Sukces rodzi się na łące, czyli historia drużyny rugby Legii Warszawa

- Na pierwszych treningach spotykaliśmy się na łące. Przynosiłem z domu trzy piłki, ktoś inny brał jeszcze dwie i tak to wszystko się zaczynało - wspomina pierwszy trening rugbistów Legii trener Marcin Danieluk. Na początku czerwca jego zespół awansował do pierwszej ligi.


6 czerwca rugbiści Legii pokonali w barażu na Pepsi Arenie 34:7 Budowlanych Łódź i wywalczyli awans na zaplecze Ekstraligi. - Byłem przekonany, że wygramy. Mieliśmy lepszych zawodników i o wiele bardziej zgraną drużynę. Ale i tak to spotkanie było dla nas niesamowitym wydarzeniem. Mecz rozgrywany na Pepsi Arenie, przy sztucznym oświetleniu, na trybunach rozśpiewani kibice. Dla takich chwil trenuje każdy sportowiec - mówi Danieluk.

Partyzantka

Legia nigdy wcześniej nie miała drużyny rugby, ta pierwsza, Danieluka, powstała w maju 2012 roku z inicjatywy byłych zawodników AZS AWF Warszawa i kibiców Legii. - Dwumilionowe miasto zasługuje na coś więcej niż dwa obecne kluby rugby, z których jeden gra w I lidze [Skra Warszawa], a drugi broni się przed spadkiem z elity [AZS AWF] - mówił wówczas Danieluk. Na początku jego zespół borykał się z ciągłymi problemami organizacyjnymi. Brakowało sprzętu do ćwiczeń, a znalezienie boiska treningowego graniczyło z cudem. - Pierwsze zajęcia odbywały trochę po partyzancku. Spotykaliśmy się na łące. Przynosiłem z domu trzy piłki, ktoś inny brał jeszcze dwie i tak to wszystko się zaczynało. Dopiero potem część sprzętu udało się załatwić ze starego magazynu sportowego w Nowym Dworze Mazowieckiem, a resztę kupiliśmy ze składek samych zawodników - opowiada trener.

Z czasem do zespołu zaczęło się garnąć coraz więcej osób. Na pierwszym naborze pojawiło się około 30 kandydatów do gry, a na kolejnym już ponad 80. Drużyna stopniowo nabierała kształtu - złożona z całkowitych amatorów zaczęła rozgrywać mecze towarzyskie z innymi warszawskim zespołami, brała udział w turniejach charytatywnych. Tak wyglądał pierwszy rok.

- Stworzyliśmy waleczny zespół będący mieszaniną młodości i doświadczenia. W składzie są starsi zawodnicy, kiedyś ocierający się nawet o reprezentacje Polski jak Michał Pazio czy Łukasz Miśkiewicz i chłopcy, którzy piłkę do rugby pierwszy raz mieli w dłoniach dopiero dwa lata temu - charakteryzuje swoich podopiecznych Danieluk.

Legii udało się również znaleźć bazę treningową. Rugbiści zaczęli regularnie ćwiczyć na obiektach AWF. Jednak prawdziwym impulsem okazała się współpraca rozpoczęta z KP Legia.

Pomoc z Łazienkowskiej

- Na stulecie klubu chcielibyśmy wystąpić jako wielka legijna rodzina - mówił w listopadzie ubiegłego roku dyrektor wykonawczy Legii Jakub Szumielewicz. - Presja czasu bardzo nas mobilizuje. Zbliża się rok 2016 i chcemy zrobić, co możemy, by pokazać wtedy Legię z jak najlepszej strony - dodawał.

Umowa piłkarskiej Legii ze stowarzyszeniem zarządzającym rugbistami podpisana została wcześniej, w maju 2013 i funkcjonuje na podobnych zasadach jak porozumienia zawarte z innymi sekcjami (hokej, koszykówka, piłka wodna, boks) - określa zasady korzystania z logo i nazwy Legii, gwarantuje również pomoc w poszukiwaniu sponsorów.

KP Legia nie jest jednak zobowiązana do przekazywania rugbistom żadnych pieniędzy. Pomaga w inny sposób. - Dostaliśmy komplety strojów Adidasa, mamy także do dyspozycji klubowy autokar. Gadżety związane z sekcją są sprzedawane w oficjalnym sklepie Legii. Poza tym raz w tygodniu trenujemy na bocznym boisku przy ulicy Łazienkowskiej - wylicza korzyści Danieluk.

Co dalej?

Pomoc ze strony KP Legia pomogła rugbistom wystartować w rozgrywkach drugiej ligi - zespół wygrał ją w cuglach, choć w przerwie zimowej w drużynie doszło do zmian, odeszła część zawodników, pojawił się nowy trener. W barażu z Budowlanymi tego wstrząsu po Legii nie było widać - zespół wygrał pewnie, bezdyskusyjnie.

Jednak po awansie drużynę czekają nowe wyzwania. Nie tylko sportowe, ale i organizacyjne. W ubiegłym sezonie zespół nie miał ustalonego z góry budżetu, pieniądze zbierał z miesiąca na miesiąc, sezon zamknął z sumą 100-120 tysięcy złotych po stronie wydatków. Teraz potrzebna jest kwota rzędu 300 tysięcy. I to zaplanowana, a nie zbierana w trakcie rozgrywek.

Danieluk tłumaczy: - Aby dostać licencję na grę w pierwszej lidze, trzeba posiadać cztery drużyny młodzieżowe. My mamy jedną. Nie tylko musimy stworzyć pozostałe, ale też wyposażyć je w sprzęt, wynająć boiska do treningów, zatrudnić trenerów. Dodatkowo dochodzą sprawy prozaiczne jak opłaty za sędziów, które na poziomie pierwszej ligi są trzykrotnie większe niż w drugiej - wylicza trener.

Dlatego rugbiści muszą szukać sponsorów. Bez dodatkowego wsparcia finansowego będzie im trudno nawet rozpocząć sezon w pierwszej lidze. A celem nie jest przecież awans. - Ten budżet nie pozwoli nam kontraktować zawodowców, którzy zapewnią nam awans do Ekstraligi, a wyłącznie zagwarantuje spokojny byt - zastrzega Danieluk.