Na liście strzelców tylko legioniści, ale mecz z Górnikiem kończy się remisem

Legia Warszawa w sobotę przed własną publicznością zremisowała 1:1 z Górnikiem Zabrze w meczu trzeciej kolejki ekstraklasy. Prowadzenie gościom samobójczym golem dał Igor Lewczuk, po przerwie wyrównał natomiast Marek Saganowski.


W wyjściowym składzie Legii na mecz z Górnikiem nastąpiło aż dziewięć zmian w porównaniu z środową potyczką z Celtikiem Glasgow. Miejsce w podstawowej jedenastce zachowali jedynie Duszan Kuciak i Tomasz Brzyski. Na prawym skrzydle mecz zaczął Henrik Ojamaa. Estończyk, który z powodu kontuzji nie pojechał na obóz przygotowawczy, w pierwszym składzie znalazł się po raz pierwszy od 28 maja, kiedy Legia w Szczecinie mierzyła się z Pogonią.

W ataku norweski szkoleniowiec postawił na Arkadiusza Piecha i Marka Saganowskiego, dla którego był to setny ligowy występ w barwach klubu z Łazienkowskiej. Tuż po rozgrzewce z rąk Jacka Mazurka i Michała Żewłakowa "Sagan" otrzymał pamiątkową koszulkę z numerem 100 na plecach.

Mecz mógł wspaniale rozpocząć się dla gospodarzy. Już w pierwszej akcji w sytuacji sam na sam z Pavelsem Steinborsem znalazł się Jakub Kosecki. 24-letni skrzydłowy nie opanował jednak trudnego podania i nie zdołał zagrozić bramce Górnika. W 13. minucie po kolejnym efektownym dryblingu "Kosy" dogodną okazję zmarnował Arkadiusz Piech.

29-letni napastnik pomylił się także dziesięć minut później. Z lewej strony perfekcyjnie dośrodkował Brzyski, jednak uderzenie głową Piecha minęło słupek bramki Steinborsa.

Zmarnowane okazje zemściły się na legionistach 120 sekund po tym wydarzeniu. Z rzutu wolnego w pole karne dośrodkował Robert Jeż i po nieporozumieniu między Kuciakiem i Dossą Juniorem piłka wpadła do siatki. Chociaż z gola cieszył się Adam Danch, to trafienie ostatecznie zaliczono Igorowi Lewczukowi, od którego odbiła się piłka.

Po straconym golu legioniści rzucili się do odrabiania strat, jednak nie potrafili sforsować dobrze funkcjonującej defensywy Górnika. W 38. minucie, po doskonałym podaniu Bartłomieja Kalinkowskiego, do Piecha dobrze dośrodkował Saganowski, ale były zawodnik Zagłębia Lubin znów chybił.

Jeszcze przed przerwą po kolejnej wrzutce z lewej strony w dobrej sytuacji znalazł się "Sagan", ale i on nie potrafił pokonać Steinborsa. Podopieczni Berga próbowali, ale byli nieskuteczni i do szatni schodzili z jednobramkową stratą.

Ataki warszawian na nowo rozpoczęły się zaraz po przerwie. Najpierw ponownie głową próbował Piech, a chwilę później po dobrym wykonaniu rzutu rożnego przez Brzyskiego w dogodnej okazji nie trafił do bramki Junior.

W 56. minucie Berg dokonał aż trzech zmian. Boisko opuścili Brzyski, Kalinkowski i Ojamaa, a w ich miejsce pojawili się debiutujący w ekstraklasie 20-letni Łukasz Moneta oraz Ivica Vrdoljak i Tomasz Jodłowiec.

Mimo upływu minut napór Legii nie słabł. W 58. minucie na bramkę Steinborsa uderzał Saganowski, a jego strzał nieskutecznie dobijał Kosecki. Chwilę po tym w polu karnym stoper Górnika znakomicie ubiegł Piecha, który niespełna 60 sekund później w doskonałej sytuacji niedokładnie podawał wzdłuż bramki do Juniora.

Absolutna dominacja gospodarzy udokumentowana została w 66. minucie, a upragnionego gola dla warszawian zdobył Saganowski, który znakomicie odnalazł się w szesnastce zabrzan. Dla 35-letniego napastnika był to 99. gol zdobyty na boiskach polskiej ekstraklasy.

W 84. minucie na prowadzenie mogli wyjść zabrzanie. Po niedokładnie rozegranym rzucie rożnym przez legionistów goście wyszli z bardzo groźnym kontratakiem. Po dobrej akcji Dzikamaia Gwaze piłkę na prawym skrzydle otrzymał Danch, który podał do Romana Gergela. Na szczęście dla Legii uderzenie pomocnika zabrzan okazało się niecelne.

Minutę przed końcem regulaminowego czasu gry ponownie z dobrej strony pokazał się Gwaze, ale jego dobry strzał z trudem wybronił Kuciak.

Prowadzący zawody Bartosz Frankowski doliczył jeszcze cztery minuty, ale w sobotni wieczór przy Łazienkowskiej goli już nie było. Legia w drugim meczu ligowym na Pepsi Arenie po raz drugi nie wygrała, choć okazji, by zgarnąć pełną pulę, warszawianie mieli co niemiara. Gospodarzom zabrakło przede wszystkim skuteczności. Tę być może zachowali na rewanżowe spotkanie z Celtikiem, które zostanie rozegrane w najbliższą środę w Edynburgu.