwszej minuty rozpoczęli zeszłotygodniowe spotkanie. Na bóle w okolicach biodra narzekał co prawda Duszan Kuciak, ale jego występ przeciwko Celtikowi nie jest zagrożony. - Wszystko jest w porządku, idziemy do przodu. O tym, czy zagram z Celtikiem, zadecyduje trener - mówił w poniedziałek.

W wyjściowej jedenastce powinien też znaleźć się Michał Kucharczyk, choć w coraz lepszej formie jest Kosecki. 24-latek w Warszawie przeciwko Celtikowi zagrał zaledwie 15 minut, ale przez ten czas zdążył zdobyć gola i wypracować rzut karny. Ale Berg, podobnie jak w pierwszym meczu, pewnie posadzi Koseckiego na ławce. W Edynburgu będzie on tylko asem w rękawie, który na murawie pojawi się pod koniec spotkania, by rywalizować ze zmęczonymi rywalami.

Jeśli Legia strzeli choć jednego gola, to Szkoci, by awansować, będą musieli wygrać różnicą co najmniej czterech goli. Warszawianie w Europie ostatni raz tak wysoko przegrali 13 lat temu, kiedy z Pucharu UEFA eliminowała ich Valencia (1:6). Za kadencji Berga Legia na wyjeździe jeszcze nie przegrała i w każdym meczu strzelała przynajmniej jednego gola. Jeśli dzisiaj podtrzyma tę dobrą passę, to zapewni sobie grę w pucharach przynajmniej do połowy grudnia.