Bogusław Leśnodorski: Liga Europy to cel minimum

- Jesteśmy polską drużyną i to jasne, że powinni w niej grać Polacy. Co do proporcji w szatni, to faktycznie przez pół roku były one przeważone w stronę obcokrajowców. Ale wcześniej przecież doszli Broź, Jodła, Brzytwa, Bereś. Można więc powiedzieć, że wróciliśmy po chwili na obrany wcześniej kierunek - mówi serwisowi Legia.net Bogusław Leśnodorski, prezes Legii Warszawa.


W długiej rozmowie z serwisem Legia.net Leśnodorski tłumaczy, dlaczego tak niewielu wychowanków piłkarskiej akademii trafia do pierwszego zespołu. - Nie będzie tak, że z każdego rocznika trafi 5-6 chłopaków do pierwszego składu. Weszliśmy w model wypożyczeń, ale nie zawsze zdaje to egzamin. Cały czas się tego uczymy i szukamy najlepszego rozwiązania. Ze strony tych młodych chłopaków było ogromne ciśnienie na grę na wyższym poziomie - np. I ligowym. To nie jest tak, że my sobie wymyśliliśmy, że oni mają grać na zapleczu ekstraklasy. To wynik rozmów z zawodnikami, ich menedżerami. Weźmy przykład takiego Olka Jagiełło, który był przekonany, że jest gotów do gry na najwyższym poziomie. Podobnie było z Kamilem Kurowskim. Zamiast potrenować w rezerwach, zobaczyć jak to wygląda w III lidze, pojechał w świat i zderzył się z brutalną rzeczywistością - stwierdza.

Współwłaściciel Legii opowiedział też o polityce transferowej warszawskiego klubu. Latem na Łazienkowską trafiło pięciu nowych zawodników, wśród nich aż czterech Polaków. Dlaczego? - Jesteśmy polską drużyną i to jasne, że powinni w niej grać Polacy. Nie mówiłbym teraz o zmianie kierunku, było jedno okienko gdzie takiej zmiany można się było dopatrzyć. Ale wcześniej przecież doszli Broź, Jodła, Brzytwa, Bereś. Można więc powiedzieć, że wróciliśmy po chwili na obrany wcześniej kierunek. Co do proporcji w szatni, to faktycznie przez pół roku były one przeważone w stronę obcokrajowców. - odpowiada współwłaściciel warszawskiego klubu.

Prezes także potwierdził, że Legia jest zainteresowana ściągnięciem z Zawiszy Bydgoszcz Michała Masłowskiego. - Będziemy rozmawiać, wydaje mi się, że w lipcu sytuacja się wyjaśni. Uważamy, że Legia to dla tego chłopaka dobre miejsce do rehabilitacji i rozwoju. W lipcu coś tam ustalimy, a we wrześniu będą odpowiednie okoliczności. Zobaczymy jak wyjdzie z europejskimi pucharami, jestem dobrej myśli. Dziś to chyba dla wszystkich najlepsze rozwiązanie. On i tak nie będzie w Zawiszy teraz grał, najwcześniej na wiosnę. Z Radkiem Osuchem mamy bardzo partnerskie stosunki i myślę, że to będzie zależało od Michała. Jeśli nic się nie wydarzy, to jest 90 procent szans, że zostanie w Warszawie. - ocenia.

Leśnodorski również pozytywnie ocenia współpracę z brazylijskim Fluminense, którą krytykuje wielu obserwatorów. - To super sprawa. Ryzyko nie jest duże, a szansa na to, że się uda, jest duża. Przecież zarówno Alan Fialho jak i Raphael Augusto graliby w prawie każdej drużynie w ekstraklasie i byliby wyróżniającymi się postaciami. Wrócili, bo są ambitni. Augusto pewnie zagra w pierwszej drużynie jakiegoś klubu w Brazylii. On sam był zadowolony z pobytu w Polsce. Twierdził, że zrobił progres, mimo, że grał mało. Alan był przez trzy miesiące stoperem numer trzy, była realna szansa, że zagra. On na wykresach wypadał super, ale miał pecha, bo w Legii grali goście z dużym doświadczeniem, uznaną pozycją w zespole - "Rzeźnik" i Dossa. Musiał czekać na swoja szansę. Nie doczekał się, ale jesteśmy przekonani, że to jest chłopak do gry. Na poziomie ekstraklasy. - stwierdza.

Na koniec prezes przyznał, że zgadza się ze słowami drugiego współwłaściciela Legii Dariusza Mioduskiego, który powiedział, że Liga Mistrzów jest marzeniem, a Liga Europy jest celem warszawian na najbliższy sezon. - Źle by się stało gdybyśmy w fazie grupowej Ligi Europy nie zagrali. Nic dodać, nic ująć. To jest cel minimum. - mówi.