Legia coraz głębiej w kryzysie. Porażka z beniaminkiem na inaugurację ligi

Nie spełniły się zapowiedzi legionistów o szybkim i efektownym rewanżu za kompromitujący remis z St. Patrick's Athletic. Grająca w drugim garniturze Legia na inaugurację ekstraklasy przegrała przed własną publicznością z GKS Bełchatów 0:1.


Jedynego gola zdobył w ostatniej minucie pierwszej połowy Bartosz Ślusarski. Tym samym zapewnił beniaminkowi efektowny powrót w szeregi ekstraklasy i utrzymał znakomitą passę GKS w spotkaniach z Legią - ostatni raz ekipa z Bełchatowa przegrała przy Łazienkowskiej w 2008 roku. Oprócz tego pogłębił także kryzys mistrza Polski, którego w środę czeka decydujące o losie klubu w europejskich pucharach spotkanie.

Sobotnie ewentualne zwycięstwo z GKS miało podbudować morale ekipy Henninga Berga. Choć norweski trener oszczędził najlepszych piłkarzy - w pierwszym składzie, w porównaniu do meczu z St. Patrick's, zaszło aż osiem zmian - Legia miała wygrać zdecydowanie i przekonująco i w dobrych nastrojach wybrać się do Dublina po awans do kolejnej fazy eliminacji Ligi Mistrzów.

Któż by się spodziewał, że na drodze drużyny, która w ostatnich dwóch latach zdominowała rozgrywki ekstraklasy, stanie beniaminek z Bełchatowa? Tymczasem ekipa Kamila Kieresia naciskała na Legię od pierwszego gwizdka i już po kwadransie gry było pewne, że nie przyjechała na Łazienkowską po najmniejszy wymiar kary.

Pierwsze ostrzeżenie goście dali już w 9. minucie, kiedy Mateusz Mak zagrał prostopadłe podanie do Bartosza Ślusarskiego, ale ten minimalnie minął się z piłką. Sześć minut później drugi z braci Maków, Michał, próbował głową wrzucić piłkę "za kołnierz" Duszana Kuciaka, ale minimalnie chybił. Na pustawej Pepsi Arenie (niecałe 9 tys. kibiców na trybunach) rozległy się pierwsze gwizdy.

Pierwszą groźniejszą szansę legioniści mieli po 20 minutach gry - świetne podanie Ivicy Vrdoljaka zmarnował jednak młodziutki Adam Ryczkowski. Prócz kapitana gospodarze razili jednak nieporadnością, którego kwintesencją było zdarzenie z 25. minuty - będący w dobrej sytuacji Arkadiusz Piech nie porozumiał się z nowym partnerem w ataku Władimirem Dwaliszwilim i zamiast oddać skuteczny strzał z 10 metrów, wpadł na swojego kolegę z zespołu i stracił piłkę.

W 30. minucie powinno być 1:0 dla GKS - znakomite dośrodkowanie Mateusza Maka zmarnował jednak Bartosz Ślusarski. Ale brak skuteczności "Ślusarza" nie zemścił się na napastniku GKS - w 45. minucie tym razem wystarczyło mu dołożyć nogę i po podaniu Maka z lewego skrzydła wepchnąć piłkę do siatki. Udało mu się to bez kłopotu i... bez asysty rywala. W tej akcji zaspał niemal cały blok defensywny gospodarzy.

W przerwie Henning Berg próbował wpłynąć na zespół, stosując terapię szokową i wprowadzając na boisko aż trzech nowych graczy - nie zostawiając sobie alternatywy w razie ewentualnej kontuzji. W roli strażaków wystąpili doświadczeni Jakub Rzeźniczak i Marek Saganowski, a na boisku zameldował się także młodziutki Bartłomiej Kalinkowski.

Na niewiele się to jednak zdało. Legia miała problem nie tylko ze stwarzaniem okazji strzeleckich, ale i z utrzymaniem się przy futbolówce. GKS znakomicie bronił pressingiem, a zagubieni legioniści szybko gubili piłkę, nie byli w stanie przebić się przez bełchatowski mur. Próbował Jakub Kosecki, ale bardziej niż błyskotliwego skrzydłowego sprzed kilkunastu miesięcy przypominał chaotyczną wersję siebie z końcówki zeszłego sezonu.

GKS zwyciężył, a w obozie Legii zrobiło się nerwowo - po środowym spotkaniu z Irlandczykami prezes Bogusław Leśnodorski napisał, że gorzej być już nie może. Najwidoczniej jednak się mylił.

Więcej o: