Legia dyndała na stryczku, ale przedarła się do trzeciej rundy

Legia dyndała na stryczku, ale m.in. Miroslav Radović i Michał Żyro przecięli w Dublinie pętlę zaciśniętą na szyi. Drużyna Henninga Berga przedarła się do trzeciej rundy eliminacji Ligi Mistrzów, wygrywając rewanż z półzawodowym Saint Patrick's 5:0. Teraz czeka ją mecz z mistrzem Szkocji Celtikiem Glasgow.


Prezydent UEFA Michel Platini w 2009 roku zreformował eliminacje do Ligi Mistrzów. Nowy format powinien znacznie ułatwić mistrzowi Polski awans do elity. Jednak nie tylko jak dotąd nie udało się wykorzystać ułatwienia (najlepsza polska drużyna rywalizuje w kwalifikacjach jedynie z drużynami z lig sklasyfikowanych w rankingu UEFA na miejscach 14.-54.), ale też jeden mistrz Polski odpadł już z pierwszym z ewentualnych trzech rywali - pięć lat temu Wisła z mistrzem Estonii Levadią Tallin.

Legia była bliska pójścia w jej ślady, bo zawaliła pierwszy mecz, w którym - jak mówił trener Legii Henning Berg - drużyna za wolno myślała na boisku. Legia dyndała na stryczku, ale m.in. Miroslav Radović i Michał Żyro przecięli w Dublinie pętlę zaciśniętą na szyi.

W rewanżu nie było już miejsca na zlekceważenie Irlandczyków, piłkarze Legii poruszali się trochę żwawiej. I zrobili to, co do nich należało. Pierwszy gol padł po akcji zawodników, którzy wiosną zapewnili tytuł - Michał Żyro podał piłkę do Miroslava Radovicia. Serb wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem.

W drugiej połowie trafił sam Żyro po akcji Michała Kucharczyka. W ostatnich dziesięciu minutach rywale osłabli. Bramkę zdobył znów Radović po prostopadłym podaniu Ondreja Dudy, a w końcówce najpierw Marek Saganowski, a później gola samobójczego strzelił obrońca rywali po dośrodkowaniu Tomasza Brzyskiego.

Na starcie sezonu większość piłkarzy Legii znalazła się w słabej lub przeciętnej dyspozycji. Po wysoko wygranym meczu w Dublinie - głównie za sprawą osłabnięcia Irlandczyków w drugiej części - trudno o hurraoptymizm. Ale przynajmniej Legia powróciła do planu A, który dał jej tytuł wiosną - współpracy Radovicia z Dudą.

Szczególnie w pierwszej połowie niepewnie chwilami radził sobie jednak środkowy pomocnik Tomasz Jodłowiec, sporo nieprecyzyjnych podań zaliczył Ivica Vrdoljak, ale wystarczyło to na amatorów z Dublina.

Znacznie trudniej będzie teraz z Celtikiem. To w meczach ze Szkotami przyjdzie pierwsza weryfikacja słów legionistów, którzy po zdobyciu mistrzostwa Polski mówili: "Ten zespół ograłby Steauę Bukareszt".

Z rumuńskim klubem warszawski klub przegrał rok temu bezpośrednią walkę o Ligę Mistrzów. Gdyby Legia ograła Celtic, czeka ją jeszcze jeden podobny rywal, już w czwartej rundzie.