Dariusz Dziekanowski: Rotacje w składzie Legii są irytujące

PRZEGLĄD PRASY. - Jest kilku graczy, którzy w tej drużynie w ogóle nie powinni być. Nie wiem, co tu tyle czasu robi Helio Pinto. To ewidentne nie ten rozmiar kapelusza. Systematycznie oglądam Legię i jakoś nie zauważyłem Orlando Sa. A przecież jest tu ponad pół roku. Nie wiem, może mało spostrzegawczy jestem - mówi w rozmowie z ?Polska The Times? Dariusz Dziekanowski.


Trener Legii Henning Berg na początku rozgrywek mocno rotuje składem. W pierwszych pięciu meczach nowego sezonu zagrało aż 28 piłkarzy. Tak częste zmiany nie podobają się byłemu napastnikowi reprezentacji Polski. - Te rotacje w składzie są irytujące. Rotować to można czymś, co ma jakąś wartość. Najpierw trzeba tę wartość stworzyć. Pokazać, że oto jest pierwszy zespół, gra tak i tak, a później szukać zmian, innych rozwiązań. A na razie to mi wygląda na szukanie alibi. Trener zachowuje się tak, jakby nie prowadził Legii, która jest zawodowym klubem z ambicjami, a półamatorów z St Patrick's - podkreśla w wywiadzie z "Polska The Times" Dziekanowski.

"Dziekan" krytykuje również politykę transferową Legii - Jest kilku graczy, którzy w tej drużynie w ogóle nie powinni być. Nie wiem, co tu tyle czasu robi Helio Pinto. To ewidentne nie ten rozmiar kapelusza. Systematycznie oglądam Legię i jakoś nie zauważyłem Orlando Sa. A przecież jest tu ponad pół roku. Nie wiem, może mało spostrzegawczy jestem. Teraz zatrudniono Piecha i Lewczuka. No i się okazuje, że Piech nie łapie się na St. Patrick's. Po co jest ten Lewczuk, skoro są już w drużynie skrajni obrońcy? - pyta retorycznie były piłkarz. - Jeśli robi się takie transfery jak Piech czy Lewczuk, to warto się zastanowić, co się dzieje z Akademią Legii, która miała tak dobre opinie. Ostatnich dobrych, jak Furman czy Łukasik, posprzedawano. Fakt, że stawia się na przeciętnych ligowców z innych klubów, a nie na wychowanków, może oznaczać, że w klubie są przekonani, że ci swoi młodzi w ciągu pół roku czy roku nie będą w stanie tej drużynie nic dać. A to znaczy, że z Akademią jest jakiś problem - uważa Dziekanowski.