Sport.pl

Legia ambitna, ale słabsza od Zawiszy. Eksperymentalny skład przegrał po golu w doliczonym czasie

Legii Warszawa po raz drugi z rzędu nie udało się zdobyć Superpucharu Polski. Mistrzowie kraju przed własną publicznością przegrali z Zawiszą Bydgoszcz 2:3. O triumfie zdobywców Pucharu Polski zadecydował gol z 92. minuty autorstwa Wahana Geworgiana.


Na powracający po blisko dwóch latach mecz o Superpuchar Polski zgodnie z zapowiedziami trener Henning Berg wystawił eksperymentalny skład. Wyjściowa jedenastka warszawian była mieszanką debiutantów z weteranami - w pierwszym składzie znalazło się miejsce dla doświadczonych, choć rozgrywających pierwszy mecz o stawkę w Legii Igora Lewczuka i Arkadiusza Piecha oraz młodych Mateusza Wieteski, Roberta Bartczaka, Bartłomieja Kalinkowskiego i Adama Ryczkowskiego. Cała czwórka niespełna 20-letnich piłkarzy trenowała z pierwszym zespołem na 10-dniowym obozie w Gniewinie.

Po spokojnym i wyrównanym pierwszym kwadransie minimalną przewagę osiągnęli bydgoszczanie. Piłkarze Jorge Paixao chętnie atakowali prawą stroną boiska, gdzie wsparcia od Ryczkowskiego nie miał występujący z konieczności na lewej obronie Bartosz Bereszyński.

Kiedy wydawało się, że to Zawisza obejmie prowadzenie, w 23. minucie spotkania pierwszą dogodną sytuację do zdobycia gola mieli gospodarze. Po dwójkowej akcji Marka Saganowskiego i Jakuba Koseckiego przed świetną szansą stanął Bartczak. 18-letniemu napastnikowi, który w środę zagrał na prawej obronie, zabrakło jednak zimnej krwi i jego uderzenie minęło lewy słupek bramki Grzegorza Sandomierskiego. Chwilę później w odpowiedzi groźnie strzelał Luis Carlos, ale skutecznie, choć nie bez problemu, interweniował Konrad Jałocha.

Niewiele ponad pięć minut po tej sytuacji Brazylijczyk był już bezbłędny. Piłkę na prawej stronie stracił Bartczak. Ta po jednym podaniu znalazła się pod nogami Carlosa, który spokojnym płaskim strzałem bez problemu pokonał Jałochę.

Legioniści starali się nie rozpamiętywać straconej bramki i szybko chcieli doprowadzić do remisu. Szansę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego miał Lewczuk, z dystansu uderzał też Ryczkowski. Obie próby okazały się jednak nieskuteczne. Na bramkę Sandomierskiego uderzali jeszcze kolejno Piech, Saganowski i Vrdoljak, jednak wszystkie strzały były blokowane lub niecelne.

Na dwie minuty przed przerwą trud legionistów został wynagrodzony. Świetną akcją z prawej strony popisał się Vrdoljak, który minął dwóch obrońców Zawiszy i podał piłkę wzdłuż bramki. W odpowiednim miejscu i czasie znalazł się Ryczkowski i z najbliższej odległości wpakował futbolówkę do siatki, doprowadzając tym samym do wyrównania.

Drugą połowę odważniej zaczęli gospodarze, jednak to podopieczni Paixao ponownie objęli prowadzenie. Na lewej stronie ograny przez Carlosa został Bereszyński. Brazylijczyk podał piłkę w pole karne, gdzie z mniej więcej 12 metrów Jałosze szans nie dał Alvaro Gomes.

Siedem minut później mogło być 2:2. W sytuacji sam na sam z Sandomierskim znalazł się Kosecki, ale jego uderzenie lobem zatrzymało się na słupku bydgoskiej bramki.

Legioniści długo szukali wyrównania, raz po raz atakując bramkę rywali. W 66. minucie prowadzący zawody Bartosz Frankowski nie podyktował rzutu karnego po faulu na Ryczkowskim. Pięć minut później było już jednak 2:2. Do wyrównania strzałem głową doprowadził Saganowski. Warta podkreślenia jest też asysta z rzutu rożnego, którą zaliczył Kalinkowski.

Rozochoceni legioniści na siedem minut przed końcem regulaminowego czasu gry mogli wyjść na prowadzenie. Z lewej strony w pole karne dośrodkowywał wprowadzony w drugiej połowie 20-letni Łukasz Moneta, a z bliskiej odległości fatalnie przestrzelił Saganowski. W odpowiedzi bliski trafienia dla bydgoszczan był z kolei Korneliusz Sochań.

Kiedy wydawało się, że podobnie jak przed dwoma laty o Superpucharze zadecydują rzuty karne, na prowadzenie w doliczonym czasie gry wyszli goście. Bramkę strzałem z dystansu zdobył Geworgian. W tej sytuacji nie popisał się Jałocha, który nie poradził sobie z niezbyt trudnym uderzeniem Ormianina.

Tuż przed końcem swoją szansę miał Piech, jednak jego uderzenie zostało zablokowane. Chwilę później sędzia Frankowski zakończył spotkanie i Zawisza po raz pierwszy w swojej historii sięgnął po Superpuchar Polski.

Więcej o: